Sekret zagubionych min przeciwpancernych. „Mieli to generalnie gdzieś”

miny
Sekret zagubionych min przeciwpancernych. „Mieli to generalnie gdzieś”/Shutterstock
W wojsku zachodzą w głowę, jak mogło dojść to tak niebezpiecznej sytuacji, aby prawie dwie tony min przeciwpancernych beztrosko podróżowało przez tydzień po Polsce, bez żadnego nadzoru. A okazuje się, że nie tylko jest to możliwe, ale wojskowi nawet wyjawiają, jak mogło do tego dojść. I kto bezpośrednio ponosi winę za narażenie Polaków na tak wielkie niebezpieczeństwo.

Odwołaniem ze stanowiska szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, gen. Artura Kępczyńskiego zakończyła się afera z , o której rozpisywały się w czwartek media. Sprawa jest jednak poważniejsza, niż na pierwszy rzut oka się wydaje i podobnych incydentów może być więcej.

Wojsko gubi miny przeciwpancerne. Generał coś podejrzewa

W głośnym wypadku dziś wszystko wydaje się jasne. Wiadomo, że transport ponad tysiąca ton min przeciwpancernych wyjechał z Hajnówki i bez większych przeszkód dotarł do miejsca przeznaczenia, czyli do składnicy w Mostach pod Szczecinem. Tu towar wyładowano, a wagony PKP pojechały dalej w świat, zabierając jednak ze sobą , o których ktoś...zapomniał.

I choć do tych dziwnych wydarzeń doszło przed kilkoma miesiącami, to jednak dopiero niedawno dowiedziało się o nich kierownictwo . Jak poinformował w piątek , wojsko wyciągnęło konsekwencje wobec tych, którzy zawinili, jednak rodzi się podstawowe pytanie – jak w ogóle można zgubić 2 tony min przeciwczołgowych. Dziwi się temu też generał Waldemar Skrzypczak, choć ma pewne podejrzenia,

- Błąd popełniono jak zwykle . Bo to jest tak, że jak magazynier otrzymuje transport, ma dokumenty w ręku i stojąc przy wagonie, , które są wyjmowane z wagonu. Często też trzeba , bo chodzi o to, żeby w skrzyniach było to, co powinno być – mówi generał Skrzypczak.

Zgubione miny. „Teraz w wojsku jest chaos”

Wynika z tego, że procedury są jasne i osoba odpowiadająca za odbiór transportu na własne oczy musi wszystko przeliczyć, sprawdzić i zaraportować w dokumentach. Jednak to wojsko, a jak tam nie zawsze wszystko dzieje się tak, jak powinno.

- Wychodzi na to, że ktoś, kto był odpowiedzialny za wyładunek , kazał rozładować chłopakom, Bo teraz w na każdym szczeblu, co widać wyraźnie, i to spowodowało, że nie rozładowano wszystkich min. Dla mnie to jest niewyobrażalne, bo pamiętam, jak się szkoliło magazynierów amunicji – mówi generał.

A nie jest to pierwszy przypadek, gdy . Wiele osób do dziś ma w pamięci zagubienie przez wojskowy śmigłowiec , czy też żołnierza WOT, któremu gdzieś . A to tylko zdarzenia z ostatnich lat i to takie, które nie zostały skutecznie zatuszowane wewnątrz armii. Skąd zatem bierze się taka wojskowa niefrasobliwość?

- Wydaje mi się, że teraz Pomijam wiedzę merytoryczną, bo tego pewnie uczą, mówią, że „magazynier musi pilnować zgodnie z dokumentami”...natomiast brak jest odpowiedzialności. Druga sprawa, to ta , też wynika z braku odpowiedzialności, której teraz w wojsku się nie wymaga – ocenia generał Skrzypczak.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Wojciech Kubik
Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej specjalizujący się w tematyce obronności i bezpieczeństwa.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraSekret zagubionych min przeciwpancernych. „Mieli to generalnie gdzieś” »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj