Ministerstwo klimatu i środowiska zapowiedziało „nową filozofię myślenia o lasach”. Ograniczenie wycinek, większa transparentność i odpolitycznienie Lasów Państwowych – to tylko niektóre z zapowiadanych zmian.

Zmiany kadrowe w Lasach Państwowych

Do wdrażania nowej filozofii w życie powołane zostały nowe osoby. Dotychczasowego dyrektora generalnego Lasów Państwowych, Józefa Kubicę, członka Suwerennej Polski, zastąpił Witold Koss. Zmiana została zapowiedziana już na początku stycznia przez Donalda Tuska. - Nie mam wątpliwości, że pan Witold Koss jest gotowy, aby zmierzyć się ze wszystkimi wyzwaniami i sprostać oczekiwaniom społecznym – mówiła ministra klimatu i środowiska, Paulina Hennig-Kloska 10 stycznia podczas oficjalnego powołania nowego dyrektora.

Reklama

Dwa dni później Witold Koss po raz pierwszy spotkał się z pracownikami dyrekcji generalnej Lasów Państwowych. „Razem rozpoczynamy kolejny etap w rozwoju Lasów Państwowych” – zapowiedział. „Razem” nie oznacza jednak całego dotychczasowego grona – w piątek Jerzy Fijas zastąpił Jana Tabora na stanowisku zastępcy dyrektora generalnego ds. gospodarki leśnej. Odwołana została zastępczyni dyrektora generalnego ds. nieruchomości i zamówień Magdalena Kapuścińska oraz zastępca dyrektora generalnego ds. ekonomicznych Krzysztof Janeczko.

Wcześniej ze stanowiskami pożegnali się dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego, Michał Krzysiak, którego następca ma zostać wyłoniony w konkursie. 8 stycznia na koncie Lasów Państwowych w serwisie X pojawił się także wpis: „Dziękujemy, że nas tyle czasu znosiliście. Dziś się żegnamy, to nasz ostatni tutaj wpis”. Obecnie nie jest już dostępny.

Które obszary Lasów Państwowych będą chronione

8 stycznia minister Paulina Hennig-Kloska oraz wiceminister Mikołaj Dorożała ogłosili, że ograniczona lub wstrzymana zostanie planowana wycinka drzew na dziesięciu ważnych przyrodniczo obszarach – w Puszczy Karpackiej, Puszczy Rominckiej, Bieszczadach, Puszczy Boreckiej, Puszczy Świętokrzyskiej, Puszczy Augustowskiej, Puszczy Knyszyńskiej, Trójmiejskim Parku Krajobrazowym oraz w okolicy Iwonicz-Zdroju i Wrocławia.

- Jak tylko uformowało się ministerstwo klimatu i środowiska, 116 ruchów i organizacji wysłało do resortu środowiska pismo, w którym wnioskowaliśmy o moratorium, czyli pilne zatrzymanie wycinek w najcenniejszych, ponadstuletnich drzewostanach - mówi nam Radosław Ślusarczyk, prezes stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. Według niego objęcie pierwszych dziesięciu obszarów ochroną jest dobrym znakiem, udowadniającym, że ministerstwo chce reformować sposób zarządzania lasami. - Czekamy jednak na kolejne kroki związane z nowelizacją ustawy o lasach– tak, żeby stworzyć kryteria wyłączania i mechanizmy ochrony lasów o specjalnym znaczeniu przyrodniczym i społecznym. Tylko ustawowe rozwiązania zapewnią trwałe wyłączenie z wycinek 20 proc. najcenniejszych lasów. Obecnie ogłoszone tereny stanowią 1,3 proc. lasów, zakładam jednak, że to dopiero początek – dodaje Ślusarczyk.

Jego nadzieje potwierdził wiceminister Mikołaj Dorożała w piątkowej Porannej rozmowie gazeta.pl dotyczącej reform. „Mieliśmy mało czasu, to było kilka tygodni, ale bardzo nam zależało ze względu na duże oczekiwania społeczne (...) Mówimy o decyzjach krótkoterminowych. Teraz, po wyborze nowej dyrekcji generalnej Lasów Państwowych, będziemy pracować nad punktami, które są jawne i wpisane w umowę koalicyjną, czyli nad docelową ochroną 20 proc. lasów”.

