Do szkół trafiły poradniki z resortu edukacji narodowej i Urzędu Ochrony Danych Osobowych dotyczące kształcenia na odległość z uwzględnieniem wszelkich związanych z tym wymogów. Nauczyciele i rodzice zostali zobowiązani do zapoznania się ze stosowaniem tych przepisów w nowej rzeczywistości. Tyle w praktyce. Efekt? Nauka zdalna wciąż odbywa się po omacku i intuicyjne i rodzi wiele praktycznych problemów.

Z wizerunkiem czy bez?

Fala krytyki, jaka wylała się pod adresem nauczycieli prowadzących lekcje w telewizji publicznej, sprawiła, że pedagodzy nie chcą prowadzić z klasą zajęć online nawet w ograniczonym zakresie. Obawiają się, że rodzice będą nagrywać ich lekcje i wykazywać im braki w wiedzy albo niekompetencje w prowadzeniu zajęć. Mają rację, bo coraz więcej tego typu filmów pojawia się w sieci.

Nauczyciele są osobami publicznymi i można ich pokazywać – uważa jednak Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Zwraca przy tym uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt kontaktu wizualnego. Dzięki takiej formie zajęć nauczyciele mogliby wyłapać, czy w domach uczniów nie dochodzi do przemocy wobec dziecka.

Prawnicy przyznają jednak, że nie można zmusić nauczyciela do udostępnienia wizerunku. Robert Kamionowski, radca prawny z kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office, uważa, że rodzicom nie wolno nagrywać lekcji ani tym bardziej ich rozpowszechniać. Zaznacza jednak, że nagranie tylko głosu wydaje się niezabronione.

Inaczej uważa Beata Patoleta, adwokat, ekspert ds. prawa oświatowego. Według niej nawet rejestracja samego dźwięku zawiera wizerunek nauczyciela i z tego względu rozpowszechnianie nagrania wymaga jego zezwolenia (art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). – Przez rozpowszechnianie wizerunku należy zaś rozumieć sytuację, w której stworzona zostaje możliwość zapoznania się z wizerunkiem bliżej nieokreślonemu kręgowi osób, np. w wyniku udostępnienia nagrania w internecie – tłumaczy prawniczka.

Stanowisko UODO

W tej kwestii stanowczy wobec nauczycieli pozostaje Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO).

– Prowadzenie lekcji online jest związane ze sferą zawodową nauczycieli, a w takich sytuacjach ochrona ich danych osobowych jest ograniczona. Udzielnie zgód przez nauczycieli uczniom nie jest więc wymagane, podobnie jak podczas lekcji w salach edukacyjnych – potwierdza Adam Sanocki, rzecznik prasowy UODO.

Wyjaśnia, że jeśli nagrania dokonane przez rodzica lub ucznia będą wykorzystywane do celów prywatnych, przepisy RODO nie mają zastosowania. Inaczej jest, gdyby rodzic zamierzał publikować film, na którym są uwidocznione dane nauczyciela. – Musiałby wtedy dysponować podstawą prawną do przetwarzania danych w określonym celu, np. zgodą nauczyciela – podkreśla rzecznik.

Bezradny rodzic i uczeń

Resort edukacji w rozporządzeniu w sprawie kształcenia na odległość nie zmusza nauczycieli, aby prowadzili lekcje online z uczniami. Rodzice i uczniowie mogą co najwyżej o nie zabiegać, ale ich prośby w obecnym stanie prawnym nie muszą być spełnione.

– Pojawiły się pieniądze na komputery dla tych dzieci, które ich nie mają. Przy kolejnej zmianie przepisów i przedłużaniu nauki w domu MEN powinien wprowadzić obowiązkowe zajęcia z uczniami w formie webinarium – przekonuje jednak Beata Patoleta.

