Ukraina odda 20% terytorium, a Trump uzna rosyjskość Krymu? Szczegóły amerykańskiego planu pokojowego!

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 kwietnia 2025, 09:47
Trump, Zełenski
Trump zmusza Zełenskiego do ustępstw terytorialnych./Shutterstock
Czy pokój w Ukrainie ma kosztować jedną piątą jej terytorium? Według amerykańskich źródeł, Kijów może być gotów zaakceptować utratę części okupowanych terenów – o ile będzie to uznane tylko "de facto", a nie "de iure". Informacje opublikował „New York Post”, powołując się na wysoko postawionego urzędnika administracji USA. Tymczasem Donald Trump zapowiada ogłoszenie własnego planu pokojowego już w najbliższych dniach – i wiele wskazuje na to, że nie zabraknie w nim kontrowersji.

Pokój w zamian za uznanie?

Trump szykuje plan pokojowy, który może odmienić bieg wojny. Według przecieków, propozycja miałaby zawierać trzy główne elementy: rozmieszczenie europejskich sił pokojowych na terenie Ukrainy, utworzenie międzynarodowej komisji monitorującej przestrzeganie rozejmu oraz finansowe wsparcie USA – ale bez wysyłania amerykańskich żołnierzy. To nie wszystko. W grze ma być także oficjalne uznanie przez Stany Zjednoczone aneksji Krymu przez Rosję – coś, czemu wcześniej sprzeciwiali się kolejni prezydenci.

„De facto” zamiast „de iure”? Różnica, która robi wielką różnicę

Nowość w artykule "New York Post", jest stwierdzenie, że Ukraina zgodzi się na utratę 20% terytorium – pod warunkiem, że nie będzie to formalnie uznane. Chodzi o regiony przejęte przez Rosję po tzw. referendach. W praktyce oznaczałoby to akceptację obecnego stanu rzeczy, ale bez rezygnacji z przyszłych roszczeń. Jak ujął to amerykański urzędnik: „To znaczy, że uznajemy, iż Rosjanie okupują te ziemie, ale nie zgadzamy się, że Ukraina traci je na zawsze”. To potencjalnie kluczowy element w negocjacjach, który może przynieść ulgę w działaniach wojennych – ale też wywołać burzę polityczną.

Europejskie siły na wschodzie? Rosja mówi „nie”

Moskwa stanowczo sprzeciwia się obecności zagranicznych wojsk na Ukrainie, nawet jeśli miałyby one pełnić jedynie funkcje pokojowe. Szef rosyjskiego MSZ, Siergiej Ławrow, określił takie rozwiązania jako „niemożliwe do zaakceptowania”. Z kolei rosyjski resort dyplomacji ostrzegł, że plany niektórych państw UE, by wysłać na Ukrainę „siły pokojowe”, są prowokacyjne i służą podtrzymywaniu nierealnych oczekiwań Kijowa. To oznacza, że wdrożenie zachodniego planu może napotkać poważne przeszkody – i to nie tylko logistyczne.

Emmanuel Macron i Wołodymyr Zełenski
Emmanuel Macron wielokrotnie zapowiadał gotowość wysłania wojsk na Ukrainę./Blondet Eliot/ABACA

Co dalej? Czekamy na „plan Trumpa”

Wszystkie oczy skierowane są teraz na Donalda Trumpa, który zapowiedział, że szczegóły jego planu ujrzą światło dzienne w ciągu kilku dni. Były prezydent USA, który ponownie ubiega się o urząd, może chcieć pokazać się jako rozjemca i negocjator – ale jego propozycje mogą wzbudzić więcej kontrowersji niż nadziei. Dla Ukrainy, która codziennie płaci wysoką cenę za opór wobec Rosji, taki układ może być trudny do przełknięcia – nawet jeśli daje szansę na chwilę spokoju.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj