Protesty rozpoczęły się we wtorek w stolicy i innych miastach kraju. Ich uczestnicy domagali się, w związku z kryzysową sytuacją spowodowaną pandemią koronawirusa, niezwłocznej wypłaty 10 proc. ich składek emerytalnych.

Konserwatywny argentyński dziennik „La Nacion” tak relacjonował reakcję mieszkańców na ulicach Santiago de Chile, 7-milionowej stolicy kraju, na decyzję parlamentu: „Wyglądało to w różnych dzielnicach jak wybuchy entuzjazmu po zwycięskim mundialu - tłumy na ulicach, flagi narodowe na balkonach”.

Wynik głosowania - jak podkreśla dziennik - „po raz pierwszy otwiera drzwi do zreformowania jedynego w świecie absolutnie indywidualnego, prywatnego systemu emerytalnego opartego na indywidualnych składkach", wprowadzonego przez dyktaturę generała Augusto Pinocheta (1973-90).

Prezydent Chile Sebastian Pinera w pierwszym swym publicznym wystąpieniu po objęciu stanowiska wyraził się bardzo krytycznie o tym systemie, który nie gwarantował znacznej części społeczeństwa egzystencjalnego minimum.

Reklama

Masowe demonstracje na ulicach Santiago i kilku innych miast kraju, które poprzedziły decyzję chilijskiej Izby Deputowanych w sprawie wypłaty 10 proc. z funduszy emerytalnych, południowoamerykańskie media porównywały do kilkumiesięcznych masowych protestów przeciwko drożyźnie w Chile, które rozpoczęły się 18 października ubiegłego roku.