W przekazie lidera Fideszu odpowiedzialność za wojnę ponosi de facto Ukraina i szeroko rozumiany Zachód. Według niego wojna mogłaby być konfliktem lokalnym, jednak z powodu zachodnich sankcji gospodarczych stała się „globalną wojną gospodarczą”. – Jeszcze wiosną wielu było takich, którzy wierzyli w krótką, trwającą kilka tygodni bądź miesięcy, dzisiaj dla wszystkich jest jasne, że musimy liczyć się z przedłużającą się wojną – przekonywał w poniedziałek szef rządu. Orbán krytykował amerykańską i europejską pomoc dla Ukrainy, uznając, że Rosji nie da się pokonać, bo jej zasoby ludzkie i militarne są nieograniczone. Różnica w podejściu do wojny Węgier i pozostałych państw ma w opinii Orbána wynikać z tego, że Ukraina jest sąsiadem Węgier, zapominając przy tym, że kraj ten graniczy też z innymi państwami UE, w pełni zaangażowanymi we wspieranie Kijowa. – Zachód stoi po stronie wojny, a Węgry – po stronie pokoju – skwitował Orbán.