Heywood był jedną z głównych osób, które zapoczątkowały w administracji brytyjskiej rewolucję behawioralną. Wspierał powstanie w niej Behavioural Insights Team – specjalnego zespołu, nieoficjalnie nazywanego „Nudge Unit” (czyli „komórką od szturchania”), którego praca opiera się na prostym założeniu: większość działań rządu polega na próbach zmiany ludzkich zachowań. Może to dotyczyć zarówno wezwania do zapłaty zaległego podatku i zachęcania mieszkańców do termomodernizacji kamienic, jak i werbowania nowych pracowników policji czy próby ograniczenia przepisywania antybiotyków przez lekarzy.

Heywood słynął nie tylko z erudycji, humoru i uroku osobistego. Nade wszystko był sprawnym i skutecznym urzędnikiem. Misją nadzorowanego przez niego Nudge Unit miało być promowanie tych cech w brytyjskiej administracji przez oparcie działań urzędów na wiarygodnych przesłankach naukowych i eksperymentalnym testowaniu nowych rozwiązań przed ich wdrożeniem. Z pozoru brzmi niekontrowersyjnie, jednak diabeł tkwi w szczegółach.

>>> Czytaj też: "To zależy nie tylko od nas". Johnson łagodzi stanowisko ws. bezumownego brexitu

Innowacyjne podejście do regulacji proponowane przez ów zespół ekspertów zainspirowały najnowsze odkrycia nauk behawioralnych (jakkolwiek słowo „behawioralne” brzmi podejrzanie, trudno w języku polskim znaleźć inne tłumaczenie). Za punkt wyjścia przyjęli założenie, że człowiek nie jest racjonalny w takim sensie, w jakim opisują go podręczniki mikroekonomii. Zaczęli więc opracowywać proste techniki wpływania na obywateli, które uwzględniałyby tę przesłankę. Na przykład proponowali, aby w upomnieniach wysyłanych osobom zalegającym z podatkiem nie straszyć odsetkami i komornikiem, ale pisać, że większość ich sąsiadów już zapłaciła. Taka forma ponaglenia okazała się skuteczna. A behawioralna rewolucja rozpowszechniła się na świecie.

Po pierwsze przejrzystość

Na początku czerwca Polski Instytut Ekonomiczny opublikował raport, który jest pierwszą analizą wykorzystania narzędzi nawiązujących do wiedzy behawioralnej przez polskie urzędy. Raport zainspirował Sebastiana Stodolaka do ciekawego artykułu pt. „Poszturchiwani”, opublikowanego tydzień temu na łamach Dziennika Gazety Prawnej (DGP nr 118–119/2019). Autor nie kryje w swoim tekście daleko idącego sceptycyzmu, a nawet niechęci wobec stosowania behawioralnych praktyk przez organy państwowe.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP