Gdy z jednej strony administracja Donalda Trumpa sprawia wrażenie gotowej do ustępstw wobec Rosji, z drugiej wyraźnie demonstruje siłę wobec jej kluczowego partnera na Bliskim Wschodzie. Przerzut potężnej morskiej formacji nie wygląda na przypadek ani rutynową rotację sił. Coraz więcej wskazuje na to, że USA przygotowują się na scenariusz twardej konfrontacji, a celem śmiercionośnego uderzenia ma być Iran.
Amerykanie szykują się do ataku. Potężny lotniskowiec już płynie
Relokacja jednej z najpotężniejszych formacji morskich amerykańskiej floty ma zająć około tygodnia – podaje NewsNation. Grupa uderzeniowa lotniskowca to nie tylko sam USS Abraham Lincoln, ale także wiele innych jednostek, w tym krążowniki, niszczycieleoraz co najmniej jeden atomowy okręt podwodny. Tego typu zgrupowanie daje Stanom Zjednoczonym możliwość przeprowadzenia szeroko zakrojonych operacji militarnych.
Napięcie w regionie potęgują kolejne sygnały ostrzegawcze. Władze Iranu ograniczyły ruch lotniczy nad Teheranem, wydając specjalne komunikaty dla linii lotniczych. Z kolei część personelu amerykańskiej bazy wojskowej w Katarze została objęta zaleceniami ewakuacyjnymi, a Wielka Brytania ostrzegła swoich obywateli przed podróżami do Izraela innymi niż absolutnie konieczne. To działania, które zazwyczaj poprzedzają gwałtowne zwroty sytuacji.
Centralne Dowództwo USA, do którego obszaru zmierza grupa uderzeniowa, kontroluje jeden z najbardziej zapalnych regionów świata. Obejmuje on 21 państw i ponad 4 miliony mil kwadratowych – od Afryki Północno-Wschodniej, przez Bliski Wschód, po Azję Centralną i Południową. Obecność amerykańskiego lotniskowca w tej strefie to jasny sygnał polityczny, że Waszyngton nie zamierza stać z boku.
Rośnie napięcie na Bliskim Wschodzie. USA wycofują swój personel
Choć oficjalnie Biały Dom unika słów o bezpośrednim ataku, irańskie media państwowe już ostrzegają Stany Zjednoczone przed ingerencją, grożąc odwetem wobec amerykańskich wojsk i sojuszników, w tym Izraela. Trump publicznie bagatelizuje groźby, ale jednocześnie wykonuje ruchy, które można uznać za ofensywne.
Pentagon przedstawił prezydentowi wachlarz możliwych scenariuszy – od uderzeń w irańskie obiekty nuklearne, przez ataki na instalacje rakietowe, po operacje cybernetyczne wymierzone w aparat bezpieczeństwa Islamskiej Republiki. Jednocześnie "New York Times" zwraca uwagę, że realne możliwości USA są obecnie bardziej ograniczone niż podczas czerwcowej wojny z Iranem. Znaczna część amerykańskich okrętów i samolotów została bowiem przeniesiona do regionu Morza Karaibskiego.
Protesty w Iranie i zmiana tonu Trumpa. USA szykują się do uderzenia?
Jeszcze we wtorek Trump wzywał Irańczyków do kontynuowania protestów i obiecywał, że "pomoc jest w drodze". W środę jednak wyraźnie zmienił ton, sygnalizując zadowolenie z deklaracji władz Iranu o odwołaniu egzekucji demonstrantów.
Prezydent USA tłumaczył także – używając argumentacji stosowanej przez władze w Teheranie – że irańskie siły bezpieczeństwa miały się bronić przed atakami z użyciem broni palnej ze strony demonstrantów.
Pytany, czy w świetle informacji o odwołaniu egzekucji więźniów rezygnuje z użycia siły przeciwko reżimowi, Trump odpowiedział: – Będziemy się przyglądać, jak będzie wyglądał proces. Ale otrzymaliśmy bardzo, bardzo dobre oświadczenie od ludzi, którzy mają świadomość, co się dzieje.