Wildfire ma być nowym hitem General Atomics
General Atomics ujawnił pierwsze informacje o Wildfire, nowym bezzałogowcu klasy MALE, czyli przeznaczonym do długotrwałych lotów na średnich pułapach (zwykle kilku–kilkunastu kilometrów). Firma nie pokazała jeszcze nawet wizualizacji maszyny – przedstawiła ambitne założenia projektu.
Wildfire ma być w stanie samodzielnie pokonać nawet 10 tys. mil morskich, czyli około 18,5 tys. km, i przenosić nawet cztery przeciwokrętowe pociski manewrujące LRASM. To broń dalekiego zasięgu, trudna do wykrycia i zaprojektowana do zwalczania okrętów także w warunkach silnych zakłóceń. Pociski mogą korzystać z własnych czujników, aby odnaleźć wskazany cel.
General Atomics chce również, aby możliwe było wykorzystanie nawet 100 takich bezzałogowców w roju pod półautonomiczną kontrolą. Dane zbierane przez poszczególne maszyny miałyby być łączone, tworząc wspólny obraz sytuacji na polu walki.
Jednocześnie producent zakłada, że Wildfire będzie można wytwarzać na dużą skalę i na tyle tanio, aby Pentagon mógł kupować znacznie więcej maszyn niż dotychczas. – To prawdziwa bestia. Każdy, kto zawodowo zajmuje się tą dziedziną i rzeczywiście martwi się o przewagę bojową Ameryki, będzie chciał mieć sto takich maszyn tak szybko, jak tylko zdołamy je wyprodukować – przekonuje C. Mark Brinkley, rzecznik General Atomics.
Pentagon chce następcy Reapera. Tylko dużo tańszego
Niezależnie od prac General Atomics, Defense Innovation Unit (DIU), jednostka Pentagonu zajmująca się pozyskiwaniem nowych technologii dla wojska, uruchomiła program Massed Modular Aircraft (MMA). Wildfire został do niego zgłoszony, choć producent podkreśla, że zamierza rozwijać maszynę niezależnie od wyniku konkursu.
Pentagon oczekuje bezzałogowca zdolnego przenosić co najmniej 1270 kg uzbrojenia i wyposażenia oraz dysponującego promieniem bojowym wynoszącym przynajmniej 4260 km. Maszyna ma być modułowa, dzięki czemu będzie można szybko zmieniać jej wyposażenie. Do tego jeden operator powinien móc kontrolować kilka dronów jednocześnie. DIU chce też, aby konstrukcję dało się produkować stosunkowo tanio i na dużą skalę.
Założenia są odpowiedzią na zmianę realiów wojny w ostatnich latach. Pentagon przyznaje, że model oparty na niewielkiej liczbie bardzo drogich samolotów staje się nie do utrzymania w starciu z takim przeciwnikiem jak Iran, dysponującym silną obroną przeciwlotniczą. Nowych bezzałogowców ma być więc dużo, a ich konstrukcja i koszt powinny uwzględniać możliwość szybkiego uzupełniania ponoszonych strat.
Wojna z Iranem brutalnie pokazała skalę problemu. Jak podał "The Washington Post", powołując się na trzech amerykańskich urzędników, wojsko USA straciło tam co najmniej 45 MQ-9 Reaper – około jednej czwartej posiadanej floty. W zależności od wyposażenia jeden taki bezzałogowiec może kosztować od 30 do 50 mln dolarów.
Polska również postawiła na drony General Atomics
Reapery są wykorzystywane również przez Wojsko Polskie. Od 2023 r. armia ma w arsenale leasingowane MQ-9A. W grudniu 2024 r. podpisała z General Atomics umowę na zakup trzech nowszych MQ-9B SkyGuardian za około 310 mln dolarów. Maszyny mają trafić do Polski najpóźniej w pierwszym kwartale 2027 r. i zastąpić leasingowane Reapery. MON zapowiadał również kolejne zakupy MQ-9B.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
