Plan wydatków, zawarty we wniosku budżetowym na przyszły rok podatkowy, zakłada wyraźne odejście od obowiązujących od dziesięcioleci limitów zasięgu broni, jaką mogą się posługiwać Siły Samoobrony Japonii, czyli japońskie siły zbrojne – podkreśla Reuters.

Publiczna japońska telewizja NHK wpisuje wniosek o rekordowy budżet w działania na rzecz znacznego podniesienia zdolności obronnych Japonii w najbliższych pięciu latach.

Reklama

Projekt przewiduje opracowanie i produkcję nowych pocisków dalekiego zasięgu, które mogłyby być użyte do kontrataku z pozycji znajdujących się poza zasięgiem pocisków wroga – podała NHK. W planach resortu są też prace nad innymi rodzajami broni, w tym głowicami hipersonicznymi, pociskami przeciwokrętowymi, dronami zwiadowczymi i bombami szybującymi.

„Chiny w dalszym ciągu grożą użyciem siły, by jednostronnie zmienić status quo, i pogłębiają swój sojusz z Rosją (…) Wywierają również presję wokół Tajwanu poprzez domniemane ćwiczenia wojskowe i nie wykluczyły możliwości użycia siły zbrojnej jako sposobu zjednoczenia Tajwanu z pozostałą częścią Chin” – napisało japońskie ministerstwo we wniosku.

Zaniepokojenie Tokio dotyczące ambicji terytorialnych Chin w regionie wzrosło na początku sierpnia, gdy chińska armia wystrzeliła pięć pocisków balistycznych w kierunku wód znajdujących się w wyłącznej strefie ekonomicznej Japonii. Pociski wystrzelono w ramach bezprecedensowych manewrów chińskiego wojska wokół Tajwanu, które według Pekinu były odpowiedzią na wizytę spikerki Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi w Tajpej.

Japońskie ministerstwo obrony zawnioskowało o zwiększenie budżetu obronnego o 3,6 proc. do 5,6 bln jenów (39,78 mld dolarów), ale zaznaczyło, że kwota ta dodatkowo wzrośnie po uwzględnieniu wydatków przewidzianych w nowych programach zbrojeniowych.

Rządząca krajem Partia Liberalno-Demokratyczna zapowiedziała w lipcu podwojenie wydatków na obronność do 2 proc. PKB w ciągu pięciu lat. Jeśli tak się stanie, Japonia będzie miała trzeci pod względem wielkości budżet wojskowy na świecie, po USA i Chinach - obliczył Reuters.