Zachodowi kończą się pociski przechwytujące
Skala problemu jest ogromna. Według informacji CNN podczas wojny z Iranem USA zużyły około połowy zapasów pocisków do systemów Patriot i niemal 80 proc. pocisków do systemów THAAD. Przed wybuchem konfliktu Amerykanie mieli około 2 tys. pocisków do Patriotów.
Problem szczególnie mocno odczuwa Ukraina, która potrzebuje Patriotów do zwalczania rosyjskich rakiet balistycznych. Po ataku na Kijów 19 sierpnia Wołodymyr Zełenski ponownie alarmował, że niedobór pocisków kosztuje ludzkie życie.
Sytuację skomentował dr Fabian Hoffmann. Jego diagnoza jest prosta: obecnego modelu obrony przeciwrakietowej nie da się utrzymać i Zachód musi szybko zdecydować, jak go zmienić.
Matematyka nie sprzyja obrońcom
Problem zaczyna się przy liniach produkcyjnych. Choć ich moce są dziś znacznie większe niż przed 2022 r., Zachód nadal wytwarza miesięcznie jedynie od kilkunastu do kilkudziesięciu pocisków przechwytujących poszczególnych typów. Odbudowanie zachodnich zapasów potrwa więc lata. Tymczasem Rosja, Chiny, Iran i Korea Północna produkują rakiety balistyczne na skalę przemysłową.
Jeszcze gorzej wygląda rachunek ekonomiczny. Zaawansowany pocisk przechwytujący może kosztować wielokrotnie więcej niż rakieta, którą ma zniszczyć. Do jednego celu często odpala się dwa pociski, aby zwiększyć prawdopodobieństwo przechwycenia. W efekcie zniszczenie rakiety balistycznej może kosztować obrońcę nawet dziesięć razy więcej, niż przeciwnik zapłacił za jej wyprodukowanie. Do tego dochodzą koszty radarów, wyrzutni i systemów dowodzenia.
Wojna z Iranem tylko uwidoczniła problem, który narastał od lat. Zdaniem Hoffmanna obecnego modelu obrony przeciwrakietowej nie da się utrzymać. Ekspert wskazuje dwa sposoby wyjścia z tej sytuacji.
Zachód ma dwa wyjścia
Pierwsze rozwiązanie to zaakceptowanie przewagi atakującego i większy nacisk na odstraszanie. Państwo dysponujące wiarygodną możliwością uderzenia odwetowego może zniechęcać przeciwnika do ataku. Obrona przeciwrakietowa nadal byłaby potrzebna, ale przede wszystkim do czasowej ochrony najważniejszych obiektów, a nie całego terytorium.
Drugie rozwiązanie to opracowanie znacznie tańszych pocisków przechwytujących, które można produkować na dużą skalę. Takie konstrukcje powstają już w Ukrainie i w innych państwach europejskich, ale na razie nie wiadomo, czy spełnią pokładane w nich nadzieje.
Hoffmann uważa, że najlepszym wyjściem byłoby połączenie obu strategii: rozbudowanie zdolności do odwetu i jednoczesne stworzenie tańszej obrony. Najważniejsze jest jednak tempo.
Polska też musi zacząć działać
Problem dotyczy również Polski. Podstawą naszej obrony przed rakietami balistycznymi są systemy Patriot kupowane w ramach programu Wisła. Ich podstawowym orężem przeciwko takim celom są pociski PAC-3 MSE – te same, których zaczyna brakować również innym państwom Zachodu.
Polska mierzy się więc z tym samym niedoborem pocisków co pozostali użytkownicy Patriotów. W lipcu rząd ujawnił, że przekazał Ukrainie pięć PAC-3, określając tę liczbę jako "margines naszych zdolności". Gdy w sierpniu wróciła kwestia dalszych dostaw, minister Tomasz Siemoniak podkreślił, że żadna decyzja nie zapadła, a sojusznicy zdają sobie sprawę ze szczególnego położenia Polski.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
