Mimo że Johnson jest dobrze oceniany za aktywną rolę w udzielaniu pomocy Ukrainie, nie zdołało to przesłonić skandalu związanego z nieformalnymi spotkaniami towarzyskimi, które odbywały się w jego biurze i w innych budynkach rządowych w czasie restrykcji covidowych. Od grudnia zeszłego roku, gdy media zaczęły ujawniać kolejne imprezy, jego Partia Konserwatywna pozostaje w sondażach o kilka punktów procentowych za opozycyjną Partią Pracy.

Wybuch wojny w Ukrainie zatrzymał wezwania Johnsona do złożenia rezygnacji, ale po tym, jak w kwietniu został ukarany mandatem za złamanie restrykcji, które sam wprowadził, te głosy powróciły. Wielu posłów konserwatywnych wstrzymało się jednak ze złożeniem wniosku o przegłosowanie wotum nieufności dla Johnsona jako lidera partii do czwartkowych wyborów, aby zobaczyć, do jakiego stopnia sprawa przyjęć jest obciążeniem w oczach wyborców.

Reklama

Dla przyszłości Johnsona najistotniejsze są wybory lokalne w Anglii, choć nie są one w pełni reprezentatywne, gdyż odbywają się w mniej niż połowie jednostek samorządu lokalnego, w większości i tak kontrolowanych przez laburzystów. Tym niemniej jest to najszerszy test popularności partii politycznych od czasu ostatnich wyborów do Izby Gmin w grudniu 2019 r.

W Anglii walka toczy się o ponad 4400 mandatów radnych. To, że konserwatyści utracą część mandatów jest pewne, ale kwestią jest jak duża będzie porażka. Według analityków wyborczych, strata netto powyżej 350 radnych będzie dla konserwatystów powodem do poważnego niepokoju. Ale najgorsze dla nich prognozy sondażowe wskazywały, że mogą stracić nawet 800 mandatów.

Po tak złym wyniku na pewno wróciłby temat odwołania Johnsona, bo świadczyłoby to, że nie jest już on ich atutem wyborczym. Problem w tym, że wśród polityków mających szanse go zastąpić, niewielu jest takich, którzy dają nadzieję na utrzymanie okręgów z północnej i środkowej Anglii, przejętych przez konserwatystów w 2019 r., co jest kluczem do utrzymania przez nich władzy po następnych wyborach do Izby Gmin, prawdopodobnie w 2024 r.

Na dodatek konserwatystom grozi w Szkocji utrata na rzecz laburzystów drugiego miejsca, a tym samym pozycji głównej partii opowiadającej się za jej pozostaniem w składzie Zjednoczonego Królestwa. Bo pierwsze miejsce utrzyma domagająca się niepodległości Szkocka Partia Narodowa.

Za to prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi spodziewane jest w Irlandii Północnej. Jak wskazują sondaże, po raz pierwszy w historii największą partią w tamtejszym Zgromadzeniu będzie republikańska Sinn Fein, której postulatem jest zjednoczenie Irlandii. Po części wynika to wprawdzie z rozproszenia głosów unionistów na trzy, a nie dwie jak dotychczas partie, nie zmienia to faktu, że utworzenie rządu - który zgodnie z porozumieniem pokojowym z 1998 r. muszą tworzyć największa partia unionistyczna i republikańska - może być bardzo trudne. Zwłaszcza, że Sinn Fein i partie unionistyczne różnią się też zasadniczo w ocenie protokołu północnoirlandzkiego, będącego od miesięcy punktem spornym między rządem w Londynie a Unią Europejską.