W środowisku widać podział co do tego, jaką formę nacisku przyjąć. Ta, która cieszy się w tej chwili największym poparciem, to strajk. Popiera go ponad 44 proc. respondentów. Jednocześnie 41 proc. uważa, że to rozwiązanie nic nie zmieni, i nawiązuje do strajku z 2019 r.
Wszystkich ankietowanych łączy natomiast przekonanie, że wynagrodzenia dla nauczycieli powinny wzrosnąć. Wspólny jest też brak zgody na przyjęcie propozycji, o której ostatnio wspominał resort edukacji. Przypomnijmy, wiceminister Dariusz Piontkowski po ostatnim spotkaniu zespołu ds. statusu zawodowego nauczycieli mówił, że w maju - podobnie jak cała sfera budżetowa - nauczyciele otrzymali podwyżkę 4,4 proc., a od września tego roku znacząco wzrośnie wynagrodzenie nauczycieli wchodzących do zawodu (wskaźnik kwoty bazowej o 20 proc.). - Do tego chcemy dołożyć w przyszłym roku co najmniej 9 proc. To jest propozycja MEiN podczas prac budżetowych. Będzie to jeden z ważnych punktów rozmów z premierem - mówił.
Reklama
87 proc. badanych uznało, że związki nie powinny przystać na 9 proc. Tymczasem wygląda na to, że oferta dla pedagogów jest nawet niższa. Wczoraj rząd przyjął projekt ustawy budżetowej na 2023 r., który zakłada wzrost wynagrodzeń dla wszystkich nauczycieli o 7,8 proc. od 1 stycznia 2023 r.
- Nie rozumiemy, dlaczego raptem tydzień wcześniej MEiN rzucał na stół 9 proc., podkreślając, że na ten temat toczą się od tygodni rozmowy z premierem i ministrem finansów - komentuje Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego. Zapytaliśmy resort o decyzję rządu. Na odpowiedź czekamy.
Monika Ćwiklińska z oświatowej Solidarności podkreśla, że proponowane wysokości podwyżek nie rekompensują strat. - Nasze uposażenie traci siłę nabywczą z każdym miesiącem. Te tzw. podwyżki to jedynie rozpaczliwa pogoń za płacą minimalną. Tak zwane 20 proc. dla nauczycieli wchodzących do zawodu dotyczy jedynie 15 proc. środowiska. Przez pierwsze lata pracy nauczyciel nie dostaje też żadnych dodatków. Ten motywacyjny, który powinien, jak nazwa wskazuje, mobilizować, jest rozdzielany przez dyrektorów uznaniowo. Za wychowawstwo dostaje się 300 zł brutto. Dopiero po trzech latach pojawia się dodatek stażowy, 1 proc. za jeden rok, ale nie więcej niż 20 proc. - wylicza. Podkreśla, że pieniądze są marne i demotywujące. - Nie widzę rzeszy absolwentów szkół wyższych, która ruszy do pracy w oświacie na tych warunkach.