"Z zadowoleniem zauważamy fakt, że porozumienie zawarte w Soczi jest wdrażane" - mówił Wierszynin, cytowany przez agencję Interfax.

Chodzi o umowę, którą zawarli w poniedziałek prezydenci Turcji i Rosji, Recep Tayyip Erdogan i Władimir Putin, dającą kurdyjskim bojownikom syryjskim 150 godzin na wycofanie się z całego pasa o szerokości 30 km od granicy z Turcją w północno-wschodniej Syrii. Proces ten mają kontrolować rosyjskie siły wraz z syryjską armią rządową.

Zgodnie z porozumieniem po wycofaniu się sił kurdyjskich Turcy i Rosjanie będą prowadzić wspólne patrole w pasie 10 km od granicy.

Reklama

Wcześniej we wtorek agencja RIA Nowosti, powołując się na źródło w ministerstwie obrony w Moskwie, poinformowała, że w ciągu tygodnia do Syrii zostanie przerzuconych kolejnych 276 rosyjskich żandarmów wojskowych i 33 jednostki sprzętu militarnego.

W środę z kolei media informowały, że patrole na północy Syrii rozpoczęła już rosyjska policja wojskowa. Jej oddziały weszły do miast Manbidż i Ajn al-Arab (kurd. Kobane).

Do porozumienia Moskwa-Ankara doszło w czasie zawieszenia broni w tureckiej ofensywie w północno-wschodniej Syrii. Celem tej operacji o kryptonimie Źródło Pokoju było wyparcie kurdyjskich Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG) z przygranicznego pasa na środkowym odcinku granicy turecko-syryjskiej. Rozejm miał pozwolić kurdyjskim bojownikom na wycofanie się z obszaru przy samej granicy. Po wygaśnięciu zawieszenia broni strona turecka podała, że obecnie "nie ma potrzeby przeprowadzania nowej operacji wojskowej".

Władze w Ankarze uważają Kurdów z YPG za terrorystów z powodu ich powiązań ze zdelegalizowaną w Turcji separatystyczną Partią Pracujących Kurdystanu. Na pasie o szerokości 30 km Turcja planuje utworzenie "strefy bezpieczeństwa", do której chce przesiedlić syryjskich uchodźców przebywających w Turcji.

>>> Czytaj też: Amerykańska armia ratuje wyniki Boeinga. Ale droga do wyjścia z kłopotów jeszcze daleka