Odkrycie historii powstania SARS-CoV-2 jest jednym z kluczowych działań, które pomogą wygasić pandemię, która zabiła ponad 270 000 osób i wywołała najgorsze załamanie gospodarcze od czasów Wielkiego Kryzysu, piszą Jason Gale, Robert Langreth, i John Lauerman w artykule dla Bloomberg.com.

Najlepszą bronią w walce z wirusami od lat są szczepienia ochronne. Niestety na skuteczną i bezpieczną szczepionkę przeciwko Covid-19 będziemy musieli jeszcze poczekać kilka, a najpewniej kilkanaście miesięcy. Do tego czasu aby ograniczyć ryzyko drugiej fali zakażeń koronawirusem lub pojawienia się zupełnie nowego szczepu tego patogenu, badający go naukowcy muszą prześledzić drogę, jaką SARS-CoV-2 przemieszczał się po świecie. Oznacza to powrót do Chin, gdzie pierwsze zanotowane przypadki infekcji wykryto już pod koniec 2019 roku.

Mimo pozornej otwartości Pekin zachowuje ścisłą kontrolę nad badaniami naukowymi dotyczącymi epidemii koronawirusa, a wszystkie dane muszą zostać zatwierdzone przed publikacją przez władze. W ubiegłym tygodniu WHO wystąpiło do Pekinu z prośbą o wyrażenie zgody na wysłanie drugiej misji naukowej, której zadaniem będzie przeprowadzenie dokładniejszego dochodzenia epidemiologicznego. Pierwsza ekipa badająca epidemię Covid-19 przyjechała do Chin już w lutym.

Pogarszająca się sytuacja zdrowotna i kryzys gospodarczy, jaki dotknął cały świat powoduje, że społeczność międzynarodowa oczekuje od Pekinu większego zaangażowania w walkę z Covid-19. Przede wszystkim chodzi tu o umożliwienie badaczom dostępu do wszystkich niezbędnych informacji i danych zebranych do tej pory przez Chińczyków. Na razie mimo zaangażowania wielu naukowców wciąż mamy ogromne braki w naszej wiedzy na temat Covid-19. A to utrudnia szybkie wygaszenie pandemii. Dodatkowo brak współpracy z chińskiej strony stanowi doskonałe paliwo do kolejnej wojny na słowa między USA i Chinami na temat pochodzenia wirusa. Obie strony obarczają się odpowiedzialnością za stworzenie śmiertelnego patogenu.

Bezstronne dochodzenie kontra autorytarne tuszowanie prawdy

Naukowcy, którzy badali geny Sars-CoV-2 są przekonani, że nie zaprojektowano go w laboratorium, patogen jest jak najbardziej pochodzenia naturalnego. W prawdzie jest teoretycznie możliwe, ale „mało prawdopodobne”, że wirus przypadkowo wydostał się z ośrodka badawczego w Wuhan. Tak przynajmniej uważa Stanley Perlman, profesor mikrobiologii i immunologii na University of Iowa, który odwiedził tę placówkę i wysoko ocenił jej zabezpieczenia.

Nowy koronawirus nie jest zupełnie nieznany nauce. W 2004 roku prof. Shi Zhengli, zastępca dyrektora Wuhan Institute of Virology, znalazła naturalny rezerwuar koronawirusów w jaskiniach nietoperzy w pobliżu Kunming, miasta w prowincji Yunnan. Okazuje się, że geny nowego patogenu są w 96 proc. identyczne z genami koronawirusa pobranego w Yunnan.

Po gwałtownym wybuchu pandemii Covid-19 prof. Shi Zhengli była przez wielu oskarżana o „wypuszczenie” zabójczego patogenu z laboratorium. Zaprzeczają temu jednak amerykańscy naukowcy, którzy pracowali wraz z Chińczykami w laboratorium w Wuhan i doskonale znają procedury bezpieczeństwa jakie panowały w ośrodku badawczym.

Skąd się wziął koronawirus?

Około 70 proc. chorób zakaźnych, na jakie chorują ludzie jest pochodzenia odzwierzęcego. Sekwencjonowanie genomu SARS-CoV-2 pokazuje, że należy od do tej samej rodziny wirusów, co dwa inne śmiertelne koronawirusy, których nosicielami były inne ssaki.

Ciężki ostry zespół oddechowy (Sars), który po raz pierwszy ujawnił się w Chinach w 2002 roku oraz bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej (MERS) z 2013 roku rozprzestrzenił się wśród ludzi z wtórnego źródła zwierzęcego. W przypadku SARS eksperci wskazali cywety – małe kotowate nocne ssaki często jedzone przez Chińczyków. W przypadku MERS uważa się, że wirus przeszedł z wielbłądów na ludzi .

>>> Polecamy: Norwegia wyda rekordowe 41 mld dol. z funduszu naftowego, by złagodzić skutki kryzysu

Uważa się, że SARS-CoV-2 odbył podobną podróż, ale badacze nie zidentyfikowali jeszcze pośredniego żywiciela. Według Petera Bena Embarka, eksperta WHO w zakresie bezpieczeństwa żywności i chorób zwierząt: „Brakuje nam w tej historii ogniwa łączącego pochodzenie wirusa z jego transmisją na ludzi.” Na razie wiadomo, że koty domowe mogą przenosić wirusa na inne koty. Brak jest natomiast dowodów, że zwierzęta domowe mogą zarażać nim ludzi.

Wszyscy są podejrzani

Naukowcy wciąż zadają sobie pytanie, gdzie i jak wirus przeskoczył na pierwszego człowieka. Czy było to na targu w Wuhan, na których sprzedaje się żywe, dzikie zwierzęta? Pierwsze przypadki Covid-19 badacze łączyli właśnie z tym miejscem, jednak zdaniem Petera Daszaka, ekologa chorób z EcoHealth Alliance, Sars-CoV-2 mógł pojawić dużo wcześniej i w zupełnie innym miejscu. Być możne nawet poza Wuhan.

Szacuje, że od 1 do 7 milionów ludzi każdego roku w południowych Chinach i Azji Południowo-Wschodniej zaraża się wirusami nietoperzy. Większość z tych patogenów nie rozprzestrzenia się tak łatwo między ludźmi i nie dociera do głównych skupisk ludności.

Według Daszaka „Ten konkretny wybuch epidemii prawdopodobnie dotyczył osób krążących w południowych lub środkowych Chinach w listopadzie” 2019 roku lub nawet wcześniej. Inny scenariusz przewiduje, że ktoś związany z handlem dzikimi zwierzętami sprowadził zarażone osobniki na targ w Wuhan. Gdy wirus dotarł do tego megamiasta, epidemia zaczęła się wrozwijać wykładniczo.

Drogi przenoszenia

Na chwilę obecną kluczowym pytaniem jest to, czy wirus przeniósł się na ludzi bezpośrednio z nietoperzy, czy były jeszcze ogniwa pośrednie. Zrozumienie tego problemu wymagać będzie od naukowców ciężkiej pracy i zajmie mnóstwo czasu. Wirusy stale mutują. Śledząc te niewielkie zmiany w genotypie koronawirusa, badacze mogą dowiedzieć się, gdzie i kiedy doszło do przeskoczenia Sars-CoV-2 na człowieka. „Licząc mutacje, możesz w pewien sposób przywrócić wirusa do miejsca, w którym wszystko się zaczęło” - powiedział Embarek.

Jeśli uda się ustalić, jaki gatunek zwierząt może zarazić człowieka Sars-CoV-2, wtedy wprowadzone będą odpowiednie środki zapobiegawcze, takie jak choćby zakaz zabijania i spożywania ich mięsa. Odszukanie pierwotnego źródła wirusa wymaga jednak pełnej współpracy ze strony chińskiego rządu i odrobiny szczęścia. Badacze z WHO będą też potrzebowali nieograniczonego dostępu do targu w Wuhan, ludzi dostarczających dziczyznę, danych pacjentów i informacji o wszystkich zwierzętach żyjących w regionie.

Dalsze utrzymywanie prawdy o pochodzeniu koronawirusa w tajemnicy jest zbyt kosztowne dla całego świata. Z obecnego kryzysu ludzkość powinna wyciągnąć tę prostą lekcję, że powinniśmy bardziej szanować naturę. Bez lepszych systemów badań i nadzoru nad nowymi wirusami odzwierzęcymi oraz regulacji tradycyjnych rynków handlu dziką fauną i florą na całym świecie, sami prosimy się o kłopoty. Wkraczając do siedlisk pierwotnej przyrody ryzykujemy kontakt z niebezpiecznymi patogenami, przed którymi nie jesteśmy się w stanie obronić. A w globalnym świecie lokalne epidemie, bardzo szybko mogą przekształcić się w pandemie paraliżujące cały świat. Czego właśnie wszyscy doświadczamy.

>>> Polecamy: Bloomberg: Polska z najbardziej odporną na kryzys gospodarką w całej UE