Pandemia ujawniła istnienie wielu niepokojących trendów, które dojrzewały od dłuższego czasu i nie zwracano na nie uwagi. Jednym z takich dużych trendów jest brak ciekawości i buntowniczości wśród młodych ludzi.

Młodzi boją się buntować

Reklama

Uniwersytet i szkoła średnia zazwyczaj były czasem testowania granic i łamania zasad. Dlatego gdy szkoły wreszcie znów zostały otwarte na całkiem drakońskich warunkach restrykcji covidowych, czekałam, aż studenci się zbuntują i odrzucą te zasady. W końcu jako w większości zaszczepieni muszą mierzyć się z mniejszym ryzykiem niż osoby starsze.

Młodzi ludzie powinni irytować się zasadami nałożonymi przez władze, które charakteryzują się zbyt dużą awersją do ryzyka. Ale wygląda na to, że młodzi w dużej mierze zaakceptowali covidowe restrykcje, a nawet zaciekle ich bronili. Wielu studentów z mojego sąsiedztwa nie wyjdzie na zewnątrz bez medycznej maseczki. Co się stało z młodzieżą, która buntowała się wobec władzy i była trochę samolubna? Zamiast tego mamy ludzi podążających za zasadami, którzy boją się rozdrażnić swoje wspólnoty.

To nie jest kolejna tyrada przeciwko wokeizmowi – wartości i normy cały czas ulegają zmianom. Nie wzywam również do pełnego przemocy czy destrukcyjnego zachowania. Tym co mnie martwi, jest samozadowolenie – brak stawiania pytań lub istnienia zdrowych aktów buntu – ponieważ rzeczy te są krytycznie ważne dla pomyślności i prosperity w długim terminie. Największe cywilizacyjne skoki rodziły się w wyniku buntów, które przesuwały granice i kwestionowały wiedzę starszych.

Po pewnym zastanowieniu można stwierdzić, że pełna uległości reakcja młodych na Covid-19 nie powinna być zaskoczeniem. Wcześniej bowiem istniały pewne sygnały, że młodsze pokolenia wyrastają w duchu mniejszej buntowniczości. Młodym nie udało się w pełni uniezależnić do swoich rodziców, żyją z nimi dłużej i w czasie studiów rozmawiają z nimi wielokrotnie w ciągu dnia. Jest mniej prawdopodobne, że współcześni nastolatkowie będą pić alkohol, uprawiać seks, wychodzić na zewnątrz bez rodziców lub uzyskiwać prawo jazdy – w porównaniu do nastolatków sprzed 40 lat. I choć pod pewnymi względami to dobrze – bo młodzież jest dziś bezpieczniejsza, a wskaźnik nastoletnich ciąż jest niższy – to jednak ci młodzi ludzie są mniej skłoni do eksperymentów, mają mniej ciekawości lub chęci, aby testować granice.

Istnieje wiele teorii na temat tego, dlaczego to pokolenie jest bardziej ostrożne i uległe. Być może to wynik „helikopterowego” rodzicielstwa, które utrudnia budowanie niezależności i odporności dzieci sprawiając, że w mniejszym stopniu radzą sobie one z przeciwnościami. A może to wpływ technologii: widzimy bowiem pierwsze pokolenia wyrastające w przekonaniu, że ich błędy będą się za nimi ciągnąć już zawsze lub że będą zaprezentowane całemu światu, co poskutkuje zawstydzeniem i unikaniem. Niezależnie od przyczyny, nie jest to zdrowy trend. I nie chodzi tu tylko o jednostki – ponieważ trochę buntu jest ważne z punktu widzenia rozwoju psychologicznego – ale także o całą gospodarkę USA.

Kultura wzrostu

Historyk gospodarki Joel Mokyr w swojej książce pt.: The Culture of Growth” (Kultura wzrostu) przygląda się dwóm największym tajemnicom w historii ekonomii. Dlaczego wzrost gospodarczy w XIX wieku nagle przyspieszył? Oraz dlaczego stało się to najpierw w Wielkiej Brytanii? Mokyr uważa, że duch buntu zaczął dojrzewać w Europie w XVI i XVII stuleciu, co stworzyło warunki nie tylko do rewolucji, ale także dla innowacji. Wcześniej uznawano - i z całą mocą egzekwowano - że to starsi posiadają wiedzę, którą przekazywali kolejnym pokoleniom.

Ale ludzie tacy jak Newton czy Galileusz (wielcy rewolucjoniści) zaczęli stawiać pytania wobec tego, czego ich nauczono oraz zaczęli badać pomysł, że z naturą można współpracować w celu osiągnięcia lepszych efektów. Zastosowali metodę naukową, aby przełamać dominujące ortodoksje. W tamtym czasie było to podejście radykalne. I choć buntowniczy myśliciele doświadczali dużego oporu, nazywano ich heretykami, wtrącano do więzień lub gorzej, to ich pomysły ostatecznie zwyciężały, ponieważ zmieniała się kultura, ludzie w mniejszym stopniu obawiali się tematów tabu – w porównaniu do swoich przodków. Utorowało to drogę myślicielom oświecenia. Działo się to w Europie Północnej, ponieważ region ten był bardziej podzielony politycznie, zatem poziom odgórnej kontroli był niższy, niż np. w Chinach lub w Europie Południowej. Jeśli dana idea nie pasowała Kościołowi, rządowi lub wspólnocie, to badacz mógł przenieść się tam, gdzie słuchano go w większym stopniu.

Mokyr uważa, że fragmentacja stworzyła konkurencyjne środowisko, z którego mogły wyłaniać się najlepsze idee i znaleźć poparcie najlepsze idee, nawet jeśli uderzały w pewne środowiska. Tradycje religijne Wielkiej Brytanii, w tym zerwanie z katolicyzmem, obok szeroko rozpowszechnionej edukacji w regionach takich jak Szkocja, także stworzyły kulturę, która była bardziej otwarta na kwestionowanie status quo. Mokyr argumentuje, że takie środowisko wytworzyło warunki do rewolucji przemysłowej. Historia pełnia jest przykładów wybuchów innowacji, które ostatecznie skończyły się na niczym. Potrzeba kultury buntowniczości, aby stworzyć środowisko, gdzie nowe idee i wynalazki są szybko zastępowane przez jeszcze lepsze idee i wynalazki.

Innowacje wymagają buntu

Aby być wielkim innowatorem lub przedsiębiorą, musisz być obrazoburcą. Musisz być osobą, która uważa, że istniejące rozwiązania są złe lub nieadekwatne. Musisz uznać, że czasami wiedza, którą otrzymujesz od autorytetów, jest wybrakowana, szczególnie jeśli wymyka się naukowemu rozumowaniu i logice. Ludzie będą mówić, że nie masz racji, że zwariowałeś i czasami będą na ciebie wkurzeni. To z tego powodu rewolucje potrzebują takiej kultury, która da im przestrzeń (i kapitał), aby móc testować nowe idee, nawet wtedy, gdy są one nowe lub niewygodne. Rewolucje potrzebują kultury zdolnej do wynagradzania wartościowych pomysłów i odkładania tych złych. Steve Jobs był rewolucjonistą. Bill Gates rzucił studia i zaczął prowadzić firmę technologiczną, zanim to było modne.

Czasami buntowniczość nie wypali. Nastolatki mogą dokonać złych wyborów – to część doświadczenia. Z kolei inni nie opierają swojej rewolucji ma rozumie lub ciekawości, a zamiast tego kieruje nimi ignorancja lub chciwość, jak w przypadku antyszczepionkowców lub Elizabeth Holmes. Ale tacy ludzie muszą ponieść odpowiedzialność za swoje działania i zaoferować lepsze informacje.

Ale generalnie bunt jest konieczny dla istnienia dynamicznego społeczeństwa, które w sumie sprawia, że nasze życie staje się lepsze, a innowacje czynią nas zdrowszymi i mądrzejszymi. Ludzie muszą testować swoje dziwne pomysły i czasami podejmować złe decyzje. W zdrowej kulturze właśnie w taki sposób uczą się, jak stawać się lepszymi myślicielami.

Covidowe restrykcje zaczynają być znoszone, co otwiera drzwi gospodarce desperacko potrzebującej nowego pokolenia innowatorów i osób przełamujących bariery. Młodzi Amerykanie powinni wykorzystać tę nowo uzyskaną wolność, aby skorzystać z kilku szans, zrobić kilka zaskakujących rzeczy, wpaść na kilka szokujących pomysłów i udowodnić, że nie powinno się ich zapamiętać jako pokolenia nieudaczników i lamusów.