Rosja ostrzega obywateli przed podróżowaniem do Polski
Rosyjska ambasada w Warszawie opublikowała na Telegramie ostrzeżenie skierowane do obywateli Rosji planujących podróż do Polski. Według placówki obywatele Rosji przebywający w naszym kraju mają być narażeni na "nieuzasadnione działania ze strony organów ścigania", a także na presję administracyjną i społeczną. Ambasada nie przedstawiła jednak konkretnych danych ani statystyk, które potwierdzałyby skalę opisywanych zjawisk.
W ostrzeżeniu pojawił się również fragment dotyczący podróży do "nowych regionów Rosji". Ambasada zwróciła uwagę, że wizyty na tych terenach mogą zostać uznane przez polskie władze za nielegalne. W komunikacie nie wskazano wprost, o jakie obszary chodzi, jednak sformułowanie to jest używane przez stronę rosyjską wobec okupowanych terytoriów Ukrainy. Chodzi m.in. o obwody doniecki, ługański, zaporoski i chersoński, a także o anektowany Krym. Polska, podobnie jak większość państw Zachodu, nie uznaje rosyjskich roszczeń do tych terenów i traktuje je jako integralną część Ukrainy.
Sprawa archeologa z Ermitażu. Sąd w Warszawie przedłużył areszt
Komunikat rosyjskiej ambasady to prawdopodobnie nawiązanie do sprawy zatrzymania w Polsce rosyjskiego archeologa Aleksandra B., pracownika petersburskiego Muzeum Ermitaż. Naukowiec został zatrzymany 4 grudnia w Warszawie przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego podczas tranzytu przez Polskę. Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował o przedłużeniu tymczasowego aresztu Aleksandra B. do 4 marca. Jednocześnie zapowiedziano dalsze czynności związane z rozpatrywaniem wniosku o jego ekstradycję do Ukrainy, który popiera polska prokuratura. Początkowo wobec rosyjskiego archeologa zastosowano 40-dniowy areszt tymczasowy.
Ukraińska prokuratura zarzuca Aleksandrowi B. prowadzenie w latach 2014–2019 nielegalnych wykopalisk archeologicznych na terenach Ukrainy znajdujących się pod rosyjską okupacją, bez wymaganych zezwoleń władz w Kijowie. Sprawa dotyczy m.in. stanowiska archeologicznego w Kerczu na Krymie, gdzie – według śledczych – doszło do częściowego zniszczenia obiektu o wysokiej wartości historycznej. Straty muzealne i kulturowe wynikające z tych działań są przez stronę ukraińską szacowane na setki milionów hrywien. Rosja konsekwentnie odrzuca zarzuty, uznając je za motywowane politycznie.