Strategiczny plan na 15 lat. Wojsko stawia na liczby i nową jakość
Nowy plan rozwoju Sił Zbrojnych RP na lata 2025–2039 to dokument o fundamentalnym znaczeniu dla polskiej obronności. Został opracowany przez Sztab Generalny zgodnie ze standardami NATO i obowiązującą ustawą o obronie Ojczyzny. Zawiera nie tylko liczby, ale i konkretną wizję jak armia ma wyglądać w połowie XXI wieku.
Plan zakłada wzrost liczby żołnierzy do 500 tysięcy, z czego 300 tys. ma służyć w armii zawodowej, a 200 tys. w nowo zorganizowanej rezerwie – w tym w rezerwie wysokiej gotowości. To ogromna zmiana względem dotychczasowych założeń, choć nie wszyscy są nią zachwyceni i wierzą w możliwość realizacji.
„Wielka Siódemka” armii. Nowe priorytety i nowa filozofia odstraszania
Najważniejsze kierunki rozwoju armii zebrano w siedem strategicznych priorytetów, nazwanych roboczo „Wielką Siódemką”. Główne założenie? „Jakość zwielokrotniana ilością” – czyli więcej żołnierzy, ale lepiej wyszkolonych, z nowoczesnym sprzętem i wysokim morale. Plan zakłada m.in. większą indywidualizację szkoleń, rozwój talentów w wojsku i wykorzystanie innowacyjnych rozwiązań.
Wojsko ma być zdolne do działań w każdej domenie – nie tylko lądowej czy powietrznej, ale również cybernetycznej, kosmicznej czy elektromagnetycznej. Nowością są operacje kognitywne, mające wpływać na sposób myślenia i działania przeciwnika.
Drony, AI i nowy typ wojny. Armia stawia na technologię
Bez dwóch zdań jednym z najważniejszych elementów nowego planu jest powszechna dronizacja i robotyzacja armii. Bezzałogowce mają wspierać działania bojowe, rozpoznawcze, logistyczne i decyzyjne. Na każdym poziomie – strategicznym, operacyjnym i taktycznym – wojsko ma być wspierane przez autonomiczne systemy.
Do tego dochodzi sztuczna inteligencja, która ma pomóc w podejmowaniu szybkich i trafnych decyzji, przetwarzaniu danych wywiadowczych i zarządzaniu walką w czasie rzeczywistym. To odpowiedź na tempo współczesnych konfliktów i klucz do przewagi nad potencjalnym przeciwnikiem.
Nowe podejście do odstraszania. Precyzja zamiast masowości
Nowością jest zmiana paradygmatu w strategii odstraszania – z odstraszania przez obecność na odstraszanie przez zdolność do uderzenia. Nowa koncepcja „deterrence by punishment” zakłada możliwość precyzyjnego rażenia celów wrażliwych dla przeciwnika. Równolegle rozwijana będzie też obrona – przeciwrakietowa, przeciwlotnicza i przeciwdronowa (tzw. „deterrence by denial”).
To nie tylko teoria. Wojsko planuje wzmocnić swoją obecność w przestrzeni informacyjnej i elektromagnetycznej, by mieć kontrolę nie tylko nad fizycznym polem walki, ale i nad „cyfrową areną” współczesnych konfliktów.
Rezerwy pod lupą. Krytyka i niewiadome
Program przewiduje również budowę i utrzymanie wykwalifikowanych rezerw osobowych – kluczowego elementu długofalowego odstraszania i zdolności do obrony w przypadku konfliktu na dużą skalę. MON zapowiada nowy system utrzymania gotowości bojowej, intensywniejsze szkolenia i wyższy poziom przygotowania.
Nie brakuje jednak głosów krytycznych. Były szef MON, Mariusz Błaszczak, zarzuca rządowi zbyt mało ambitne podejście do liczebności rezerw. W ostrym wpisie na platformie X (dawniej Twitter) nazwał plan „polityką minimalizmu”, podkreślając, że 200 tys. rezerwistów to zdecydowanie za mało wobec wcześniejszych deklaracji prezydenta o milionie przeszkolonych obywateli.
Błaszczak wskazał też na brak konkretów, jak będą wyglądać szkolenia, na jakim sprzęcie i według jakich zasad. Postulował opłaty za gotowość, wzorem WOT, i dobrowolność służby aż do wyczerpania potencjału, z możliwością powrotu do powszechnego naboru w razie potrzeby. Wezwał także do przyspieszenia rozbudowy infrastruktury wojskowej dla nowych jednostek.