Drony miały zmienić bieg wojny. Zamiast tego... spadały
Altius-600M i Altius-700M to nowoczesne drony kamikaze, które USA dostarczyły Ukrainie jako część wsparcia wojskowego. Miały one uderzać precyzyjnie w rosyjskie cele z dużej odległości. W rzeczywistości – wystarczyła rosyjska wojna radioelektroniczna, by unieszkodliwić te nowoczesne maszyny. Jak donoszą funkcjonariusze SBU, drony regularnie traciły łączność, nie trafiały w cele, a niektóre rozbijały się na ziemi tuż po starcie.
Według WSJ, problemy z Altiusami były tak poważne, że już w 2024 roku Ukraina całkowicie zrezygnowała z ich użycia. Pomimo prób aktualizacji oprogramowania przez Anduril, nie wznowiono ich eksploatacji. Firma twierdzi, że obecna na Ukrainie „niemal nieprzerwanie” i usprawnia swój sprzęt, ale jak dotąd – efekty są znikome.
Awaria za awarią: drony, łodzie i... pożar
Nie tylko Ukraina miała zastrzeżenia do technologii Anduril. Podczas ćwiczeń marynarki wojennej USA u wybrzeży Kalifornii, ponad 10 bezzałogowych łodzi bojowych nagle odmówiło posłuszeństwa i dryfowało bez kontroli. Musiały zostać holowane aż do rana, co zdaniem marynarki stworzyło potencjalne zagrożenie dla innych jednostek. Problemy przypisano oprogramowaniu Lattice, które miało zarządzać flotą autonomicznych łodzi.
Z kolei podczas testów nowoczesnego drona bojowego Fury, projektowanego na potrzeby amerykańskich sił powietrznych, doszło do awarii silnika po tym, jak wlot powietrza zassał... gwóźdź. Testy opóźniono, a konkurencyjna firma General Atomics zdołała wykonać swój lot testowy dwa miesiące wcześniej.
W Oregonie natomiast test systemu przeciwdronowego Anvil zakończył się 22-akrowym pożarem, który trzeba było gasić z udziałem trzech wozów strażackich. Choć Anduril zapewnia, że był to przewidywany scenariusz testowy, to skala incydentu wzbudziła niepokój nawet w Pentagonie.
Startup z wielkimi ambicjami i równie wielkimi problemami
Anduril Industries, założona przez Palmera Luckeya – twórcę gogli Oculus – zyskała ogromną popularność jako nowoczesny startup zbrojeniowy, który miał wyprzedzić wielkie koncerny dzięki szybkości działania. „Testujemy, psujemy, poprawiamy – i robimy to szybciej niż inni” – mówił Luckey w swoim wystąpieniu TED.
Problem w tym, że ta filozofia nie do końca sprawdza się na prawdziwym polu walki. Jak zauważają eksperci cytowani przez Wall Street Journal, testowanie „niedokończonych” produktów w warunkach operacyjnych może prowadzić do poważnych strat – zarówno sprzętowych, jak i ludzkich.
Amerykańskie wojsko wciąż inwestuje w technologie Anduril, ale rośnie liczba głosów domagających się większej kontroli i testów przed wdrożeniem nowych rozwiązań. Szczególnie, gdy mówimy o sprzęcie wartym setki milionów dolarów i wpływającym bezpośrednio na życie żołnierzy.
Wojna kodów i zakłóceń
Sytuacja ujawniona przez WSJ pokazuje, że nowoczesna wojna to nie tylko czołgi i rakiety, ale także pojedynek technologii, kodu i sygnału. W tej konfrontacji, przynajmniej na razie, rosyjskie systemy walki radioelektronicznej okazały się skuteczniejsze niż kosztowne amerykańskie drony. Jeśli Pentagon i jego partnerzy nie wyciągną wniosków, może się okazać, że kolejna „rewolucja wojskowa” zakończy się spektakularnym falstartem.