Dobrze to widać, gdy przejrzy się statystyki ujęte w „Informacji o działalności Krajowej Rady Sądownictwa w 2018 r.”. To coroczne sprawozdanie, które przewodniczący KRS przedstawia parlamentowi. Po raz pierwszy dotyczy ono działalności rady, w której zasiadają sędziowie wybrani przez Sejm. Porównując zawarte w tym dokumencie dane z tymi z lat poprzednich, kiedy rada nie była kwestionowana, widać jak na dłoni, że mimo wątpliwości co do poprawności wyłonienia obecnego składu KRS sędziowie nadal chętnie zgłaszają się na wolne stanowiska w sądach.

Bez bojkotu

W 2018 r. KRS rozpoznała 1302 zgłoszenia na stanowiska sędziowskie w różnych sądach. Pochodziły one od 1232 osób. W 2016 r. (w 2017 r. decyzją ministra sprawiedliwości, który wstrzymał procedurę, konkursy niemal się nie odbywały) KRS rozpatrzyła kandydatury 1410 osób, które złożyły łącznie 1588 zgłoszeń.

– To zadaje kłam informacjom, które pojawiały się, zwłaszcza w początkowym okresie naszej pracy, że te konkursy są bojkotowane przez środowiska prawnicze – podkreślał Leszek Mazur, przewodniczący KRS, przedstawiając informację senatorom.

Jak zaznaczał, większość kandydatów pochodziła ze środowiska sędziowskiego, ale startowali też asystenci sędziów, referendarze, adwokaci i prokuratorzy.

– Trudno dyskutować z twardymi danymi. Rzeczywiście, żadnego bojkotu nie ma – przyznaje Sławomir Pałka, sędzia Sądu Rejonowego w Oławie, były członek KRS.

Najwyraźniej sporej części sędziów nie przekonały apele stowarzyszeń sędziowskich o niekandydowanie i wycofywanie kandydatur z trwających już konkursów. Jak tłumaczył sędzia Mazur, choć cofnięć zgłoszeń trochę w zeszłym roku było, to miały charakter przede wszystkim techniczny. – Kandydaci wycofywali się po to, aby zaraz zgłosić się w innym konkursie – mówił przewodniczący KRS.

Takim stanem rzeczy sędzia Pałka nie jest zdziwiony, choć zaznacza, że nie jest to dobra wiadomość.

– Oczywiście są sędziowie, którzy z powodu wątpliwości co do sposobu wyłonienia obecnej KRS nie biorą udziału w konkursach, choć ich doświadczenie i osiągnięcia by na to pozwalały. Ale prawda jest też taka, że jest spora grupa, która KRS traktuje po prostu jako narzędzie do osiągnięcia celu, czyli wyczekanego awansu. Choć nie oznacza to, że uważają, że wszystko jest w porządku – tłumaczy były członek KRS, który swego czasu wycofał swoją kandydaturę z konkursu do Sądu Okręgowego we Wrocławiu. „Mojego wycofania nie należy jednak odczytywać jako apelu do innych sędziów startujących w konkursach przed KRS. Ja ich nie oceniam. To jest indywidualna decyzja każdego z sędziów” – zaznaczał wówczas w wywiadzie dla DGP.

Oportunizm czy troska

Przyczyna braku spadku zainteresowania konkursami przeprowadzanymi przez obecną KRS może być także inna. Tajemnicą poliszynela jest to, że tak naprawdę zazwyczaj awans otrzymywali przede wszystkim ci, którzy mieli poparcie w lokalnym środowisku. Teraz jednak się to zmieniło. Obecna KRS jest już znana z tego, że rzadko kiedy bierze pod uwagę opinie zgromadzeń sędziów.

– KRS zdaje się teraz wręcz promować ludzi odrzucanych przez zgromadzenia. Być może osoby takie doszły do przekonania, że jest to dla nich jedyna szansa na uzyskanie awansu – zauważa sędzia Pałka.

Prawda jest też taka, że od co najmniej dwóch lat sądy powszechne znajdują się w trudnej sytuacji kadrowej.

– Nie wykluczam, że jakaś część zgłaszających się do konkursów ma na uwadze właśnie ten aspekt – mówi były członek KRS.

Słaba jakość

Osobnym tematem jest jakość wyborów dokonywanych przez obecną KRS. A te od niemal samego początku budzą wątpliwości w środowisku sędziowskim, ale nie tylko. Działalność rady została skrytykowana także przez Fundację Court Watch, która przygotowała raport pt. „Skąd się biorą sędziowie?”. Wskazywała tam m.in. na konkurs do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, który jej zdaniem został przeprowadzony „w nieadekwatnym do jego wagi i rozległości tempie, które sprawiło, że rada nie miała możliwości zapoznania się z wszystkimi dostępnymi o kandydatach informacjami”. Wytknięto brak obiektywnych przesłanek decydujących o wyborze tych, a nie innych kandydatów.

Tymczasem zdaniem Leszka Mazura konkurs ten był przeprowadzony w sposób maksymalnie transparentny. Ze wszystkimi 200 kandydatami, którzy zgłosili się na stanowiska w SN, zespoły KRS odbyły spotkania i przeprowadziły rozmowy kwalifikacyjne.

Jednak nie tylko konkursy do SN budzą wątpliwości. Ostatnimi czasy sporo uchwał KRS dotyczących stanowisk w sądach powszechnych jest bowiem uchylanych przez Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. Zazwyczaj problemem jest niedostateczne wyjaśnienie, dlaczego KRS zdecydowała się wybrać danego kandydata, a innych odrzucić.

W efekcie zeszłorocznej działalności rady do prezydenta trafiły 322 kandydatury (patrz: grafika). To o prawie 100 osób mniej niż w 2016 r. 

>>> Czytaj też: PO i byli szefowie służb chcą likwidacji CBA. Biuro mają zastąpić ABW i policja

SSP „Iustitia” wzywa do obrony praworządności

„W najbliższych tygodniach dojdzie do próby usunięcia sędziów Sądu Najwyższego i przejęcia go przez przedstawicieli rządzącej większości” – ostrzega w uchwale zarząd Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Jest to reakcja na ostatnie wydarzenia, do jakich doszło w Sądzie Najwyższym i o których pisaliśmy w DGP wczoraj. Chodzi o przekazanie do Trybunału Konstytucyjnego z inicjatywy Kamila Zaradkiewicza, tzw. nowego sędziego SN, akt sprawy, w której podał on w wątpliwość prawidłowość powołań sędziów do SN dokonywanych po 2000 r. Zdaniem kierownictwa SN akta zostały przekazane niezgodnie z przepisami. SSP „Iustitia” twierdzi natomiast, że jest to element szerzej zakrojonego planu, który ma doprowadzić do odsunięcia od orzekania „legalnie powołanych w ostatnich kilkunastu latach sędziów Sądu Najwyższego”. A następnym krokiem może być pozbawienie prawa do orzekania tysięcy sędziów sądów powszechnych. „To, czego nie udało się zrobić ustawami, ma się dokonać orzeczeniem fasadowego Trybunału Konstytucyjnego. Są to działania intencjonalne, mające postawić Unię Europejską przed faktami dokonanymi” – ostrzega stowarzyszenie.

>>> Czytaj też: Prusek: Przeczytaj uważnie list z ZUS i… pomyśl o PPK [OPINIA]