Francja: W Paryżu lewica jako jedyna agitowała na ulicach przed wyborami

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
29 czerwca 2024, 23:01
Kampania wyborcza we Francji
Kampania wyborcza we Francji/PAP/EPA
W sobotę, ostatni dzień przed wyborami parlamentarnymi, we Francji trwała cisza wyborcza. O pierwszej turze historycznego, jak się ocenia, głosowania przypominały w Paryżu plakaty wyborcze, a na murach - ulotki pozostawione przez lewicę - jedyną siłę agitującą na ulicach.

Cisza wyborcza nastąpiła po krótkiej i pełnej emocji kampanii wyborczej prowadzonej przez trzy główne siły polityczne: skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN - dawny Front Narodowy Marine Le Pen), sojusz lewicy - Nowy Front Ludowy (NFP) i partie centrum skupione wokół prezydenta Emmanuela Macrona.

Demonstracje przeciwko skrajnej prawicy, która prowadzi w sondażach

Jeszcze w piątek odbywały się we Francji zwoływane przez lewicę demonstracje przeciwko skrajnej prawicy, która prowadzi w sondażach. W Paryżu odbyła się w sobotę doroczna manifestacja w obronie praw osób LGBT+, której kontekstem jest spodziewane zwycięstwo skrajnej prawicy. Wzięło w niej udział 85 tys. uczestników.

Każdy z obywateli dostał przed wyborami przysłany pocztą zestaw materiałów wyborczych. W siódmym okręgu wyborczym w Paryżu w zestawie tym jest ulotka Zjednoczenia Narodowego z wypisanym wielkimi literami hasłem: "Bardella - premierem". Szef partii figuruje na niej obok Marine Le Pen, pozostającej nieformalną liderką skrajnej prawicy.

W dniu ciszy wyborczej jedyną oznaką kampanii były w Paryżu plakaty rozklejone przed urzędami dzielnic na specjalnie rozstawionych tablicach. W dzielnicy 11. urząd znajduje się na placu Leona Bluma, twórcy przedwojennego antyfaszystowskiego Frontu Ludowego. To do tej tradycji odwołuje się dziś lewica, idąc na wybory jako Nowy Front Ludowy, mający być zaporą dla skrajnej prawicy. Ulotkami NFP oklejony jest stojący nieopodal pomnik Bluma. Tymczasem na tablicy wyborczej plakat Frontu, z hasłem: "Głosujcie na NFP, by zmienić wszystko" - jest na wpół zerwany.

"30 czerwca i 7 lipca nie powinno zabraknąć żadnego głosu"

Widać, że trwa walka o głosy. Plakat obozu prezydenckiego, idącego na wybory pod hasłem "Razem dla Republiki", uzupełniony jest apelem, by w razie nieobecności zarejestrować się do głosowania przez pełnomocnika. "30 czerwca i 7 lipca (druga tura wyborów-PAP) nie powinno zabraknąć żadnego głosu" - głosi ten afisz.

To właśnie lewica, jako jedyna, widoczna jest na ulicach Paryża - na zgromadzeniach i na ulotkach. "Głosujemy na Front Ludowy", "Rage against the fascism" (wściekłość przeciw faszyzmowi) - głoszą ulotki rozklejone w rejonie bulwaru Woltera. Są też inne afisze, pod którymi żadna z partii się nie podpisała, wyrażające ogólną nieufność do polityków: "Attal (premier Francji-PAP), Bardella (szef RN-PAP) - żaden z nich nigdy w życiu nie pracował".

Paryż nie jest reprezentatywny dla kraju, w którym w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego skrajna prawica zdobyła prawie 40 proc. głosów. Metropolia to "wyspa oporu przed skrajną prawicą" - pisał w ostatnich dniach dziennik "Le Monde". Tradycyjnie w stolicy nie zdobywała ona głosów i tak było również w wyborach do PE - na pierwszym miejscu w Paryżu był kandydat centrolewicy Raphael Glucksmann.

Z Paryża Anna Wróbel 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj