„Zamach na suwerenność” czy wojskowa konieczność?
Władze Węgier uzasadniły swoją decyzję o personalnych sankcjach na ukraińskiego dowódcę jego atakiem na rurociąg „Przyjaźń”, kluczowy dla dostaw ropy do Budapesztu i Bratysławy. Szef węgierskiej dyplomacji Péter Szijjártó nazwał działania Ukrainy „zamachem na suwerenność” i zagrożeniem dla energetycznego bezpieczeństwa kraju. Atak, według doniesień, miał być przeprowadzony przez ukraińskie drony i rakiety.
Rurociąg „Przyjaźń” to nie byle jaka infrastruktura odpowiada za ponad połowę importu ropy na Węgry. Nic więc dziwnego, że decyzja o sankcjach wobec „Madziara” odbiła się szerokim echem nie tylko w Budapeszcie, ale i w Brukseli.
„Wsadźcie sobie w d…” – reakcja Madziara
Sam zainteresowany, czyli Robert Browdi ps. „Madziar”, zareagował w mediach społecznościowych ostro i bez ogródek. Wojskowy stwierdził, że sankcje to „żart” i zapowiedział, że do ojczyzny swoich przodków przybędzie „po obecnych władzach”. Skrytykował również Budapeszt za „handlowanie tanią, podsankcyjną rosyjską ropą” i oskarżył rząd Viktora Orbána o „brudne interesy” kosztem bezpieczeństwa Ukrainy.
Jego słowa momentalnie stały się hitem sieci, a ostre frazy – tematem w ukraińskich i węgierskich mediach.
Zelenski: „To dyskryminacja”
Prezydent Ukrainy nie pozostał bierny wobec decyzji Budapesztu. Wołodymyr Zełenski określił działania Węgier jako „dyskryminację ukraińskich Węgrów” i podkreślił, że Budapeszt zamiast reagować na rosyjskie zbrodnie wojenne, atakuje ukraińskich żołnierzy.
Zełenski zaznaczył, że na Ukrainie giną cywile, a Węgry nie wyraziły nawet współczucia po nocnym ataku rakietowym, w którym zginęło 17 osób, w tym czworo dzieci. Jednocześnie zapowiedział, że MSZ Ukrainy ma zająć się tą sprawą na poziomie międzynarodowym.
Polskie MSZ wyciąga rękę... do Ukrainy
Nieoczekiwany zwrot akcji przyszedł z Warszawy. Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zaprosił „Madziara” do Polski, sugerując, że jeśli Węgry go nie wpuszczają, może odpocząć u nas. Ten dyplomatyczny gest spotkał się z dużym zainteresowaniem w Europie, bo podkreśla różnicę podejścia Warszawy i Budapesztu wobec wojny w Ukrainie.
Bruksela balansuje
Unia Europejska również zabrała głos, choć w nieco bardziej dyplomatycznym tonie. Komisja Europejska uznała „Przyjaźń” za ważny obiekt energetyczny, ale nie wezwała Kijowa do zaprzestania ataków. Według urzędników nie doszło do zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego, bo dostawy ropy zostały szybko przywrócone.
Jednocześnie Bruksela podkreśliła, że do 2027 roku planuje całkowicie uniezależnić się od rosyjskich surowców. W praktyce oznacza to, że spór o „Madziara” może być jedynie początkiem większej batalii o przyszłość energetyczną całej Europy.