Nagłośnienie dyplomatycznego bojkotu, do którego przyłączyły się również Wielka Brytania, Kanada i Australia, to kolejne z szeregu działań, jakie Zachód podejmuje, by zademonstrować swoją krytykę chińskich władz w sprawie Ujgurów.

Zagraniczni komentatorzy od dawna oskarżają Pekin o „kulturowe ludobójstwo” wobec Ujgurów, czyli próby wykorzenienia ujgurskiej kultury, w tym religii muzułmańskiej. W ostatnich miesiącach pojawia się jednak coraz więcej oskarżeń o ludobójstwo w ścisłym znaczeniu tego słowa, zgodnie z definicją z prawa międzynarodowego.

Nieoficjalny Ujgurski Trybunał działający w Wielkiej Brytanii uznał niedawno, że Pekin dopuścił się ludobójstwa, stosując przymusowe aborcje i sterylizacje wobec ujgurskich kobiet w celu ograniczenia liczby rodzących się dzieci i zmniejszenia populacji Ujgurów. Podobne oskarżenie wysunęły władze USA oraz parlamenty Kanady i Holandii.

Kraje europejskie nie przyłączyły się wprawdzie do amerykańskiego bojkotu Igrzysk, ale UE przedłużyła niedawno wprowadzone wcześniej sankcje przeciwko kilku chińskim urzędnikom i jednej instytucji, których uznała za odpowiedzialnych za łamanie praw człowieka w Sinciangu.

Reklama

Pekin zaprzecza, że w Sinciangu dochodzi do prześladowań. Chińskie władze twierdzą, że kampania w tym regionie ma charakter edukacyjny i ma na celu zwalczanie terroryzmu, separatyzmu i radykalizmu religijnego. Państwowe media ChRL oceniały, że dzięki niej ujgurskie kobiety wyzwoliły się z okowów islamskiego fundamentalizmu i przestały być „maszynami do produkcji dzieci”.

Chińscy urzędnicy podkreślają również, że od 2017 roku, gdy nasilono kampanię w Sinciangu, w regionie nie doszło do ani jednego zamachu terrorystycznego. Wcześniej w regionie regularnie dochodziło do ataków, a w 2014 roku w kilku miejscach Chin w zamachach, przypisywanych przez władze ujgurskim separatystom, zginęły dziesiątki cywilów.

Ujgurzy to w większości muzułmańska grupa, posługująca się językiem podobnym do tureckiego i zbliżona etnicznie do narodów Azji Środkowej. Według ujgurskich działaczy ich kultura i tradycje są zagrożone z powodu działań chińskich władz, które w ostatnich latach burzyły meczety i zakazywały praktyk religijnych w ramach kampanii "sinizacji religii".

Według BBC Ujgurów jest obecnie 12 mln i stanowią oni niecałą połowę ludności Sinciangu, największego regionu ChRL, położonego na północno-zachodnim krańcu tego kraju. Ten w większości pustynny region słynie z produkcji owoców i pomidorów oraz odpowiada za około jedną piątą światowych dostaw bawełny.

Sinciang jest strategicznie położony, graniczy z ośmioma krajami, jest bogaty w złoża ropy i gazu oraz ma duży potencjał produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Przez region przebiegają również rurociągi, którymi do Chin płynie ropa z Kazachstanu i gaz ziemny z Turkmenistanu, by ostatecznie trafić na uprzemysłowione wybrzeże ChRL, tysiące kilometrów na wschód.

Chińskie władze bardzo utrudniają zagranicznym dziennikarzom dostęp do Sinciangu i pracę w tym regionie – wynika z ankiet Klubu Korespondentów Zagranicznych (FCCC) w Pekinie. Większość dostępnych informacji pochodzi z relacji osób, które stamtąd wyjechały, oraz raportów zagranicznych mediów i ekspertów, opartych na analizie jawnych i niejawnych dokumentów rządowych oraz zdjęć satelitarnych.

Eksperci ONZ informowali w ostatnich latach o „wiarygodnych doniesieniach” o nawet ponad milionie Ujgurów i innych muzułmanów zatrzymanych w pozaprawnych obozach internowania, gdzie poddawano ich indoktrynacji, gnębiono psychicznie i fizycznie.

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w marcu, że jego organizacja prowadzi z władzami ChRL rozmowy na temat możliwości nieskrępowanej wizyty w Sinciangu, ale jak dotąd do niej nie doszło.

Chińskie władze początkowo zaprzeczały istnieniu „obozów reedukacji”, a później zaczęły je nazywać „ośrodkami kształcenia zawodowego”. W 2019 roku chińscy urzędnicy ogłosili, że wszyscy „podopieczni” tych „ośrodków kształcenia” ukończyli już „naukę”, która była według nich dobrowolna.

Z raportów zagranicznych badaczy wynika jednak, że placówki te zaopatrzone były w wieżyczki strażnicze i otoczone drutem kolczastym, co według komentatorów upodabniało je raczej do więzień niż szkół. Pojawiły się również oskarżenia o tortury i wykorzystywanie seksualne w obozach, a także doniesienia, że Ujgurzy przenoszeni byli z nich prosto do ciężkiej i nie zawsze dobrowolnej pracy w fabrykach lub na polach bawełny.

Po tych informacjach niektóre zachodnie marki odzieżowe wyraziły zaniepokojenie doniesieniami o łamaniu praw człowieka w Sinciangu lub zadeklarowały, że nie będą używać bawełny z tego regionu. W odpowiedzi chińskie władze i podległe im media nawoływały do bojkotu ich produktów w Chinach, co groziło utratą pozycji na olbrzymim chińskim rynku.

Pekin skrytykował decyzję USA, Wielkiej Brytanii, Kanady i Australii o dyplomatycznym bojkocie Igrzysk Olimpijskich. Obrońcy praw człowieka przyjęli ją natomiast z zadowoleniem i apelują o dalszą presję na chińskie władze.

Dyrektorka ds. Chin z organizacji praw człowieka Human Rights Watch (HRW) Sophie Richardson oceniła bojkot jako „ważny krok w stronę zmierzenia się ze zbrodniami chińskiego rządu przeciw ludzkości, wymierzonymi w Ujgurów” i inne mniejszości. Jej zdaniem władze USA powinny teraz „podwoić wysiłki z innymi podobnie myślącymi rządami”, by znaleźć sposoby na pociągnięcie do odpowiedzialności winnych tych zbrodni.