Tradycyjny, zdalny, hybrydowy – do władz uczelni należał wybór sposobu kształcenia w nowym roku akademickim. Resort nauki zapytany pod koniec września przez DGP o najbardziej prawdopodobny plan działania, odpowiedział, że stawia na tzw. system mieszany. Według niego taki model powinien zapewniać płynną zmianę relacji pomiędzy kształceniem online z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość a kształceniem bezpośrednim, gwarantując ciągłość realizacji zajęć niezależnie od dynamiki sytuacji epidemicznej. I nie pomylił się. Większość uczelni w Polsce wybrała właśnie takie rozwiązanie.

– W praktyce oznacza to, że wykłady i konwersatoria będą prowadzone zdalnie, natomiast pozostałe zajęcia dydaktyczne w większości będą realizowane tradycyjnie na terenie uczelni. Ten model kształcenia będzie obowiązywał zarówno na ścieżkach polsko- jak i anglojęzycznych. Dla wszystkich studentów pierwszego roku, którzy będą obecni w Polsce, zostaną jednak zorganizowane spotkania wprowadzające, tak by każdy zainteresowany mógł zobaczyć uczelnię, poznać prodziekana, opiekuna kierunku oraz innych studentów – wyjaśnia dr Grażyna Bochenek, rzeczniczka prasowa Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

Przede wszystkim na odległość

Reklama

Model zdalny będzie jednak przeważający w nowym roku akademickim. Stacjonarne będą jedynie zajęcia o charakterze laboratoryjnym, terenowym lub integrującym studentów pierwszego roku studiów, a także studenckie praktyki zawodowe. – O tym, które zajęcia odbywać się będą w formie stacjonarnej, a które w formie zdalnej decydują poszczególne jednostki dydaktyczne – mówi Katarzyna Łukaszewska z biura prasowego Uniwersytetu Warszawskiego (UW).

Przedstawiciele uczelnie podkreślają, że zajęcia stacjonarne będą oczywiście realizowane w obowiązującym reżimie sanitarnym z uwzględnieniem decyzji, zaleceń i wytycznych organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej. A to oznacza nie tylko maseczki dla studentów, przyłbice dla wykładowców, ale też przegrody między biurkiem wykładowcy, a stołami studentów, systematyczną dezynfekcję często używanych powierzchni oraz zalecenie dezynfekcji rąk przed wejściem na uczelnię i do poszczególnych sal. To oznacza konieczność udostępnienia urządzeń i środków do odkażania rąk. W salach, w których będą prowadzone zajęcia uczelnie ograniczyły też liczbę miejsc, tak by można było zachować odstęp 1,5 metra między ławkami. Ograniczenia są też w aulach. Na Uczelni Vistula od tego roku największa aula może pomieścić tylko 85 osób, a najmniejsza 30.

Na uczelniach nie kryją, że rozwiązania które przyjęto to wyzwanie, mimo, że zebrano już pewne doświadczenia pod koniec ubiegłego roku akademickiego, kiedy obligatoryjnie zostało wprowadzone zdalne nauczanie.

– Po pierwsze mamy wyzwanie techniczne. Oto zajęcia są prowadzone w klasie, w której jest np. trzech studentów i jednocześnie jest to streamingowane dla osób, które są fizycznie nieobecne. Trzeba mieć więc dobry sprzęt, bardzo silne łącze internetowe i idealnie byłoby mieć kamerzystę, który będzie wszystko rejestrował. Przy dużym budżecie można temu sprostać – mówi Marta Kozak-Gołębiowska, dyrektor działu edukacji cyfrowej Uczelni Vistula.

Z pomocą technologii

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie uzupełniła platformę Blackboard Learn o jedno z najbardziej zaawansowanych narzędzi kształcenia online – Cisco Webex Meetings. To kompleksowe rozwiązanie usprawniające zdalną edukację, posiadające takie funkcjonalności jak: praca z tablicą, udostępnianie pulpitu, dokumentów, czy multimediów, tworzenie ankiet i przesyłanie plików. – Dzięki temu możliwe jest utworzenie wirtualnej sali wykładowej, wykładowca może w prosty sposób zarządzać zajęciami, może moderować rozmowy, zadawać pytania, uaktywniać możliwość wypowiedzi lub w razie potrzeby wyciszać mikrofon uczestnika. Zajęcia mogą zostać nagrane, a następnie udostępnione użytkownikom. Ta funkcjonalność rozwiąże problem różnych stref czasowych, co może okazać się istotne w przypadku tych studentów zagranicznych, którzy nie będą mogli przyjechać do Polski – tłumaczy dr Grażyna Bochenek.

Na UW nauczyciele akademiccy zostali zobowiązani do wykorzystywania w nauczaniu jednolitych narzędzi informatycznych wskazanych przez prodziekanów ds. studenckich. Są to narzędzia video (np. Google Meet, Zoom, platforma Kampus).

– Uniwersytet przygotował także rekomendacje dla nauczycieli akademickich i kierowników jednostek dydaktycznych dotyczące zajęć zdalnych. Dokument powstał na podstawie materiałów zgromadzonych w toku konsultacji z nauczycielami akademickimi, kierownikami jednostek dydaktycznych i organami samorządu studenckiego. Pod uwagę brane były także m.in. dane pozyskane dzięki wywiadom grupowym z udziałem studentów, wyniki ankiet studenckich oraz ankiet przeprowadzonych wśród nauczycieli akademickich realizujących zajęcia zdalne w semestrze letnim 2019/2020. W rekomendacjach porównano dwie formy zdalnego nauczania: asynchroniczną i synchroniczną, pokazując w tabelach ich wady i zalety – wyjaśnia Katarzyna Łukaszewska.

Wyzwanie dla wykładowców

Ale technologia to niejedyne wyzwanie. Inne jest natury metodycznej. Zupełnie inaczej, jak mówią uczelnie prowadzi się zajęcia w interakcji z osobami w klasie, a inaczej ze studentami, którzy są po drugiej stronie komputera. – Metodyka nauczania zdalnego to nie jest e-praca domowa. Kluczowa jest interakcja. To jest to, co tak naprawdę buduje cały proces nauczania – podkreśla Marta Kozak-Gołębiowska i dodaje, ze Uczelnia Vistula inwestuje w to, by budować realnie jak najlepszą interakcję wykładowcy ze studentem, nawet jeśli tego studenta nie ma fizycznie w sali. Kładzie nacisk na to, aby szkolić studentów i wykładowców w zakresie e-learningu. Tworzy też dla nich instrukcje i materiały edukacyjne. – Podstawą dobrego procesu dydaktycznego jest zaangażowanie wykładowcy. W mojej opinii, wykładowca, który potrafi zaangażować studentów w sali, będzie potrafił to zrobić skutecznie także zdalnie, np. na platformie Teams. Trzeba zapraszać studentów do rozmowy, prosić, aby zgłaszali się, włączali kamerę i mikrofon, zachęcać, aby sami ze sobą rozmawiali, używać narzędzi do quizów na żywo albo ankiet na żywo. Trzeba inspirować dyskusje, tworzyć grupy mailowe czy zasoby wirtualne. Trzeba utrzymywać dialog. Im bardziej zaangażowany wykładowca, tym bardziej angażuje studenta. Oni tego właśnie potrzebują, choć oczywiście są i tacy, którzy nigdy i za żadne skarby nie zaangażują się – uważa Marta Kozak-Gołębiowska.

Nie ma jednego modelu

Resort nauki przyznaje, że to rok pełen wyzwań, które do tego nie będą jednorodne. Z innymi wyzwaniami mierzyć się będą bowiem uczelnie największe, a z innymi te bardzo małe o niewielkiej liczbie studentów. I podaje przykład: uczelnia, która prowadzi wiele zajęć ćwiczeniowych, na których wymagana jest bezpośrednia aktywność studentów i studentek będzie musiała rozważyć jak podzielić grupy i jak zorganizować zajęcia w salach, którymi dysponuje.

Z kolei uczelnia z przewagą kierunków, które wymagają stałego dostępu do biblioteki być może będzie musiała zorganizować sprawny system skanowania i przesyłania fragmentów publikacji wymaganych na zajęcia.

Już te dwa przykłady wskazują, że nie sposób stworzyć jednego wspólnego modelu działania w czasie pandemii. Każda z nich ma swoją specyfikę i rozwiązania, które zastosuje (dotyczące nie tylko organizacji kształcenia ale też pracy na uczelni) muszą być dostosowane właśnie do niej.

Trudniej się uczyć

Również dla studentów wyzwaniem jest technologia. Narzędzia do e-learningu są bardziej skomplikowane niż FB i Instagram. Jest też problem samodyscypliny. Inaczej pracuje się w grupie. W murach uczelni studenci motywują się nawzajem. Jeśli zaś student jest sam w domu, to motywowanie jest już trudniejsze. Do tego dochodzi brak osobistego kontaktu z wykładowcami. Studia nie polegają przecież tylko na mechanicznym przyswajaniu wiedzy, cały proces kształcenia oparty jest na relacjach międzyludzkich, które z pewnością trudniej utrzymywać przez okienko „zooma”. Dlatego niektóre uczelnie zdecydowały się zorganizować przynajmniej pierwsze zajęcia w swoich siedzibach dla studentów pierwszego roku, aby mieli oni szansę postudiować „na żywo”.

Tryb zdalny dotyczy nie tylko samego procesu nauczania, ale też egzaminów, zaliczeń kończących zajęcia czy dyplomowych. Choć wiele uczelni rozważa już dziś wydłużenie sesji zimowej tak, aby umożliwić przeprowadzenie części egzaminów w formie stacjonarnej. – Taka forma właściwie sprawdzi uzyskane efekty uczenia się studentów – mówi Monika Rogo z biura rzecznika prasowego Uniwersytetu Gdańskiego.

Trudno też przewidzieć, czy nie nastąpi też ostatecznie przesunięcie terminu zakończenia roku akademickiego. Resort nauki zapewnia, że pozostaje w kontakcie z władzami uczelni i na bieżąco monitoruje sytuację dostosowując rozwiązania do aktualnej sytuacji epidemicznej. Zaznacza jednak, że ewentualne opóźnienia w terminach rozpoczęcia, czy zakończenia kształcenia w roku akademickim 2020/2021 będą podejmowały władze uczelni w oparciu o obowiązujące przepisy prawa, a także wewnątrzuczelniane regulacje.

Jak żyć?

Jest też inny aspekt utrudnień, który może dotknąć studentów, a nie jest bezpośrednio związany z kształceniem. Wielu studentów pracuje i odczuwa ekonomiczne skutki pandemii, to samo dotyczy wspierających ich rodzin.

Potwierdza to zresztą najnowszy raport „Portfel studenta” opracowany przez Związek Banków Polskich. Aż ponad połowa ankietowanych wskazuje na pogorszenie się sytuacji materialnej w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Powodem jest oczywiście lockdown, który dotknął przede wszystkim branże, w których studenci dorabiają, wykonując prace dorywcze.

Jednocześnie koszty utrzymania w ośrodkach akademickich rosną. W 2019 r. wydatki studenta związane z czesnym, wyżywieniem, zakwaterowaniem, czy komunikacją wynosiły ponad 2100 zł. W tym roku jest to już ponad 2650 zł. I to mimo spadku kosztów najmu, do czego przyczynili się sami studenci. Z powodu epidemii prawie co trzeci zawiesił lub zerwał umowę najmu. To przełożyło się na obniżenie opłat mieszkaniowych.

Z drugiej jednak strony wzrosły inne wydatki. Jak choćby te związane z komunikacją. Bilet miejski często musiał zostać zamieniony na międzymiastowy. Do tego wynajem krótkoterminowy jest zwykle kosztowniejszy niż długoterminowy.

Dorabianie to już norma wśród studentów. Ponad 60 proc. studentów w Polsce pracuje. Starają się też oszczędzać. I choć na tym tle wybijają się na tle reszty społeczeństwa to i tak nie udaje im się zgromadzić dużego majątku. Oszczędności na poziomie 7 tys. i więcej ma niecałe 20 proc. studentów. Najczęściej posiadają do 1 tys. zł na czarną godzinę (25 proc.). Co dziesiąty student nie ma żadnych oszczędności – wynika z badań Warszawskiego Instytutu Bankowości, na którym opiera się raport „Portfel studenta”.

Ułatwienia w przepisach

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zdecydowało o uproszczeniu zasad ubiegania się przez studentów o pomoc materialną. Wnioski o stypendia i zapomogi mogą być składane na elektroniczną skrzynkę podawczą uczelni (ePUAP) w formie dokumentu elektronicznego opatrzonego przez studenta kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub profilem zaufanym, który można bezpłatnie założyć, m.in. za pośrednictwem bankowości elektronicznej.

Resort nauki wprowadził również wiele zmian legislacyjnych ułatwiających funkcjonowanie uczelni w trybie zdalnym, m.in. wprowadzono do ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce przepisy pozwalające na odbywanie zdalnych posiedzeń rad uczelni oraz senatów. Zmiany w ustawie pozwoliły też na przenoszenie kompetencji. Przykładowo, jeżeli senat uczelni nie jest w stanie wykonywać swoich zadań, rektor może wydawać zarządzenia w sprawach leżących w gestii senatu. Jeżeli to rektor nie może wykonywać swoich zadań, realizuje je członek wspólnoty danej uczelni, wskazany przez ministra nadzorującego tę uczelnię. Niezbędne jest jednak zatwierdzanie przez senat uczelni, na najbliższym jego posiedzeniu, zarządzeń wydanych w takim trybie.

Uproszczono również procedury rekrutacyjne, a także wprowadzono większą elastyczność w zakresie nałożonych na uczelnie obowiązków sprawozdawczych.

COVID zmieni życie uczelni na zawsze

Przedstawiciele szkół wyższych przyznają też, że obecna sytuacja przyspieszyła wiele procesów i wdrożenie rozwiązań, które pozostaną w systemie kształcenia na dłużej. Mowa na przykład o obronie prac dyplomowych online, jak również prowadzenia w tej formie zajęć, zwłaszcza tych, które z różnych powodów muszą zostać przeniesione jednorazowo na inny dzień z powodu np. nieobecności wykładowcy.

– Doświadczenia z semestru letniego pokazały, że tryb pracy zdalnej w naszej uczelni bardzo dobrze się sprawdza. Dokupiliśmy licencje, które umożliwiają jeszcze szersze korzystanie z różnych narzędzi. Również zdalnie odbywają się konferencje, sympozja naukowe, podobnie pracują międzynarodowe zespoły badawcze. Pracownicy naukowi spotykają się w wirtualnej przestrzeni, ustalają programy badań, prowadzą badania ankietowe, wymieniają poglądy, tworzą artykuły naukowe. Z całą pewnością wiele rozwiązań znajdzie zastosowanie w dalszym kształceniu studentów, organizacji działań naukowych oraz współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym – mówi Jolanta Nowacka, rzecznik prasowy Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu

Marta Kozak-Gołębiowska, uważa jednak, że nic nie wyprze tradycyjnego nauczania. – Bo nikt tego nie chce, ani wykładowcy, ani studenci, ale jako forma wspomagania tradycyjnego nauczania, obecne rozwiązania, głównie platformy e-learningowe zostaną z nami – podkreśla dyrektor w Uczelni Vistula.

Tylko teraz bezpłatny dostęp do wydania cyfrowego Dziennika Gazety Prawnej dla studentów. Kliknij TUTAJ i sprawdź!
Źródło nieznane

Portret i portfel polskiego studenta