W głosowaniu tym zwyciężyła Partia Socjalistów Katalonii (PSC) skonfederowana z Hiszpańską Socjalistyczną Partią Robotniczą (PSOE) premiera Pedro Sancheza, który uznał wyniki katalońskich wyborów za “decydujące o potrzebie zmiany” w regionie.

“Mieszkańcy Katalonii jasno określili swoją wolę, aby otworzyć nowy etap"

“Zwycięstwo socjalistów zamyka dekadę podziałów i niechęci w Katalonii” - powiedział Sanchez, dodając, że wynik niedzielnych wyborów przyznaje rację zwolennikom działań na rzecz pojednania w regionie i popierania rządów tych, którzy chcą zgody wśród mieszkańców Katalonii.

Reklama

Zarówno Sanchez, jak i szef PSC Salvador Illa, opowiadają się za utworzeniem nowego regionalnego rządu w oparciu o katalońskich socjalistów, którzy wygrywając wybory zapewnili sobie w 135-osobowym parlamencie 42 mandaty. Ich szanse na sformowanie większościowej koalicji są jednak znikome.

“Mieszkańcy Katalonii jasno określili swoją wolę, aby otworzyć nowy etap i moim zdaniem błędem byłoby teraz im się sprzeciwiać” - powiedział Illa, który jak zaznaczył pomimo mniejszości w izbie podejmie się próby sformowania gabinetu.

Katalońscy separatyści po raz pierwszy od 14 lat nie mają większości w parlamencie regionu

Rządu Illi, jak wynika z deklaracji katalońskich liderów partyjnych, nie poprze żadne z czterech ugrupowań separatystycznych, nawet Republikańska Lewica Katalonii (ERC), której program jest zbliżony do PSC.

Po niedzielnych wyborach katalońscy separatyści po raz pierwszy od 14 lat nie mają większości w parlamencie regionu. Ich sytuację komplikuje fakt, że jedynym kandydatem secesjonistów na premiera jest Puigdemont, wobec którego przed hiszpańskimi sądami prowadzonych jest kilka postępowań.

Puigdemont jest ścigany przez hiszpańskie służby od końca października 2017 roku, kiedy ukrył się w Belgii po organizacji nielegalnego referendum niepodległościowego w Katalonii oraz nieudanej próbie ogłoszenia secesji tego regionu.

Partia Puigdemonta uzyskała 35 mandatów, zajmując drugie miejsce

W niedzielnych wyborach partia Puigdemonta uzyskała 35 mandatów, zajmując drugie miejsce. Z dotychczasowy deklaracji katalońskich ugrupowań wynika, że jego gabinet mogłoby poprzeć maksymalnie 59 deputowanych, co oznacza, że do większości w izbie zabrakłoby mu dziewięciu głosów.

W obecnej sytuacji, jak zaznaczają komentatorzy rozgłośni RAC1 i Cadena SER, coraz bardziej realny staje się scenariusz powtórzenia wyborów w Katalonii.

Parlament, który rozpocznie nową kadencję 10 czerwca, będzie musiał najpóźniej do 25 sierpnia wyłonić regionalny gabinet, tzw. Generalitat. Jeśli taki nie powstanie, to pełniący obecnie urząd premiera Pere Aragones wyznaczy datę kolejnych wyborów. Najbardziej prawdopodobnym dniem głosowania byłby 13 października.

Marcin Zatyka