- Jak wywiad ustalił, że Rosja zaatakuje Ukrainę?
- Sojusznicy nie wierzyli USA. Obawiali się powtórki z 2003 roku
- Polska też nie wierzyła w inwazję. Dlaczego?
- Zełenski zwlekał do ostatniej chwili
- Szef BND został ewakuowany z Kijowa przez Polaków
Powyższe wnioski wynikają z ustaleń dziennikarzy brytyjskiego dziennika "The Guardian". Oparto je na ponad stu rozmowach z przedstawicielami wywiadu, wojskowymi i dyplomatami z kilku państw Zachodu.
Jak wywiad ustalił, że Rosja zaatakuje Ukrainę?
Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się jesienią 2021 roku, gdy przy granicach Ukrainy zaczęto koncentrować rosyjskie wojska. Wtedy ówczesny dyrektor CIA William Burns udał się do Moskwy z ostrzeżeniem o konsekwencjach ewentualnej inwazji. Putin zignorował jednak jego argumenty, mówiąc wyłącznie o "strategicznej podatności Rosji na zagrożenia".
Po powrocie do Waszyngtonu Burns miał powiedzieć prezydentowi Joe Bidenowi, że wojna jest niemal nieunikniona. Na pytanie wprost, czy Kreml zdecyduje się na atak, odpowiedział jednoznacznie: "Tak".
Podstawą ustaleń wywiadowczych były komercyjne zdjęcia satelitarne, przechwycone rozmowy wojskowych oraz pośrednie sygnały świadczące o przygotowaniach do wojny, w tym mobilizowanie rezerwistów w Rosji i aktywność prorosyjskich grup na terytorium Ukrainy. Dwóch rozmówców "Guardiana" wskazało, że kluczowe znaczenie miały podsłuchane rozmowy Głównego Zarządu Operacyjnego rosyjskiego Sztabu Generalnego, zawierające informacje o konkretnych planach inwazji.
Amerykańscy i brytyjscy urzędnicy podkreślają przy tym, że decydującą rolę odegrał najprawdopodobniej nie wywiad osobowy, lecz rozpoznanie radioelektroniczne, czyli wywiad sygnałowy (SIGINT), prowadzone przez amerykańską NSA (National Security Agency) i brytyjskie GCHQ (Government Communications Headquarters).
Sojusznicy nie wierzyli USA. Obawiali się powtórki z 2003 roku
Większość europejskich sojuszników USA nie wierzyła w realność pełnoskalowej inwazji. Niemcy i Francja uznawały koncentrację rosyjskich wojsk przy granicy za element presji politycznej na Kijów.
Kilka państw wprost odwoływało się do doświadczeń z 2003 roku i błędnych informacji o broni masowego rażenia w Iraku. Jeden z europejskich ministrów spraw zagranicznych miał powiedzieć sekretarzowi stanu Antony’emu Blinkenowi, że wówczas zaufał Amerykanom – i wiadomo, jak to się skończyło.
Polska też nie wierzyła w inwazję. Dlaczego?
Nawet Polska, wyczulona na rosyjski imperializm i intrygi, miała wątpliwości.
– Zakładaliśmy, że SWR i GRU (rosyjskie służby wywiadowcze – red.) powiedzą Putinowi, iż Ukraińcy nie będą witać Rosjan kwiatami i świeżo upieczonymi ciastami – powiedział "Guardianowi" Piotr Krawczyk, szef Agencji Wywiadu w latach 2016–2022.
Polskie służby miały dobre rozeznanie w sytuacji na sąsiedniej Białorusi, gdzie stacjonowały wojska, które mogły uderzyć na Kijów od północy. Jednostki te oceniano jako najsłabsze spośród wszystkich.
– Byli to głównie świeżo wcieleni poborowi… brakowało im amunicji, paliwa, dowodzenia i odpowiedniego przeszkolenia – wyjaśniał Krawczyk.
W ocenie polskich służb wyglądało to raczej na manewr odwracający uwagę – mający związać siły i uwagę Ukrainy oraz odciągnąć jej potencjał bojowy od ograniczonej operacji w Donbasie – niż na poważne zgrupowanie zdolne do zajęcia i okupacji większej części kraju.
Zełenski zwlekał do ostatniej chwili
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przez wiele miesięcy publicznie podważał amerykańskie ostrzeżenia – nie chciał wywoływać paniki, która uderzyłaby w gospodarkę kraju. Wysłał nawet wysokiego rangą urzędnika do Europy z poufną misją przekazania zachodnim przywódcom – za pośrednictwem kanałów wywiadowczych – że "zagrożenie wojną jest wyolbrzymiane".
Brytyjski dziennik przypomina, że na początku stycznia 2022 roku Zełenski wystąpił z orędziem wideo, w którym apelował do obywateli o spokój i nieuleganie panice zakupowej. W tym samym czasie naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Wałerij Załużny zabiegał o wprowadzenie stanu wojennego, aby rozpocząć przerzut wojsk. Zełenski zwlekał jednak z tą decyzją do ostatniej chwili.
Szef BND został ewakuowany z Kijowa przez Polaków
Wieczorem 23 lutego 2022 roku szef niemieckiego wywiadu BND Bruno Kahl przyleciał do Kijowa, mimo że USA, Wielka Brytania i Polska dysponowały już wówczas informacjami o wydanych rozkazach rozpoczęcia natarcia.
Gdy ambasada Niemiec otrzymała polecenie natychmiastowej ewakuacji, Kahl odmówił dołączenia do nocnego konwoju dyplomatycznego, powołując się na zaplanowane spotkania. Następnego dnia rozpoczął się ostrzał, a polskie służby musiały ewakuować go z Kijowa drogami wypełnionymi uchodźcami.
Nikt nie przewidział, że Ukraina się obroni
Jak podkreśla "The Guardian", po rozpoczęciu inwazji okazało się, że Waszyngton i Londyn – trafnie przewidując sam fakt wybuchu pełnoskalowej wojny – mylnie oceniły jej przebieg. Obie służby zakładały szybkie zdobycie Kijowa i opracowywały scenariusze wsparcia ruchu oporu przy założeniu funkcjonowania rządu ukraińskiego na emigracji.
Europejskie wywiady, po oczywistej pomyłce w ocenie sytuacji, przystąpiły do rewizji własnych analiz. W Niemczech uznano, że w przyszłości należy znacznie poważniej traktować także najbardziej pesymistyczne scenariusze.