Miesiąc politycznych rozmów przyniósł nam rozwodniony kompromis, który zakłada, że sankcje nie obejmą ropy tłoczonej rurociągami. Zdaniem belgijskiego premiera Aleksandra De Croo to „koniec drogi” do rozszerzenia sankcji na handel węglowodorami.

Zdaniem De Croo i innych polityków wprowadzenie sankcji na eksport gazu z Rosji bardziej zagroziłoby Wspólnocie niż Moskwie. Tym bardziej, że inflacja w strefie euro w maju wzrosła do 8,1 proc., a rozszerzenie sankcji wyraźnie wpłynęłoby na wzrost rachunków za energię dla gospodarstw domowych.

Reklama

Polityczna cena spowolnienia sankcji

Rezygnacja z nałożenia sankcji na rosyjski gaz będzie miała swoją polityczną cenę, bowiem wygląda na porzucenie Ukrainy i prezydenta Zełenskiego – czytamy w artykule. Poza tym osiągnięty właśnie kompromis sprawia, że Rosja przez najbliższe pół roku nadal będzie inkasowała ogromne pieniądze od UE za ropę, a premier Węgier Viktor Orban wynegocjował, że sankcje obejmą wyłącznie surowiec transportowany tankowcami.

Zakończone niedawno negocjacje ujawniły podziały w UE, ale zbliżająca się batalia o gaz nie będzie inna. Estońska premier Kaja Kallas uważa, że osiągnięcie porozumienia ws. tego będzie znacznie trudniejsze.

Portal wskazuje na potencjalne ryzyka nałożenia sankcji na eksport rosyjskiego gazu. Niektóre unijne kraje są w bardzo dużym stopniu uzależnione od tego kierunku importu surowca: to przede wszystkim Czechy, Węgry, Słowacja i Austria, której kanclerz Karl Nehammer wykluczył, by paliwo to stało się częścią następnego pakietu sankcji. Istnieje też polityczne ryzyko. Już negocjacje ws. ropy trwały prawie miesiąc. UE nie może sobie pozwolić na fiasko kolejnych negocjacji.