Sekretarz Stanu Mike Pompeo powiedział w ubiegły czwartek, że celem Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej nie jest ochrona ojczyzny, ale „rozszerzanie chińskiego imperium”. Wcześniej w lipcu Pompeo ostrzegł Pekin, aby nie traktował Morza Południowochińskiego jak „swojego morskiego imperium”.

Słowa Mike’a Pompeo są nieco spóźnione. Chiny były w tej czy w innej formie imperium od tysięcy lat, zaś ich obecna inkarnacja polityczna nie wynika w szczególny sposób z działań Państwa Środka na Morzu Południowochińskim.

Chiny jako imperium morskie i lądowe

Rywalizacja mocarstw od zawsze była związana z działalnością imperialną. Nie trzeba popadać w obsesję, jak Mike Pompeo, że Chiny są imperium. Prawdziwe pytanie dotyczy tego, jakim rodzajem imperium są Chiny. Czy Państwo Środka jest imperium lądowym czy morskim? Czy Chiny mają misję, tak jak USA, które chcą rozpowszechniać uniwersalne wartości, czy może sprawa wygląda inaczej?

Wszystkie te kategorie i ich określenie wiąże się z innymi efektami w ramach mocarstwowej rywalizacji USA i Chin. Rozróżnienia te są aktualne zarówno dziś, jak i przed setkami i tysiącami lat.

Reklama

Imperia lądowe, takie jak Mongołowie czy Rosja carów, miały tendencję do bycia zarówno niepewnymi jak i agresywnymi, co wiązało się z podkreślaniem twardej siły (hard power). Działo się tak dlatego, że granice lądowe są łatwe do naruszenia i w efekcie imperialna władza czuje się zawsze niepewnie. Z kolei imperia morskie, takie jak Wenecja, Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone, zanim dokonały inwazji w 1898 na Filipiny, miały tendencję do podkreślania wagi handlu. W efekcie były one bardziej łagodne, ponieważ morza i oceany stanowią lepszą naturalną ochronę, nawet jeśli porty są otwarte na kosmopolityczne wpływy.

Chiny w XXI wieku stanowią wyjątkowe wyzwanie, przede wszystkim dlatego, że są imperium zarówno lądowym, jak i morskim. Otóż Państwo Środka posiada liczącą 9 tys. mil linię brzegową wzdłuż najważniejszych szlaków handlowych świata oraz ważną pozycję na kontynencie eurazjatyckim, mając granice z historycznymi przeciwnikami, takimi jak Indie i Rosja.

Chińską Inicjatywę Pasa i Szlaku najlepiej jest zrozumieć z punktu widzenia projektu imperialnego. Szlakami lądowymi, drogami, koleją i rurociągami Chiny chcą połączyć obszary postsowieckiej Azji Centralnej z Iranem, skąd dalsze połączenia będą rozciągały się dalej na Bliski Wschód i do Europy.

Tymczasem na morzu Pekin buduje i próbuje pomóc w finansowaniu najnowocześniejszych portów o zastosowaniu handlowym i militarnym, od Morza Południowochińskiego i Oceanu Indyjskiego, po Morze Czerwone i wschodnią część Morza Śródziemnego. Wskazywanie na to, że wiele z tych portów i projektów ma niewielki sens ekonomiczny, jest ignorowaniem ich znaczenia geopolitycznego, a co za tym idzie – imperialnego i handlowego. Tam gdzie popłynęły okręty handlowe, tam pojawiły się okręty wojenne.

Biorąc pod uwagę tę podwójną naturę imperialną Państwa Środka, Chiny będą zarówno agresywne, jak i kosmopolityczne. Dlatego z jednej strony Pekin represjonuje Ujgurów stojących na drodze Pasa i Szlaku, a z drugiej wysyła swoją flotą handlową rozwiązania konsumenckie i handlowe do Afryki i dalej, sprzedając produkty na rynkach światowych, jak choćby technologię 5G Huawei.

Podczas gdy USA w sensie historycznym są potęgą, która ma misję i która chce rozpowszechnić swoje ideały demokracji i praw człowieka na cały świat, to Chiny takich impulsów nie posiadają. Pekin jest w stanie współpracować z różnymi reżimami, niezależnie od ich wartości oraz od tego, czy są autorytarne, czy nie – nieważne, czy będzie to Rosja Władimira Putina czy Niemcy kanclerz Angeli Merkel.

Dlatego z jednej strony Chiny chcą wywrócić istniejącą hierarchię sił na świecie i wyprzedzić USA, a z drugiej zachować status quo w sensie wewnętrznym poszczególnych krajów. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, które często próbowały zmieniać wewnętrzne struktury i systemy państw, które określały jako autorytarne, Chiny takich zmian w innych państwach nie chcą.

Państwo Środka zaangażowało się w rozwój projektów portowych zarówno w represyjnych Mianie i Pakistanie, jak i demokratycznych Grecji i Włoszech. Chiński sojusz z Rosją może mieć więcej wspólnego z geopolityką gazu niż z faktem, że oba kraje są dziś dyktatorskie. Niedawne partnerstwo strategiczne i ekonomiczne na 25 lat pomiędzy Chinami i Iranem, warte potencjalnie setki miliardów dolarów, postrzegano przede wszystkim jako sojusz dwóch autorytarnych państw. Tymczasem głównym powodem sojuszu z ze strony Chin jest korzystne położenie Iranu na Bliskim Wschodzie i w Azji Centralnej oraz obfitość złóż ropy i gazu, a także wykształcona populacja 83 milionów potencjalnych konsumentów. Gdyby w Iranie zaszła kontrrewolucja lub państwo to stałoby się bardziej liberalne, Chiny i tak byłby zainteresowane budowanie strategicznych relacji.

Chiny są niemoralne wewnętrznie, ale zewnętrznie – moralnie ślepe. Represje Ujgurów i Tybetańczyków, próba zdominowania Hongkongu, potencjalna agresja na Tajwan – są wpisane w imperialną geografię Chin wobec ludów nienależących do grupy Chińczyków Han, którzy otaczają etniczny rdzeń Han. Ale poza wyimaginowanymi i prawdziwymi granicami, Chiny szukają raczej harmonii niż konfliktów o wartości. Chińczycy wiedzą, że ich imperialny system trybutarny pomiędzy połową XIV a XIX wieku w Azji Wschodniej pokazał, że hegemonia może być bardziej stabilna i mniej krwawa niż europejski system równowagi sił.

Ten system trybutarny obejmował „wiarygodne zaangażowanie i zobowiązanie Chin, aby nie wykorzystywać drugorzędnych państw, które akceptowały chińską władzę” – wyjaśnia David C. Kang, politolog z University of Southern California. To Chiny były na czele, ale pozostałe państwa cieszyły się „znaczącą swobodą”.

Pekin docenia swoją tradycję imperialną, Zachód za nią przeprasza

Chińczycy czują się całkiem komfortowo ze swoją imperialną historią i tradycjami, w przeciwieństwie do ludzi Zachodu, którzy dziś zarówno zaprzeczają, jak i przepraszają za imperialne dziedzictwo. W Chinach chodzi o status. Szanuj Chiny, a wiele rzeczy uda się osiągnąć na niwie współpracy międzynarodowej.

Wraz z tym, jak Amerykanie szykują się na tzw. zimną wojnę z Chinami, ważne jest, aby nie przeceniać chińskich intencji. Owszem, Chiny są bezwzględne, ale nie szukają podboju w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, poza własnym terytorium i przyległymi morzami. Pekin chce dominować i wpływać na zagraniczne gospodarki, ale już nie na zagraniczne społeczeństwa w takim sensie, w jakim one same się rządzą. Chiny nie są potęgą rewolucyjną, pomimo ich komunistycznego charakteru.

Niemniej ponieważ Chiny zachowują się i poruszają się w obrębie zasad imperialnych i handlowych, ich relacjom z innymi brakuje transparentności i norm prawnych, charakterystycznych dla demokracji. Właśnie dlatego inicjatywa Pasa i Szlaku ewoluuje w kierunku subtelnego i przymusowego systemu niejasnych umów, co odpowiada wielu państwom z wysokimi poziomami korupcji.

Oświecony realizm zamiast twardej Realpolitik

Odpowiedzią na takie chińskie wyzwanie nie jest naśladowanie Chin w formie amerykańskiej bezkrwawej Realpolitik, jak zdaje się chcieć Mike Pompeo i Donald Trump, ale powrót do oświeconego realizmu z czasów zimnej wojny i dekad po zimnej wojnie, gdzie prawa człowieka zajmowały miejsce obok interesów narodowych.

Pamiętajmy, że Amerykanie stracili swój misjonarski zapał częściowo z powodu klęski na drodze instalowania demokracji w Iraku i w Afganistanie, więc dziś sprzeciwiają się takim rozwiązaniom. Wahadło w amerykańskiej polityce zagranicznej przechyliło się z jednej skrajności w drugą. Rywalizacja z Chinami w kategoriach imperialnych oznacza przywrócenie umiarkowanego idealizmu, który pozwala światu odróżnić oświecony Zachód od Chin.

Co najważniejsze, odkąd Chiny mają własną wizję swojego systemu imperialnego – Inicjatywa Pasa i Szlaku – USA potrzebują swojej wizji porządku międzynarodowego. W najbardziej efektywny sposób można to osiągnąć poprzez zawieranie gospodarczych, wojskowych i zorientowanych na demokrację państw. Doskonałym przykładem jest tu Partnerstwo Transpacyficzne (TPP), które Donald Trump porzucił w 2017 roku, gdy zamieszkał w Białym Domu. Rywalizacja z Chinami oraz odróżnienie naszych wartości od chińskich wartości wymaga wskrzeszenia TPP oraz tworzenia na tej bazie kolejnych instytucji. Właśnie to powinien robić Joe Biden, jeśli zostanie następnym prezydentem USA.

Chiny mają swoje ograniczenia. Działania Pekinu w byłej brytyjskiej kolonii Hongkongu prawdopodobnie były istotnym czynnikiem zamknięcia przez Londyn dostępu Huawei dla swojego rynku sieci 5G. Możliwe, że z czasem Europejczycy będą się stawać coraz bardziej rozczarowani sytuacji w obszarze praw człowieka w Chinach. Choć miękka siła (soft power) może być przeceniana, to wciąż się liczy. Płynie z tego następująca lekcja: nowemu imperium Chin nie można się oprzeć tylko wtedy, gdy USA nie zaoferują żadnej alternatywy.