Wielu konserwatystów w USA uważa, że ubóstwo jest skutkiem przede wszystkim złych decyzji. Szczególnie narażeni na obwinianie za własne ubóstwo są Afroamerykanie – to postawa, którą niektórzy politolodzy nazywają rasową urazą. Stereotyp tzw. królowych zasiłków jest od dekad podstawą komunikatów Republikanów. Konserwatyści przypisują jednak zdeprawowanie także białym ubogim. W pamiętnym artykule z 2016 roku pisarz Kevin Williamson z National Review powiązał rozwody i uzależnienie od różnych substancji ze zwątpieniem białej klasy pracującej:

(Biała klasa pracująca – przyp. autora) zawiodła samą siebie. Przyjrzyjcie się uczciwie uzależnieniu od pomocy socjalnej, leków i alkoholu oraz rozpadowi rodziny i zdacie sobie sprawę z czegoś strasznego… Biała amerykańska podklasa znajduje się w niewoli złej, samolubnej kultury, której głównymi produktami są nędza i zużyte heroinowe igły.

Zgodnie z tą perspektywą, gdyby ludzie po prostu ciężko pracowali, unikali narkotyków, alkoholu i przemocy oraz posiadania dzieci poza związkiem małżeńskim, ubóstwo byłoby rzadkością.

Ale istnieje co najmniej jeden bogaty kraj, w którym ludzie realizują wszystkie zalecenia ˗  ciężko pracują, unikają ryzykownych i autodestrukcyjnych zachowań i dokonują mądrych życiowych wyborów. Krajem tym jest Japonia. Pomimo tego ciągle ma wysoki poziom ubóstwa.

Wskaźnik przestępczości w Japonii zawsze był niski, ale w ostatnich latach spadł jeszcze bardziej, więc niektóre tamtejsze departamenty policji mają niewiele roboty.

W Japonii rzadko też dochodzi do nielegalnego spożycia narkotyków. Po zakończeniu drugiej wojny światowej występował tam problem uzależnienia od metaamfetaminy (co doprowadziło do wystąpienia pewnej liczby brutalnych przestępstw), ale problem ten w znacznej mierze zniknął. Pomimo obowiązywania drakońskiego antynarkotykowego prawa, dochodzi tam rocznie do tylko około 13 tys. przypadków oskarżeń o zażywanie narkotyków, z czego około 3 tys. dotyczy marihuany. Bardzo niewielki odsetek Japończyków przyznaje się do zażywania narkotyków.

Kraj ten ma też bardzo niewielu samotnie wychowujących dziecko rodziców. Chociaż odsetek ten wzrósł o około 50 proc. od pęknięcia gospodarczej bańki z początku lat 90., to ciągle żyje tam tylko około 712 tys. samotnych matek, które stanowią mniej niż 2 proc. wszystkich gospodarstw domowych. Dla porównania w USA jest ich 8,5 mln, chociaż kraj ten ma tylko 2,7-razy większą populację od Japonii.

Wreszcie, prawie wszyscy Japończycy pracują. Wskaźnik zatrudnienia wynosi tam 77 proc., czyli więcej niż w USA (71 proc.).

Biorąc pod uwagę wszystkie te pozytywne zachowania, konserwatyści mogą oczekiwać, że wskaźnik ubóstwa w Japonii będzie na bardzo niskim poziomie. Jednak prawda wygląda inaczej; jak na rozwinięty kraj Japonia ma relatywnie dużą liczbę ubogich obywateli. Wskaźnik ubóstwa (definiowany jako odsetek populacji zarabiający poniżej połowy średniego krajowego dochodu) wynosi ponad 15 proc. – nieznacznie mniej niż w USA, ale znacznie więcej niż w takich krajach jak Niemcy, Kanada czy Australia.

Japońska bieda to ukryty problem. Prawie nie ma tam slumsów ani dzielnic nędzy. Ulice są na ogół czyste i zadbane. Bezdomni śpią poza zasięgiem wzroku. Tzw. wyparowani opuszczają domy i rodziny i toczą skromne, anonimowe życie. Pojedyncze osoby mieszkają w maleńkich pustych mieszkankach niewiele większych od szafy. Ludzie w podeszłym wieku, którzy nigdy nie podnieśli się po gospodarczej zapaści z lat 90., cierpią w ukryciu. Wielu z nich aby przetrwać kupuje w sklepach „za 100 jenów” (podobne do amerykańskich „za dolara”).

Również dzieci głodują. Prawie 14 proc. z nich, czyli około 3,5 miliona, żyje w ubóstwie (chociaż liczba ta spadła ze szczytowego poziomu 16 proc. w 2012 roku). Aby rozwiązać ten problem, lokalne rządy z całego kraju otwierają tysiące stołówek, w których dzieci mogą jeść za darmo.

Jednak jeśli chodzi o całkowite wydatki socjalne, Japonia spadła w rejony środka stawki (udział PKB przeznaczany na pomoc socjalną wynosi tam 23,06 proc.; w USA 19,32 proc., a we Francji aż 31,55 proc. Średnia dla OECD to 21,03 proc. – przyp. red.).

Duża część japońskich wydatków socjalnych jest powiązana z systemem ubezpieczeń zdrowotnych; w zakresie wielkości państwa opiekuńczego Japonia pozostaje daleko w tyle za Europą.

Japończycy robią więc wszystko dobrze, unikając przemocy i narkotyków, ciężko pracując i nie posiadając dzieci poza małżeństwami. Realizują konserwatywną receptę na sukces, tak samo dobrze albo nawet lepiej od wszystkich innych rozwiniętych państw. A jednak nadal wielu Japończyków żyje w ubóstwie. Wskazuje to, że z konserwatywną teorią ubóstwa jest coś nie tak.

Chociaż niektóre osoby mają ekonomiczne problemy z powodu własnych złych wyborów, a przemoc, narkotyki i rozpad rodziny niewątpliwie pogarszają warunki życia w każdym kraju, to główne przyczyny ubóstwa są w większym stopniu powiązane ze strukturą gospodarek. Zbyt wiele osób doświadcza katastrofy życiowej w kapitalizmie z powodu bezrobocia, chorób, obrażeń lub innych nieszczęść. Rynek sam w sobie nie tworzy wystarczająco wielu dobrze płatnych miejsc pracy, aby każdy mógł sobie pozwolić na komfortowy styl życia.

Rozwiązanie problemu stosunkowo wysokiego wskaźnika ubóstwa w USA nie będzie polegało na osobistej odpowiedzialności i moralnej poprawności. USA powinny zamiast tego szukać pomysłów na zmniejszenie biedy w europejskich krajach, Australii czy Kanadzie. Nie ma po prostu substytutu dla silnego systemu pomocy społecznej.

>>> Polecamy: Młodzi Włosi pracują więcej. Najniższe od ośmiu lat bezrobocie wśród młodzieży