Manewry Zapad-2025 jednak dalej od granicy Polski. Ekspert ostrzega: to zasłona dymna

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
31 maja 2025, 11:40
Ukraina i Białoruś
Manewry Zapad-2025 jednak dalej od granicy Polski. Ekspert ostrzega: to zasłona dymna/ShutterStock
We wrześniu 2025 roku na Białorusi odbędą się manewry Zapad-2025. Początkowo miały być zlokalizowane tuż przy granicy z Polską, ale podjęto decyzję, że ćwiczenia wojskowe zostaną przeprowadzone bardziej w głębi kraju i będą mniejsze. Władze w Mińsku tłumaczą to chęcią "zmniejszania napięcia". Ekspert Instytutu Europy Środkowej Krzysztof Fedorowicz ocenia to jednak inaczej. Jego zdaniem powody tych zmian są zupełnie inne, zaś prawdziwe motywy ukryto przed opinią publiczną.

Manewry Zapad-25 na Białorusi

Szef białoruskiego resortu obrony Wiktar Chrenin poinformował w tym tygodniu, że „zdecydowano o zmniejszeniu parametrów ćwiczeń Zapad-2025 i przeniesieniu głównych manewrów w głąb terytorium Białorusi". Uzasadnił to dążeniem do „zmniejszenia napięcia”.

Ekspert: Chodzi o to, aby Zachód nie wiedział, o co chodzi

Zdaniem dra hab. Krzysztofa Fedorowicza, analityka ds. Białorusi z Instytutu Europy Środkowej, ograniczenie rozmiaru manewrów tuż pod nosem NATO to paradoksalnie kolejny element propagandy. „Chodzi o to, by Zachód nie wiedział, o co dokładnie chodzi i zastanawiał się nad gestem dobrej woli” – wyjaśniał.

Ekspert podkreślił, że za każdą decyzją kryje się drugie dno, a w tym przypadku może być ich nawet kilka.

Próba zatajenia, że Rosji brakuje żołnierzy

Pierwszym wytłumaczeniem - zdaniem eksperta - najbardziej prawdopodobnym, jest próba zatajenia, że Rosji brakuje żołnierzy, którzy mogliby uczestniczyć w dużych manewrach na Białorusi, ponieważ ci, którzy są, walczą na Ukrainie.

„Zapowiadano, że weźmie w nich udział 100 tys. żołnierzy. Teraz mowa o kilkunastu tysiącach, w dodatku nie tylko rosyjskich, lecz także białoruskich oraz z innych państw Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym” – wyjaśnił Fedorowicz i dodał, że nie tylko chodzi o ludzi, ponieważ białoruskie magazyny wojskowe też zostały solidnie wydrenowane ze sprzętu, który trafił na Ukrainę.

"Kreml może szykować coś dużego"

Rozmówca PAP zwrócił uwagę na obecną koncentrację 50 tys. rosyjskich żołnierzy w obwodzie kurskim. Jego zdaniem "Kreml może szykować coś dużego", co wymaga znacznego zaangażowania ludzi i sprzętu. „Natomiast manewry trzeba po prostu przeprowadzić dla samego faktu ich przeprowadzenia, żeby na Zachodzie nie mówiono, że ćwiczenia się nie odbywają” – zauważy.

Białoruś miejscem przyszłych rozmów pokojowych ws. wojny w Ukrainie?

W ocenie eksperta drugim powodem może być chęć przygotowania Białorusi jako ewentualnego miejsca przyszłych rozmów dotyczących zakończenia czy uregulowania konfliktu na Ukrainie.

„To rzadko pojawia się w mediach, ale ostatnio Rosjanie kilkakrotnie sugerowali, że Białoruś mogłaby pełnić rolę miejsca dobrych usług” – zauważył Fedorowicz, przypominając, że państwo to było też „trzecią stroną” w formatach Mińsk 1 i Mińsk 2, gdy jeszcze stwarzało pozory wielowektorowości w polityce zagranicznej.

Obawa przed niechcianymi incydentami

Trzecie z możliwych wytłumaczeń zmiany lokalizacji manewrów to - jak wskazał Fedorowicz - obawa przed niechcianymi incydentami. Ekspert zwrócił uwagę, że Białoruś ma dwa duże poligony – jeden pod Brześciem, około 2 km od granicy z Polską, a drugi nieopodal Grodna, który praktycznie przylega do granicy z Litwą. To stwarza duże ryzyko przypadkowych naruszeń przestrzeni powietrznej przez statki powietrzne. „Dwa kilometry to tyle, ile może przelecieć kula wystrzelona z karabinu, nie wspominając o innych rodzajach pocisków” – zwrócił uwagę Fedorowicz.

Broń atomowa na Białorusi

Czwarta z możliwości, o której wspomniał ekspert w rozmowie z PAP, to fakt, że od pewnego czasu na Białorusi jest rozmieszczona broń atomowa, właśnie w głębi kraju. „Może chodzić o zorganizowanie ćwiczeń polegających ochronie tych instalacji atomowych” – tłumaczył.

Ryzyko inwigilacji

Wreszcie, w ocenie analityka, może chodzić o obawę, że w bezpośredniej bliskości granic Polski i Litwy istnieje o wiele większa szansa na inwigilację manewrów różnymi metodami radioelektronicznymi.

Nie chodzi o "łagodzenie napięć", tylko o zasłonę dymną

Krzysztof Fedorowicz zastrzegł, że może istnieć jeszcze jakiś powód decyzji o ograniczeniu wielkości i zmianie lokalizacji manewrów Zapad-2025. Niezależnie od tego, jaki on jest, nie może być mowy o żadnym łagodzeniu napięć, tylko o zasłonie dymnej. „To próba sprawienia, że spojrzymy w innym kierunku, żeby w tym czasie, w innym miejscu podjąć jakieś działanie” – podsumował ekspert. (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj