Chiński indeks CSI 300, na który składają się ceny najważniejszych akcji na giełdach w Szanghaju i Shenzhen, wzrósł w poniedziałek o 5,7 proc. do najwyższego poziomu od pięciu lat. Łącznie w ciągu ostatniego tygodnia CSI 300 zyskał ponad 14 proc. W Hongkongu indeks Hang Seng skoczył w poniedziałek o 3,8 proc., również wkraczając w hossę.

Poniedziałkowy skok przypisywany jest po części komentarzowi na pierwszej stronie branżowego pisma „Zhongguo Zhengquan Bao”, związanego z oficjalną chińską agencją prasową Xinhua. Gazeta zachęcała do zakupu akcji i przekonywała, że obecnie, w świecie po pandemii koronawirusa, „zdrowa hossa” jest dla gospodarki ważniejsza niż kiedykolwiek.

Chińska hossa przypomina jednak części ekspertów o bolesnych wydarzeniach sprzed pięciu lat, gdy bańka inwestycyjna, pompowana między innymi optymizmem oficjalnych mediów, w końcu pękła, a rynek gwałtownie się zawalił. Latem 2015 roku ceny na szanghajskiej giełdzie spadły o ponad 30 proc. w ciągu niecałego miesiąca.

Dziennik „Financial Times” ocenia w kontekście najnowszych notowań, że gwałtowny wzrost cen akcji może „skończyć się łzami”, jeśli nie towarzyszy mu odpowiednio szybki wzrost zysków w przemyśle. Zdaniem gazety chińskie media starają się podbić nastrój, by Chiny stały się pierwszą dużą gospodarką, która wyjdzie z kryzysu po pandemii Covid-19.

„Historia posługiwania się mediami do napędzania rynku jest długa. Nie zawsze dobrze się to kończy. Widzieliśmy to w 2015 roku, (wtedy pojawiały się) takie same komunikaty jak teraz. Chcieli popchnąć rynek wyżej. Przez jakiś czas to działało, a potem rynek runął” - ocenił główny ekonomista na Azję z firmy Capital Economics Mark Williams, cytowany przez stację CNBC.

Reklama

„Gospodarka odbija się po koronawirusie. Myślę, że Chiny radzą sobie lepiej niż większość świata, ale globalna gospodarka jest w złym stanie” - dodał Williams.

Eksperci podkreślają, że choć sytuacja w Chinach w wielu aspektach przypomina tę sprzed pięciu lat, to jednak różni się od niej w kluczowych kwestiach, a chińskie władze, nauczone tamtymi doświadczeniami, tym razem nie dopuszczą do powtórki załamania z 2015 roku.

„Jest bardzo mało prawdopodobne, żebyśmy jeszcze raz przeszli taki cykl wzrostu i spadku, jak w 2014 i 2015 roku. Rynek nie jest wszędzie zalany pieniędzmi, jak wtedy. Pekin jest wciąż bardzo ostrożny w polityce monetarnej” - ocenił menedżer z firmy Hengsheng Asset Management, Dai Ming, cytowany przez Bloomberga.