Uważa, że realizowanie podstawy programowej i wprowadzanie nowych treści jest niemożliwe bez bezpośredniej interakcji nauczyciela z uczniem. – Apeluję do wszystkich jednostek oświatowych, aby wszędzie tam, gdzie jest to technicznie możliwe, zajęcia w takiej formie były prowadzone. Przywróci to dzieciom i im rodzicom namiastkę normalności, umożliwi komunikację – przekonuje prawniczka.

Resort edukacji w odpowiedzi na te argumenty konsekwentnie tłumaczy, że wszystko zależy od dyrektora szkoły i nauczycieli, a uczniowie i rodzice mogą tylko sugerować pewne rozwiązania.

– Nie wskazujemy jednego gotowego rozwiązania pracy zdalnej. Jeśli nauczyciel chce pracować, wykorzystując webinarium, może to zrobić. Powinien tylko sprawdzić, czy wszyscy uczniowie mają możliwość wzięcia udziału w takiej lekcji – tłumaczy Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN.

Od wprowadzenia przez MEN ewentualnego obowiązkowego prowadzenia webinarium przez uczniów nie odżegnują się związkowcy.

– Docierają do mnie głosy z PiS, że lekcje online mogą być obowiązkowe. Wkrótce możemy się tego spodziewać, bo stan epidemii utrzyma się jeszcze w kolejnych tygodniach. Nie mam nic przeciwko temu. Nauczyciele są przygotowani do wystąpień publicznych, choć nie wszyscy są obyci z kamerą, co może wywoływać u nich stres – mówi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Problem goni problem

Problem z uchylaniem się od prowadzenia lekcji przez internet to tylko część wątpliwości, jakie mają nauczyciele, rodzice i uczniowie. Pojawiają się na przykład pomysły, aby zaliczenie określonego przedmiotu odbywało się przez wysłanie zdjęcia lub nagrania filmu z dzieckiem, które samodzielnie pracuje lub wykonuje zajęcia z WF-u.

– Aby domagać się określonych danych osobowych, ich administrator (a jest nim szkoła, nie konkretny nauczyciel) musiałby wykazać się podstawą prawną. Jeżeli jej nie wskaże, a rodzic bądź opiekun ucznia nie wyrażą zgody na udostępnienie danych dziecka, nauczyciel nie powinien żądać ich przesłania – uważa Adam Sanocki.

Rodzice i nauczyciele mają też wątpliwości związane ze sprawdzaniem obecności (choć nie ma obecnie formalnie takiego obowiązku). Część nauczycieli przy tej czynności wymienia imię i pierwszą literę nazwiska, inni nie stosują żadnych ograniczeń.

– Lekcja przez internet z uczniami praktycznie niczym się nie różni od zwykłej, więc nauczyciele nie powinni posuwać się do takich absurdów jak wymienianie tylko inicjałów – mówi Rober Kamionowski.

Nieco inny pogląd na te kwestie ma UODO, który stawia tu określone warunki.

– Jeżeli administrator danych odpowiednio zadbał o zabezpieczenie danych podczas takiej lekcji online, np. połączenie jest szyfrowane protokołem SSL, ma kontrolę nad narzędziem do komunikacji lub korzysta z narzędzia z podmiotem, z którym zawarł odpowiednią mowę powierzenia przetwarzania danych, nauczyciel może sprawdzać obecność z imienia i nazwiska – zapewnia Adam Sanocki.

Problemem jest też bezpieczne przekazywanie nauczycielom prac do sprawdzenia. Część uczniów dołącza je bezpośrednio do prowadzonego na określonej platformie czatu. W efekcie mają do nich wgląd wszyscy uczestnicy zajęć. Jeszcze większym błędem jest odsyłanie przez nauczycieli poprawionej pracy w tej samej formule. Skargi w tej sprawie trafiają już do UODO. ©℗

>>> Czytaj również: Kolejne kraje rezygnują ze swoich egzaminów końcowych. Polska wciąż nie podjęła decyzji