Pojawiają się jednak komentarze mówiące, że proces doboru terenów chronionych powinien być bardziej transparentny.

- Pierwsze dziesięć obszarów objętych moratorium to cenne lasy, ale takich lasów do objęcia zakazem wycinek od zaraz jest wielokrotnie więcej. Proces ich wyboru mógłby być bardziej transparentny -tak, żeby wiadomo było, kto i na jakich zasadach nad tymi wyłączeniami pracuje. Obecnie słyszymy tylko o „zespole eksperckim” – mówi DGP Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska. Dodaje, że mimo wszystko organizacje przyrodnicze popierają wprowadzane zmiany.- Trudno nie być zadowolonym z tego, że w życie zaczyna się wprowadzać postulaty, które od dawna wysuwaliśmy. Oczywiście, zawsze można chcieć więcej, lepiej, szybciej, ale wiemy, że skala zmian do wprowadzenia jest duża – dodaje.

Ostrzej wypowiedział się na ten temat w serwisie X dr Antoni Kostka z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze, która uczestniczyła w przygotowywaniu materiałów dla ministerstwa. „Mam wrażenie, przechodzące miejscami w pewność, że cały proces przygotowywania tej decyzji był nieco chaotyczny, pospieszny i nie spełniał kryteriów, o których wielokrotnie wspominaliśmy, czyli inkluzywności, przejrzystości i usadowienia w pewnym dobrze zaplanowanym procesie. (...) Niestety, nie wiadomo kto, w jaki sposób i w jakim trybie dokonał finalnego wyboru terenów do moratorium”.

Turnicki Park Narodowy – zasługa natury czy leśników?

Jednym z obszarów wyłączonych z wycinki, który dobrze obrazuje konflikt leśników i ekologów, jest Puszcza Karpacka. To tu miał powstać Turnicki Park Narodowy – dokumentacja projektowa została wykonana w 1993 r., jednak ostatecznie z pomysłu zrezygnowano. Od tamtej pory zabiegają o to liczne organizacje przyrodnicze - w 2018 r. fundacja WWF zebrała ponad 142 tys. podpisów pod petycją o jego utworzenie. Powstała też strona internetowa „społecznie projektowanego” Turnickiego PN z poradami dotyczącymi zwiedzania, tworzony jest film dokumentalny o parku. Według Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze, na terenie potencjalnego parku znajduje się ponad 6 tys. drzew spełniających kryteria drzew pomników przyrody.

Pomysłowi sprzeciwiają się jednak lokalne nadleśnictwa i samorządy. W 2021 r. rady powiatów bieszczadzkiego, przemyskiego oraz gminy Bircza złożyły wspólny wniosek do ówczesnego prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego o „podjęcie działań przeciwko wszelakim zamierzeniom tworzenia nowych form ochrony przyrody na naszym terenie, takich jak Turnicki Park Narodowy czy Rezerwat Reliktowa Puszcza Karpacka”. Według sygnatariuszy, wpłynęłoby to na wzrost bezrobocia i spadek dochodów.

- Jestem przeciwny wszelkim próbom obostrzeń ochrony przyrody mającym bezpośredni negatywny wpływ na życie mieszkańców (utrudnienia inwestycyjne nawet te najprostsze jak budowa domu jednorodzinnego), nie wspominając o szkodach gospodarczych takich jak bezrobocie związane z likwidacją gałęzi gospodarki zajmującej się zarządzaniem lasami, a także pozyskaniem, przerobem drewna i jego sprzedażą – tłumaczył w odpowiedzi na nasze pytania w listopadzie Grzegorz Gągola, wójt gminy Bircza. - Dziś lasy administrowane przez Nadleśnictwo Bircza są dostępne dla ludzi, sam dużo jeżdżę rowerem i widzę ludzi wypoczywających na łąkach, zbierających grzyby i inne dary runa leśnego. Jest przyjemnie, ludzie tu przyjeżdzają odpocząć na łonie natury, nie psujmy tego jakimś parkiem, czy innym bezsensownym rezerwatem, gdzie będzie się zmuszać ludzi do chodzenia tylko po wyznaczonych szlakach, często w ogromnych kolejkach – dodawał.

Z kolei nadleśnictwo Bircza w odpowiedzi na nasze pytania, odpowiedziało wtedy: „Stan obecny lasów w zarządzie Nadleśnictwa Bircza, który tak zachwyca środowiska proekologiczne i wszystkich zainteresowanych tym terenem, jest efektem pracy kilku pokoleń leśników i robotników leśnych, którym przyświeca przede wszystkim idea zachowania trwałości lasu dla przyszłych pokoleń oraz jego wzorowego stanu zdrowotnego”.

Zarówno wójt gminy Bircza, jak i przedstawiciele nadleśnictwa, uzasadniają swoje słowa zdjęciami lotniczymi z roku 1944. Porównując je ze współczesnymi fotografiami, widać, że 80 lat temu dużo mniejszy obszar był pokryty przez lasy. „Zdjęcia doskonale obrazują eksploatacje drzewostanów w przeszłości, nawet zrębami zupełnymi, pastwiskowe użytkowanie lasu oraz grunty rolne, które dzisiaj pokryte są drzewostanami” – tłumaczy nadleśnictwo dodając, że jest to dowód na to, że mówienie o „pierwotnej” czy „reliktowej” puszczy karpackiej jest według nich nieprawdziwe.

Według Krzysztofa Cibora, Lasy Państwowe w ostatnich latach wycinały jednak także drzewa znacznie starsze niż te posadzone na niezalesionych w 1944 r. terenach. - Na obszarze, na którym miałby powstać Turnicki Park Narodowy, wycinano buki i jodły, które mają 160 i więcej lat – mówi. - Nawet jeśli część lasów była sadzona przez leśników dziesięciolecia temu z myślą o tym, że będą one eksploatowane, to od tamtego czasu sytuacja znacząco się zmieniła. Teraz musimy dostosować gospodarkę leśną do sytuacji kryzysu przyrodniczego. Jeszcze 20 lat temu susza była stosunkowo rzadkim zjawiskiem, a teraz co roku nas dotyka. A lasy, szczególnie górskie, mogą pomóc nam z nią walczyć, tylko trzeba przestać je niszczyć – tłumaczy Krzysztof Cibor.

Zmiany w lasach wynikają nie tylko z programu nowego rządu, ale także z unijnych dyrektyw, przede wszystkim „strategii na rzecz bioróżnorodności 2030” z 2020 r, w której jednym z postulatów jest posadzenie 3 mld drzew do 2030 r. Obecnie na przyjęcie czeka prawo o odbudowie zasobów przyrodniczych, zgodnie z którym do 2030 r. ochroną objętych zostałoby co najmniej 20 proc. unijnych obszarów lądowych i 20 proc. morskich, a do 2050 r. – wszystkie ekosystemy wymagające odbudowy. Mają zostać określone wiążące cele dotyczące m.in. odbudowy lasów. Zwiększenie bioróżnorodności ma pomóc w przezwyciężaniu zmian klimatycznych, a także powstrzymać wyginięcie gatunków - według portalu Rady Europejskiej i Rady UE, codziennie wymiera nawet 200 gatunków.

- Zasady, którymi kierują się Lasy Państwowe, zostały ukształtowane w całkowicie innej sytuacji. Obecnie stoimy w obliczu kryzysu klimatycznego i bioróżnorodności i dalsze udawanie, że nic się nie dzieje i lasy możemy dalej beztrosko wycinać, doprowadzi nas do katastrofy – mówi Krzysztof Cibor.

Kto na zmianach (nie) zarobi

Przychody Lasów Państwowych pochodzą jednak ze sprzedaży drewna – ograniczenie obszarów wycinki przyczyni się więc do zmniejszenia zysków organizacji, chyba że podniesione zostaną ceny surowca. Te jednak już w przeszłości były stosunkowo wysokie, na co wielokrotnie skarżyły się branże drzewna i meblarska.

Radosław Ślusarczyk zwraca jednak uwagę na to, że wstrzymanie wycinki zostało ogłoszone także na obszarze nadleśnictw, które już teraz przynoszą straty. Według niego, nadleśnictwa deficytowe wymagają audytu, na podstawie którego podjęta zostanie decyzja, czy powinny one pozostać w obecnej formie. - Należy zastanowić się, czy ich dalsze funkcjonowanie ma sens ekonomiczny – być może na danym obszarze powinna powstać jakaś forma ochrony przyrody, a Lasy Państwowe nie są tam najlepszym gospodarzem. Przykładem jest nadleśnictwo w Birczy – finansowo nie ma ono sensu, a zamiast tego powinien tam powstać Turnicki Park Narodowy. Utrzymując takie nadleśnictwa tracimy podwójnie – niszcząc wyjątkowy las i dokładając się do funkcjonowania takich nadleśnictw z wycinek innych lasów w Polsce – mówi DGP.

Podobna sytuacja występuje na obszarze Puszczy Białowieskiej, gdzie znajdują się trzy nadleśnictwa - Browsk, Białowieża i Hajnówka. Według Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, koszt ich utrzymania w latach 2014-2019 wyniósł 153 mln zł, zatrudnionych było 120 osób. – Koszt utrzymania nadleśnictw w przeliczeniu na pracownika w tym okresie jest gigantyczny, bo wynosi ponad milion złotych na osobę. A te osoby zajmują się jedynie planami dewastowania Puszczy Białowieskiej, lasu wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO – mówi Radosław Ślusarczyk. Według niego, po objęciu całej Puszczy Białowieskiej trwałą ochroną ustawową te osoby mogłyby znaleźć zatrudnienie w przyległych nadleśnictwach albo wejść w skład służby ochrony przyrody obiektu światowego dziedzictwa UNESCO.

Pieniądze Lasów Państwowych

Organizacje domagają się także zwiększenia transparentności zarządzania środkami Lasów Państwowych, w tym Funduszu Leśnego, którego zadaniem, zgodnie ze stroną Lasów, jest „wyrównywanie niedoborów w nadleśnictwach, niedoborów powstających przy realizacji zadań gospodarki leśnej z tytułu zróżnicowanych przyrodniczo-ekonomicznych warunków gospodarowania; wykorzystywany też jest na wspólne przedsięwzięcia jednostek organizacyjnych Lasów Państwowych – badania naukowe, tworzenie infrastruktury, sporządzanie planów urządzenia lasu”. Często okazywało się jednak, że środki są wykorzystywane w innych celach.

- W ostatnich latach trudno było dowiedzieć się, dokąd trafiają pieniądze z Funduszu Leśnego. Nagle okazywało się, że wpłacane są na parafie w okręgach wyborczych polityków Suwerennej Polski albo na fundacje zakładane przez dyrektorów regionalnych. Wielkość tej patologii była niewyobrażalna – mówi Krzysztof Cibor. - Potrzebujemy nowej polityki leśnej, która odda las z powrotem ludziom i przyrodzie, a w mniejszym stopniu będzie nakierowana na maksymalizowanie zysków – tym bardziej, że te były w ostatnich latach wydawane na potrzeby partyjne, a nie społeczne i przyrodnicze – dodaje.

Odniósł się do tego także wiceminister Dorożała.

- Przez lata Funduszem Leśnym gospodarowano w dziwny sposób. Tylko niecałe 0,5 proc. z tego funduszu trafiało na ochronę przyrody. A mówimy o pieniądzach powyżej miliarda złotych. Temu trzeba się przyjrzeć i te środki trzeba dobrze zagospodarować – zapowiadał Dorożała w rozmowie z gazeta.pl.

Według sprawozdania finansowo-gospodarczego Lasów Państwowych za 2022 r., stan funduszu leśnego wyniósł 864 mln zł, a na koniec grudnia 2022 r. – ponad 3 mld zł. Zysk netto LP w 2022 r. wyniósł 986 mln zł, zatrudnienie - prawie 26 tys. osób, a przeciętne miesięczne wynagrodzenie - 10,4 tys. zł.