Prawo i Sprawiedliwość, choć walczy o kolejną kadencję, to niejednokrotnie już sygnalizowało, że bierze pod uwagę wariant, w którym za kilka miesięcy zostanie zmuszone oddać władzę. Dbało o obsadzenie państwowych instytucji własnymi nominatami, jak i o zmiany prawne.

W wielu miejscach rozpoczęte niedawno okresy urzędowania szefów bądź członków organów będą się kończyć pod koniec następnej, a w niektórych przypadkach jeszcze w kolejnej kadencji Sejmu. Dotyczy to zarówno instytucji, które PiS zastał, jak Narodowy Bank Polski i jego prezes, jak i tych, które sam stworzył, jak Rada Mediów Narodowych czy Krajowa Rada Sądownictwa w nowym kształcie. W dwóch instytucjach kadencje szefów kończą się w tym roku. Obecny prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zyskał poparcie Sejmu, jeśli chodzi o reelekcję, ale napotkał weto senackie. Będzie pełnił funkcję, dopóki kolejny parlament nie porozumie się w sprawie następcy. W listopadzie kończy się zaś kadencja obecnego przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, mianowanego przez premiera Mateusza Morawieckiego. Wyborczy kalendarz pozwala na scenariusz, w którym obecny szef rządu zdążyłby wyznaczyć nowego szefa KNF.