Podatek Belki pobierany jest od odsetek od depozytów i pieniędzy trzymanych na innych rachunkach, a także od zysków z udziału w funduszach inwestycyjnych. Kwota, jaką budżet uzyskał z niego w 2019 r., jest o 9,4 proc. większa niż w 2018 r. – ale nie dlatego, że Polacy zaczęli więcej zarabiać na bankowych lokatach. Po ostatniej obniżce stóp procentowych, której Rada Polityki Pieniężnej dokonała w marcu 2015 r., oprocentowanie lokat systematycznie spada. To dlatego, że banki starają się, jak mogą, zachować rentowność w obliczu rosnących kosztów. Na koniec 2019 r. oprocentowanie lokat spadło do rekordowo niskiego poziomu średnio 1,2 proc.

Spadek stóp i mniejsze odsetki, jakie proponują banki, mają bezpośrednie przełożenie na budżetowe wpływy z podatku Belki. Jeszcze w 2015 r. fiskus pozyskał z niego ponad 2,3 mld zł. Od tamtej pory wyniki były już gorsze. Rok później do budżetu trafiło 1,8 mld zł, w 2017 r. było to 1,9 mld zł, w 2018 r. nieco ponad 2 mld zł. To, że wpływy rosły z roku na rok, wynika z tego, że podnosił się stan depozytów gospodarstw domowych. Rosły płace i zatrudnienie, do tego rząd znacznie zwiększał poziom transferów społecznych, najpierw wprowadzając program „Rodzina 500 plus”, potem go rozszerzając i uruchamiając kolejne, jak wyprawka szkolna czy dodatkowe emerytury. Te pieniądze są w zdecydowanej większości wpłacane na bankowe rachunki. I to m.in. dlatego w danych o podaży pieniądza publikowanych przez NBP widać wzrost wartości depozytów gospodarstw domowych. W grudniu 2015 r. wynosiła ona 646 mld zł, rok później 705 mld zł, dwa lata później już 732,4 mld zł, by w grudniu 2018 r. wzrosnąć do 806 mld zł i ostatecznie do 881,4 mld zł na koniec 2019 r.

Wpływy z podatku Belki rosną mniej więcej w takim tempie jak depozyty, ale są wyjątki. Pierwszy to rok 2016 – bo wtedy po obniżce stóp NBP odsetki uzyskiwane w bankach były już znacząco niższe niż w 2015 r., ale np. program „Rodzina 500 plus” dopiero się rozkręcał. W rezultacie przyrost bazy depozytowej był zbyt mały, by zrekompensować ubytek na odsetkach i wartość dochodów z podatku spadła aż o jedną piątą.

Reklama

Drugi wyjątek to rok 2018. Wtedy mogły zaważyć słabe wyniki funduszy inwestycyjnych. Na giełdzie kursy akcji spadały (WIG stracił o 9,5 proc., indeks największych spółek – 7,5 proc., spółek średnich mWIG40 – 19,3 proc., a sWIG80, indeks małych firm – aż 27,6 proc.). Aktywa funduszy wyraźnie zmalały w porównaniu z 2017 r., o ok. 8 proc. Inwestorzy umarzali jednostki funduszy ze stratą, nie było więc od czego naliczać 19-proc. podatku.

W efekcie wpływy z niego wzrosły tylko o 6,1 proc., chociaż wartość depozytów w bankach zwiększyła się o ponad 10 proc.

Dodatkowy czynnik, który wpływa na wielkość dochodów z podatku Belki, to zmiana struktury depozytów. Rośnie przede wszystkim kwota na rachunkach bieżących, oprocentowanych minimalnie, często niewiele ponad 0 proc. A lokaty terminowe, od których banki naliczają wyższe odsetki, zwiększają się znacznie wolniej. W 2018 r. wartość lokat przyrosła jedynie o 1,3 proc., a w roku 2019 nawet spadła o prawie 2 proc. W tym samym czasie suma pieniędzy na rachunkach bieżących przyrosła po 15,4 proc.

Choć nic nie wskazuje na to, by odsetki od lokat miały się w najbliższym czasie zwiększać, to modyfikacje podatku Belki też raczej nie wchodzą w grę. To dość stabilne – choć nie największe – źródło dochodów państwa. Choć jeszcze na początku poprzedniej kadencji takie zmiany były rozważane, ich sugestie znalazły się m.in. w Programie Budowy Kapitału, który był częścią Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Premiowane miały być oszczędności długoterminowe. Obniżenie stawki podatku, na przykład z 19 do 10 proc., przy lokacie trwającej ponad rok miało zachęcać do odkładania pieniędzy na dłużej. „Obecnie MF nie prowadzi prac nad zmianą tzw. podatku Belki” – napisało nam biuro prasowe ministerstwa w odpowiedzi na nasze pytania w tej sprawie.

>>> Czytaj też: Co determinuje nasz sukces: geny czy ciężka praca?