Z Stepanem Grigorjanem rozmawia Michał Potocki
Co się stało w Górskim Karabachu i dlaczego akurat teraz?
Reklama
Problem Górskiego Karabachu pozostaje nierozwiązany od 30 lat. Ale tym razem to nie jest po prostu wojna Armenii z Azerbejdżanem o Górski Karabach ani wojna Górskiego Karabachu o niepodległość. Dziś już oczywista jest interwencja Turcji, która np. wykorzystuje samoloty F-16. Praktycznie całe uzbrojenie z niedawnych ćwiczeń Turcy zostawili Azerom, choćby drony, z których 30–40 zestrzeliliśmy. Turcy od dawna chcieli wziąć region pod kontrolę. Zachowują się agresywnie też w innych miejscach. Ich otwarte wejście na Kaukaz Południowy jest jednak zadziwiające. A to, że Azerbejdżan postanowił nas zaatakować akurat teraz, jest związane z rewolucją w Armenii 2018 r. Aksamitne, zwycięskie rewolucje są zaraźliwe. Jak tylko Białorusini zobaczyli, że Ormianie zdołali obalić autorytarny, przestępczy reżim, spróbowali zrobić to samo. Nawet oni, taki dobry, cierpliwy naród. W Azerbejdżanie też dojrzewa bunt. İlham Aliyev rządzi od 20 lat. Ludzie się nim zmęczyli. Aliyev potraktował naszą rewolucję jako zagrożenie dla swojego małego sułtanatu. To wojna dwóch autokracji – Turcji i Azerbejdżanu – przeciw ormiańskiej demokracji.
A jakie są cele taktyczne? Zajęcie całego Górskiego Karabachu? Tych ziem, które nie wchodziły w jego skład w czasach ZSRR? A może wystarczy symboliczne zajęcie któregoś z miast?
Działania wojenne toczą się na całej linii frontu, nie tylko w rejonach otaczających Górski Karabach, ale i na jego terenie, np. od strony Martakertu. Wysyłają drony na Stepanakert, bombardują budynki mieszkalne. Mamy już czterech zabitych cywili. Oczywistym celem jest wypędzenie Ormian z Górskiego Karabachu.

Cały wywiad z Stepanem Grigorjanem przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP

fot. Stepan Grigoryan/Facebook
Stepan Grigorjan były doradca premiera Armenii Nikola Paszinjana, szef Centrum Analiz Globalizacji i Współpracy Regionalnej w Erywaniu