Polska jest ziemią pociętą starymi i nowymi granicami. Twardoch te granice forsuje

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 października 2020, 00:05
Szczepan Twardoch, fot. Zuza Krajewska
<p>Szczepan Twardoch, fot. Zuza Krajewska</p>/Media
Polska jest ziemią pociętą starymi i nowymi granicami: etnicznymi, cywilizacyjnymi, klasowymi, światopoglądowymi. Twardoch te granice forsuje

Niedawno Szczepan Twardoch gościł na okładkach wpływowych polskich czasopism z obu stron politycznego konfliktu – „Gazety Wyborczej” i „Do Rzeczy”.

„Wyborczej” udzielił obszernego wywiadu (przeprowadził go Grzegorz Wysocki), ostatniego, jak dotąd, z długiej – naprawdę długiej – serii wywiadów, w których Twardoch próbuje wyjaśnić dziennikarce bądź dziennikarzowi ze stolicy, jak to jest być Twardochem. To pewien rytuał, który się powtarza przy każdej kolejnej książce autora od czasów „Morfiny” (2012): zaciekawieni przedstawiciele liberalnych mediów przeprowadzają sondującą rozmowę z groźnym i chmurnym Twardochem, jakby sprawdzali, czy już się w wystarczającym stopniu ucywilizował, czy może jednak jeszcze nie.

„Do Rzeczy” z kolei zamieściło komiczny artykuł autorstwa Krzysztofa Masłonia, zatytułowany „Szczepan Twardoch – nawrócony na ideologię LGBT”. Poszło o zdjęcie z komentarzem zamieszczone przez Twardocha w mediach społecznościowych. Na tym zdjęciu, zrobionym podczas antyhomofobicznej demonstracji, jest sam Twardoch, jego przyjaciel, także pisarz, Łukasz Orbitowski, oraz lewicowa posłanka Daria Gosek-Popiołek. „Proszę już nie mówić, że pan Ziobro ma zero sukcesów – napisał Twardoch. – Oto na tym zdjęciu, na spontanicznej, krakowskiej manifestacji przeciwko systemowej homofobii najlepszą polską panią posłankę Darię Gosek-Popiołek flankuje dwóch chłopów, którzy nigdy nie chodzą na żadne manifestacje, bo mają ku temu swoje powody, tak ich życie nauczyło. A teraz poszli. Jak to nie sukces, to już nie wiem”. Masłoniowi bardzo się obecny Twardoch nie podoba, miesza go więc z błotem, demaskuje z właściwym sobie bezpieczniackim wdziękiem, a także oskarża o sprzedajność i koniunkturalizm. Oczywiście gdzieś w tle kryje się tu założenie, że skoro istnieje jakiś obecny, „nawrócony”, przekręcony i zepsuty Twardoch, to kiedyś istniał Twardoch inny, prawdziwy.

W Polsce literaci rzadko trafiają na okładki gazet i tygodników – chyba że umrą albo dostaną Nobla. A Twardoch, żywy i na razie bez Nobla, trafił aż na dwie. I to nie pierwszy raz. To fenomen godny przynajmniej próby wyjaśnienia. Trafił, bo jest dobrym pisarzem? Owszem, jest dobrym, utalentowanym, efektownym, bestsellerowym, ale to nie wystarczy, by w Polsce wylądować, nawet chwilowo, w centrum medialnej uwagi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj