Sytuacja jak na wojnie albo na morzu. Telemedycyna ratuje w nadzwyczajnych warunkach

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 listopada 2020, 11:05
Helikopter ratowniczy polskiej marynarki wojennej
<p>Helikopter ratowniczy polskiej marynarki wojennej</p>/Shutterstock
Nic nie zastąpi wizyty u lekarza. Ale czasy są ekstraordynaryjne, więc dziękujmy Bogu za telemedycynę - z Markiem Posobkiewiczem rozmawia Mira Suchodolska.

Z Markiem Posobkiewiczem rozmawia Mira Suchodolska

Doktorze, w jakim stanie zdrowia mnie pan znajduje podczas naszej rozmowy telefonicznej?

Marek Posobkiewicz, lekarz, w latach 2012–2018 główny inspektor sanitarny, specjalista II stopnia w zakresie wojskowej medycyny morskiej i tropikalnej.Współpracuje z Medical Radio, ogólnoświatowym systemem radiostacji umożliwiającym świadczenie usług telemedycznych dla załóg statków na morzach: Żeby to ocenić, musielibyśmy dłużej porozmawiać. Teleporada polega na przeprowadzeniu wywiadu z pacjentem, podczas którego ten opisze swoje dolegliwości, przedstawi wyniki badań, jeśli jakieś wcześniej zostały zlecone. Ja z kolei poproszę go o sprawdzenie pulsu, zmierzenie ciśnienia i temperatury. W przypadku zmian skórnych będę namawiał do zrobienia zdjęcia i przesłania mi e-mailem. Na tej podstawie lekarz z doświadczeniem jest w stanie ocenić stan pacjenta, postawić diagnozę i zaordynować leki. Ja sam zajmuję się tym od kilkunastu lat, diagnozując załogi statków pływających pod polską banderą.

Telemedycyna, która w dobie pandemii stała się codziennością na lądzie, zaczęła się właśnie na morzach.

System Maritime Telemedical Assistance Service, morskiej usługi pomocy telemedycznej, powstał w latach 30. XX w. Wtedy radiotelegrafista statku łączył się z dyżurującym lekarzem. Dziś są telefony satelitarne, a dzięki nowoczesnym technologiom połączenia są interaktywne – możemy się widzieć, przesyłać zdjęcia czy inne dane. Jak chociażby elektroniczną listę leków dostępnych w apteczce na statku, by lekarz wiedział, co ma do dyspozycji. Albo zapis EKG.

Ale czasem pacjent jest w tak złym stanie, że trudno się z nim dogadać. Może też nie być w stanie wykonać zaordynowanych mu procedur medycznych.

Ale przecież są inni członkowie załogi – wszyscy przechodzą kurs elementarnej pomocy medycznej. Prowadziłem zresztą takie szkolenia. I dlatego uważam, że powinny być częścią obowiązkową powszechnej edukacji na średnim poziomie. Moim zdaniem absolwenci podchodzący do matury powinni zdawać egzamin z pierwszej pomocy. Bo co z tego, że na lądzie karetka przyjedzie do pacjenta z zatrzymaniem krążenia po kwadransie czy 10 minutach, jeśli nikt nie będzie prowadził resuscytacji. Bez masażu serca i sztucznego oddychania pacjent może nie doczekać się na fachową pomoc. Lekarzowi zostanie tylko stwierdzić zgon.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj