Izba Gmin, przerywając letnią przerwę, zebrała się w środę na specjalnym posiedzeniu poświęconym sytuacji w Afganistanie, w którym władzę przejęli talibowie. Rozpoczynając je Johnson przyznał, że wydarzenia w tym kraju potoczyły się szybciej, niż nawet sami talibowie się spodziewali, ale nie zgodził się z oceną, że Wielka Brytania była nieprzygotowana na taki rozwój sytuacji.

Powiedział, że głównym celem misji wojskowej w Afganistanie było wykorzenienie stamtąd Al-Kaidy i to się udało, wskazywał też na postęp, jaki w tym kraju się dokonał w ciągu ostatnich 20 lat, zwłaszcza jeśli chodzi o prawa człowieka i edukację kobiet. Przyznał też, że po decyzji USA o wycofaniu wojska z Afganistanu, Wielka Brytania nie miała innego wyjścia, jak tylko zrobić to samo.

Reklama

Jednak większość posłów, którzy zabierali głos w trakcie trwającej 7,5 godziny debaty, nie zgodziła się z tą oceną sytuacji i nie szczędziła słów krytyki pod adresem rządu.

Lider opozycyjnej Partii Pracy Keir Starmer oskarżył premiera o "oszałamiające samozadowolenie" i "wstrząsająco" błędną ocenę sytuacji, w związku z tym, że w ciągu ostatnich 18 miesięcy nie przygotowano właściwego planu wycofania wojsk. Rządowy plan przyjęcia 20 tys. afgańskich uchodźców uznał za niewystarczający, a ta liczba, jak powiedział, została "wzięta z powietrza". "Odpowiedzią premiera na przybycie talibów do bram Kabulu był wyjazd na wakacje" - ironizował Starmer.

Lider Liberalnych Demokratów Ed Davey nazwał premiera "obciążeniem dla kraju" i mówił, że nie może on "uciekać od winy za tę katastrofę".

O ile ataków ze strony opozycji należało się spodziewać, to jeszcze bardziej wymowne były słowa krytyki od własnych posłów. Poprzedniczka Johnsona Theresa May, która obecnie jest szeregową posłanką Partii Konserwatywnej, nazwała wycofanie się NATO "poważnym niepowodzeniem brytyjskiej polityki zagranicznej". Powiedziała, że "niezrozumiałe i niepokojące" jest to, iż brytyjski rząd nie był w stanie stworzyć "alternatywnego sojuszu państw", aby nadal wspierać afgański rząd pod nieobecność sił USA.

Konserwatywny poseł Tom Tugendhat, który przewodniczy komisji spraw zagranicznych w Izbie Gmin i sam służył w Afganistanie, powiedział, że jest to "haniebne", iż prezydent USA Joe Biden zakwestionował gotowość szkolonej przez USA afgańskiej armii do walki z talibami. W emocjonalnym przemówieniu, którego wysłuchano w ciszy, opowiedział o żalu i wściekłości, jakie odczuwają weterani z powodu "porzucenia" Afganistanu.

Inny konserwatywny poseł i były żołnierz, przewodniczący komisji obrony Tobias Ellwood przekonywał, że Wielka Brytania "nigdy nie powinna była opuścić" Afganistanu. "Nasza polityka zagraniczna jest w rozsypce. Tym, czego potrzebujemy, jest kręgosłup, odwaga, przywództwo, aby wyjść naprzód, ale kiedy stajemy w obliczu momentu takiego, jak ten, okazuje się, że nam tego brakuje" - mówił.

Z kolei Johnny Mercer, który również służył w Afganistanie, a na początku tego roku zrezygnował ze stanowiska wiceministra ds. weteranów, oświadczył, że Johnson "konsekwentnie nie dotrzymuje tego, co powiedział, że zrobi, kiedy starał się zostać premierem". Jak dodał, premier powinien on słuchać weteranów, a nie tych wokół niego, zdaniem których sprawy weteranów nie są warte politycznej uwagi.

W czasie zachodniej interwencji w Afganistanie, która nastąpiła po atakach na USA 11 września 2001 r., zginęło tam 457 brytyjskich żołnierzy, a ponad 2000 zostało rannych.