Ostatni dzwonek. Nauczyciele są rozczarowani propozycjami wzrostu wynagrodzeń

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
31 sierpnia 2022, 08:27
nauczyciel pensja pieniądze wynagrodzenie
<p>Planowany wzrost wysokości nauczycielskich pensji jest niższy od oczekiwań</p>/Shutterstock
Związki zawodowe powinny być bardziej stanowcze w rozmowach z Ministerstwem Edukacji i Nauki. Tego zdania jest aż 97 proc. szkolnej kadry pedagogicznej, którą na prośbę DGP spytało Ogólnopolskie Forum Oświatowe Nauczycieli i Dyrektorów. Zwłaszcza teraz, gdy okazało się, że podwyżki będą niższe od zapowiadanych

W środowisku widać podział co do tego, jaką formę nacisku przyjąć. Ta, która cieszy się w tej chwili największym poparciem, to strajk. Popiera go ponad 44 proc. respondentów. Jednocześnie 41 proc. uważa, że to rozwiązanie nic nie zmieni, i nawiązuje do strajku z 2019 r.

Wszystkich ankietowanych łączy natomiast przekonanie, że wynagrodzenia dla nauczycieli powinny wzrosnąć. Wspólny jest też brak zgody na przyjęcie propozycji, o której ostatnio wspominał resort edukacji. Przypomnijmy, wiceminister Dariusz Piontkowski po ostatnim spotkaniu zespołu ds. statusu zawodowego nauczycieli mówił, że w maju - podobnie jak cała sfera budżetowa - nauczyciele otrzymali podwyżkę 4,4 proc., a od września tego roku znacząco wzrośnie wynagrodzenie nauczycieli wchodzących do zawodu (wskaźnik kwoty bazowej o 20 proc.). - Do tego chcemy dołożyć w przyszłym roku co najmniej 9 proc. To jest propozycja MEiN podczas prac budżetowych. Będzie to jeden z ważnych punktów rozmów z premierem - mówił.

87 proc. badanych uznało, że związki nie powinny przystać na 9 proc. Tymczasem wygląda na to, że oferta dla pedagogów jest nawet niższa. Wczoraj rząd przyjął projekt ustawy budżetowej na 2023 r., który zakłada wzrost wynagrodzeń dla wszystkich nauczycieli o 7,8 proc. od 1 stycznia 2023 r.

- Nie rozumiemy, dlaczego raptem tydzień wcześniej MEiN rzucał na stół 9 proc., podkreślając, że na ten temat toczą się od tygodni rozmowy z premierem i ministrem finansów - komentuje Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego. Zapytaliśmy resort o decyzję rządu. Na odpowiedź czekamy.

Monika Ćwiklińska z oświatowej Solidarności podkreśla, że proponowane wysokości podwyżek nie rekompensują strat. - Nasze uposażenie traci siłę nabywczą z każdym miesiącem. Te tzw. podwyżki to jedynie rozpaczliwa pogoń za płacą minimalną. Tak zwane 20 proc. dla nauczycieli wchodzących do zawodu dotyczy jedynie 15 proc. środowiska. Przez pierwsze lata pracy nauczyciel nie dostaje też żadnych dodatków. Ten motywacyjny, który powinien, jak nazwa wskazuje, mobilizować, jest rozdzielany przez dyrektorów uznaniowo. Za wychowawstwo dostaje się 300 zł brutto. Dopiero po trzech latach pojawia się dodatek stażowy, 1 proc. za jeden rok, ale nie więcej niż 20 proc. - wylicza. Podkreśla, że pieniądze są marne i demotywujące. - Nie widzę rzeszy absolwentów szkół wyższych, która ruszy do pracy w oświacie na tych warunkach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj