Autor jest publicystą i politologiem, wykładowcą Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie

Ujawnione przez „Gazetę Wyborczą” taśmy nie są materiałem, który może wstrząsnąć opinią publiczną. Nie dlatego, że zawiera banalne informacje, ale dlatego że niewiele z nich da się wpisać w tabloidowy tytuł czy pasek telewizji informacyjnej. Co więcej, podział opinii publicznej jest tak głęboki, że w zasadzie osłabia efekt każdej kolejnej afery. Dla jednej strony Jarosław Kaczyński jest czarnym bohaterem ostatnich lat – w jej oczach nie można już tego obrazu pogorszyć. Dla innych – jest bezwzględnie atakowanym przywódcą narodu, a każdy fragment nagrania potwierdza jego niewinność oraz słuszność postępowania.

Ale – co niezwykle istotne – obok osób zainteresowanych polityką i śledzących medialne informacje jest bardzo wielu takich, którzy choć czasami uczestniczą w wyborach, to polityką się nie emocjonują. Są wśród wyborców każdej partii. Reagują wolniej, nie zmieniają zdania dzień po sensacyjnej publikacji. To o nich będzie toczyć się gra. O to, by ich zmobilizować lub zniechęcić. To oni mogą uznać, że PiS nazbierał już zbyt wiele żółtych kartek, by zdobyć ich głos. Te kartki to afera z udziałem prezesa KNF, aresztowanie Bartłomieja M., skandaliczna postawa TVP po zabójstwie Pawła Adamowicza. Ujawnione nagrania dotyczące przedsięwzięcia deweloperskiego prowadzonego lub nadzorowanego przez lidera formacji mogą być po prostu kolejnym sygnałem wzmacniającym wątpliwości mniej zdeterminowanych wyborców PiS.

Co więcej, każda z tych spraw może mieć swój – trudny dziś do przewidzenia – ciąg dalszy. Możliwy jest nowy wątek – zmieniający bieg rzeczy – uruchomiony przez reakcję bohaterów, jakieś zeznanie, przeciek, wypowiedziany w nerwach komentarz. W roku wyborczym taka zła passa może być dla rządzących groźna. Zwłaszcza że po głosowaniu samorządowym stało się jasne, że szanse PiS oraz opozycji są względnie wyrównane, a o rozstrzygnięciu może zadecydować bardzo niewielka grupa głosujących. Ale wyborcze skutki to w tym wypadku nie wszystko.

>>> Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na eDGP