Marek Jurek: Polska nie potrzebuje wojen światopoglądowych [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 listopada 2020, 08:00
Marek Jurek marszałek Sejmu w latach 2005–2007, przewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej w latach 2007–2018
<p>Marek Jurek marszałek Sejmu w latach 2005–2007, przewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej w latach 2007–2018</p>/embuk-importer
Większość prawicowa bez PiS nie jest dziś możliwa, więc również dlatego postawa tej partii i jej krytyczna analiza są ważne - mówi w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" Marek Jurek, marszałek Sejmu w latach 2005–2007, przewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej w latach 2007–2018.

Z Markiem Jurkiem rozmawia Łukasz Warzecha

Minęło pięć lat rządów Zjednoczonej Prawicy. Jak się panu żyje w kraju rządzonym przez partię oficjalnie konserwatywną?

Patrząc na młode, ciężko pracujące rodziny, cieszę się, że mają 500+ i wcale nie uważam tego za socjal. Ale mam wrażenie, że istotą strategii rządu jest po prostu jak najdłuższe sprawowanie władzy.

Czy to nie jest program każdej władzy?

Odwrotnie – każdy rząd, żeby sprawować władzę, musi mieć priorytety, choćby retoryczne.

Dziś powinien pan być zadowolony z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Tyle że po pierwsze – trudną sprawę zepchnięto na TK, po drugie – wielu także przeciwników aborcji obawia się, że gdy PiS odejdzie, szala przechyli się gwałtownie w przeciwną stronę.

Cieszę się, że ta decyzja została w końcu podjęta. Teraz tym bardziej chciałbym, żeby wobec kampanii podjętej przez aborcjonistów władze jasno powiedziały, że będą bronić konstytucyjnego prawa do życia.

Ten rząd wprowadził też zmiany, np. w wymiarze sprawiedliwości. Też jest pan z nich zadowolony?

W tej dziedzinie przyniosło to efekty przeciwne do deklarowanych. Wyroków budzących sprzeciw nie brakuje, procedury się wydłużyły, zantagonizowano środowisko sędziowskie z państwem, również w planie pozycji Polski w Unii Europejskiej.

Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiedziałoby, że nie dało się tego inaczej zrobić, bo sędziowie bronili swojej „kasty”. Trzeba było tam wjechać walcem. Dałoby się sądy zreformować inaczej?

Oczywiście. Rządzącym chodziło o to, żeby władza polityczna miała wpływ na kluczowe instytucje władzy sądowniczej, a nie o kryteria kwalifikacyjne czy kierunek orzecznictwa. Można też było zmienić podmioty powołujące, jak w Stanach Zjednoczonych. Gdyby okazało się, że rezultaty powoływania prezesów sądów okręgowych czy prokuratorów na podobnym poziomie w wyborach powszechnych nie są dobre – można by się z tego wycofać, ale dlaczego nie spróbowano generalnej zmiany w ten sposób?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj