Co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób zgromadził piątkowy protest pod hasłem „Precz z Zielonym Ładem”. Wierzy pan, że ten projekt jest do uratowania w oczach grup, które dziś domagają się jego odrzucenia?

Nie przywiązywałbym się do konkretnego szyldu, który na tym etapie jest obciążony wieloma negatywnymi skojarzeniami. Główne cele Europejskiego Zielonego Ładu pozostają jednak aktualne. Zresztą badania potwierdzają, że negatywne skojarzenia wobec tego hasła nie sprawiają, że kwestionujemy zasadność polityk klimatycznych jako takich. W sondażach większość badanych wspiera protesty rolnicze. Ale większość dostrzega też potrzebę zmian w metodach produkcji rolnej w związku z kryzysem klimatycznym.

To szerokie poparcie społeczne dla rolniczych protestów to pewna nowość.

Niechęć do restrykcji, rozumianych np. jako narzucanie ograniczeń konsumpcji, połączyła rolników czy górników ze znaczną częścią klasy średniej. Poza tym seria kryzysów, jakie spadły na Europę, sprawiła, że większego znaczenia nabierają dla nas kwestie bezpieczeństwa, w tym żywnościowego. Pamiętam, że jeszcze kilkanaście lat temu jeden z reżyserów powiedział, komentując rolniczy protest, że on sobie może sprowadzić ziemniaki z Cypru. Po pandemii czy rosyjskiej agresji na Ukrainę jesteśmy bardziej świadomi tego, że międzynarodowe łańcuchy dostaw mogą okazać się kruche, a globalne rynki – podatne na manipulacje nieprzyjaznych sił.

Reklama

CAŁY TEKST W PAPIEROWYM WYDANIU DGP ORAZ W RAMACH SUBSKRYPCJI CYFROWEJ