Rodzi się nas coraz mniej. Może nie ma czym się martwić i czas przyzwyczaić się do nowego modelu?

Jest czym się martwić. To dla gospodarki, ale i relacji społecznych bardzo niepokojąca sytuacja. To oznacza, że należy w końcu dostrzec i potraktować poważnie pokolenie kanapkowe (sandwich generation): chodzi o osoby, które z jednej strony mają małe dzieci (kobiety rodzą coraz później), a z drugiej – rodziców lub dziadków, którymi należy się zaopiekować. To podwójne zobowiązania, które są ogromnym obciążeniem. Kobiety, bo to najczęściej na nie nadal spada ten ciężar, często mają trudności, żeby pogodzić pracę z tym podwójnym zobowiązaniem. Myślę, że w polityce społecznej powinno się zacząć zauważać również ten problem.

źródło: DGP

Ale dzieci jest mniej. Czyżby nie zadziałało 500 plus?

Kłopot polega na tym, że z jednej strony nadal szwankuje pomoc państwa w polityce prorodzinnej, z drugiej – pojawiają się nowe wzorce kulturowe dotyczące rodzicielstwa. Zupełną podstawą powinno być wprowadzanie rozwiązań, które będą wspierać równy i partnerski podział opieki między rodzicami, zapewnią bezpieczeństwo, jeśli chodzi o formy opieki nad małymi dziećmi, gwarancję stabilnego systemu edukacji oraz równy i prosty dostęp do służby zdrowia. To są sprawdzone rozwiązania zachęcające do posiadania dzieci.

>>> Czytaj też: Bershidsky: Ageizm nie ma ekonomicznego sensu. Starsi pracownicy wcale nie są mniej produktywni niż młodsi

Jak legislacyjnie można wesprzeć partnerski podział?

Nie jest to skomplikowane, tym bardziej że takie rozwiązania funkcjonują w innych państwach: choćby wprowadzenie urlopu dla ojców, który nie może być wykorzystany przez matkę. U nas jest taki urlop, ale to zaledwie dwa tygodnie. To najprostszy mechanizm.

Ale dla młodych ludzi często rodzina przestała być czymś oczywistym. Są tezy mówiące, że pokolenie 20-latek będzie pierwszym, w którym jedna czwarta kobiet nie będzie mieć dzieci.

Tu już mówimy o wzorcach kulturowo-społecznych, o których wspomniałam. O pewnych zjawiskach i zmianach, które mają miejsce i z którymi bardzo trudno dyskutować i zmieniać. To prawda, że zmieniają się relacje społeczne. Coraz częściej młodzi ludzie mówią np., że zmiany klimatyczne są nieuniknione, pojawia się termin depresji klimatycznej, czego konsekwencją jest myślenie, że nie ma sensu zakładać rodziny, rodzić dzieci. Również coraz wyraźniej zaznaczają się różnice między potrzebami młodych kobiet i mężczyzn. Kobiety coraz bardziej stawiają na wykształcenie, ale także mają dość liberalne poglądy, młodzi mężczyźni prezentują dość konserwatywne postawy. Potwierdzały to nawet wyniki wyborów – na Konfederację częściej głosowali młodzi mężczyźni. To się może przełożyć na to, jak będzie wyglądała struktura społeczna i jakie będą relacje.

To może nie ma co inwestować w żłobki, jak i tak to się nie przekłada na liczbę dzieci?

Tak nie można myśleć. Trzeba zagwarantować podstawowe kwestie umożliwiające łączenie rodzicielstwa z pracą. A potem myśleć o aspektach kulturowych. Jako o kolejnym wyzwaniu.

>>> Czytaj też: Awans społeczny w Polsce i na świecie. Rewolucja technologiczna może pogłębić globalne nierówności