Z Rafałem Matyją rozmawia Emilia Świętochowska
Co pan sądzi o planowanej przez PiS odbudowie Pałacu Saskiego?
Reklama
Jestem ogromnie sceptyczny. Po pierwsze, Pałac Saski nie jest dla mnie oczywistym symbolem polskiej państwowości, takim jak Zamek Królewski, Wawel czy – w nieco innym sensie – katedra w Gnieźnie. Po drugie, znaleźliśmy się w punkcie, w którym władze powinny pokazać, że rozumieją pewne konieczności pocovidowe. Mamy zapaść części sektora publicznego. Można było przynajmniej poczekać na lepszy moment, żeby startować z czymś takim jak odbudowa pałacu. Nie rozumiem tej decyzji również o tyle, że jest wiele wymownej symboliki w samotnym Grobie Nieznanego Żołnierza. Choć nieco już zepsutej.

Zepsutej przez pomnik smoleński?

Tak. Pomnik smoleński, który władza postawiła na placu Piłsudskiego, jest dziwaczny i niezrozumiały. To próba uczynienia z katastrofy bohaterstwa, porównywalnego z obroną kraju. Poza tym nie stał się częścią oddolnej pamięci społecznej, lecz symbolem pewnej władzy.

W najnowszej książce „Miejski grunt. 250 lat polskiej gry z nowoczesnością” pisze pan, że odbudowa Zamku Królewskiego w czasach gierkowskiej modernizacji była świadectwem narodowych aspiracji ówczesnej ekipy rządzącej, a także służyła społecznej legitymizacji reżimu.

I nie mam wątpliwości, że Zamek Królewski należało odbudować. Ale Pałac Saski nie jest dla mnie symbolem niepodległości. Nie chcę uprawiać taniej demagogii, wiem, że nie każde pieniądze publiczne można przeznaczyć na wszystko. Nie jestem nawet przeciwko wydawaniu funduszy z budżetu na budynki symboliczne, ale skoro tak, to raczej pomyślałbym o lepszym gmachu parlamentu. Ten obecny niespecjalnie spełnia swoją rolę jako symbol demokratycznego i suwerennego państwa.

Cały wywiad z przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.