Hiszpania wreszcie wyszła z recesji. W III kw. tego roku – po raz pierwszy od dwóch lat – hiszpańska gospodarka zanotowała wzrost gospodarczy, podał wczoraj bank centralny. Z coraz większym optymizmem patrzą na nią także inwestorzy.

Według szacunków banku w okresie od lipca do września włącznie hiszpański PKB zwiększył się o 0,1 proc. W przyszłym tygodniu oficjalnie musi jeszcze potwierdzić urząd statystyczny INE, ale wskaźniki obu instytucji zwykle się pokrywają. Wzrost jest wprawdzie najmniejszy z możliwych, lecz biorąc pod uwagę, że poprzednio dodatni wynik zanotowano w II kw. 2011 r., i tak jest to postęp.

– Opublikowane dane są dowodem, że uzdrawianie hiszpańskiej gospodarki nabiera tempa – oświadczył premier Mariano Rajoy, próbując przekonać rodaków, że wprowadzana przez jego rząd od grudnia 2011 r. kuracja oszczędnościowa ma sens.

Wskutek dalszego ograniczania wydatków budżetowych popyt wewnętrzny spadł o 0,3 proc. Ale i tu jest pozytywny sygnał – po raz pierwszy od półtora roku zwiększyły się wydatki gospodarstw domowych. Głównym motorem wzrostu gospodarczego okazał się eksport, który dzięki poprawie konkurencyjności bije rekordy. Jak podało również wczoraj ministerstwo finansów, w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy tego roku sprzedaż hiszpańskich towarów za granicę wzrosła o 6,6 proc., osiągając rekordową wartość 155,8 mld euro. A ponieważ w tym samym czasie import spadł o 3,2 proc., doszło do tego, że Hiszpania, która zwykle miała duży deficyt w bilansie handlowym, sprowadziła go do poziomu zaledwie 0,8 proc. PKB.

Informacje banku centralnego i resortu finansów zostały dobrze przyjęte przez rynki finansowe. Rentowność 10-letnich hiszpańskich obligacji spadła do poziomu 4,14 proc., a różnica między nimi a niemieckimi zmniejszyła się do najmniejszego poziomu od dwóch lat. Zeszłoroczny rekord rentowności hiszpańskich obligacji wyniósł 7,75 proc.

Zarówno premier Rajoy, jak i inwestorzy mają świadomość, że przed Hiszpanią jeszcze długa droga. Największym problemem jest bezrobocie, które obecnie wynosi 26,3 proc., a wśród młodzieży nawet 56 proc. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego powyżej 25 proc. będzie się ono utrzymywać do 2018 r. Drugim jest zadłużenie kraju. Wprawdzie rząd robi co może, aby ograniczyć bieżący deficyt, ale i tak jest on ogromny – w zeszłym roku wynosił 10,6 proc. PKB, co było najgorszym wynikiem w Unii Europejskiej. To powoduje, że szybko przyrasta dług publiczny, który zbliża się do poziomu 100 proc. PKB. Problemem w wychodzeniu z kryzysu może się też okazać niecierpliwość Hiszpanów, którzy zmęczeni cięciami wielokrotnie wychodzili na ulice, protestując przeciw polityce Rajoya.

>>> Czytaj też: Eurostat: Bezrobocie w UE wciąż wysokie, sytuacja młodych dramatyczna

O tym, że Hiszpania jednak jest na dobrej drodze, świadczy rosnące zainteresowanie zagranicznych inwestorów, i to tych z najwyższej półki. Na początku tygodnia podano do wiadomości, że Bill Gates – były prezes Microsoftu i jeden z najbogatszych ludzi świata – kupił za 105,8 mln euro prawie 6 proc. akcji firmy budowlanej FCC, stając się drugim co do wielkości akcjonariuszem. Jest to o tyle znamienne, że hiszpański kryzys zaczął się od krachu na rynku nieruchomości w 2008 r.

Jednak wiele firm z sektora usług też potrafiło się przeorientować na zagranicę – dziś 56 proc. przychodów FCC pochodzi z inwestycji realizowanych poza Hiszpanią. Gates poszedł zresztą w ślady swych rywali do tytułu najbogatszego człowieka świata, Warrena Buffetta i Carlosa Slima, z tym że oni postawili na sektor bankowo-ubezpieczeniowy. Wartość wszystkich tegorocznych inwestycji w hiszpańskie firmy szacuje się na 5,65 mld euro.

>>> Czytaj też: Bershidsky: Bill Gates chce mieć udział w gospodarczym ozdrowieniu Europy