Z Krzysztofem Śmiszkiem rozmawia Robert Mazurek

Nie wygląda pan na zadowolonego.

Każdy liczył na lepszy wynik. 2,2 proc. to nie jest marzenie lewicy, która pół roku temu wchodziła do Sejmu z 13-proc. poparciem.

Dlaczego wasz kandydat to schrzanił?

Robert nie popełnił żadnego błędu.

To nie on, to partia?

Nasza formacja też nie popełniła poważniejszego błędu.

Błąd sam się popełnił?

Od 15 lat mamy klincz, prawicowy klincz.

Po to był Biedroń, by go przełamać, a skończył jak Ogórek.

Może jest na to za wcześnie? Przecież widać, że mamy nie tylko polityków, którzy się zwalczają, ale i całe zaplecza medialno-publicystyczne.

Nie wiedział pan tego wcześniej?

Wyciągamy wnioski. Musimy przestać mizdrzyć się do liberalnych dziennikarzy, którzy poklepują nas po ramieniu i lubią, gdy mówimy o gejach, ale ich sympatia kończy się natychmiast, gdy różnimy się od Platformy. Wtedy dostajemy po głowie i jesteśmy obrażani. Nie potrafiliśmy zbudować swoich mediów.

Jak to, lewica nie ma mediów?

Takich, które będą opowiadały naszą historię, nie ma. Lewica nie odbudowała się po porażce z 2005 r.