Zbrodnie popełniane przez Rosjan na jeńcach i cywilach na okupowanych obszarach Ukrainy nie są odstępstwem od normy ani wynikiem działań zdemoralizowanych żołnierzy. To systemowy element terroru oraz polityki zastraszania ludności cywilnej, w pełni akceptowany i wspierany przez dowódców. Tak wynika z opowieści osób, które przeżyły rosyjską okupację, i z raportów instytucji dokumentujących zbrodnie dla przyszłych trybunałów.

Ołena Łazariewa, elegancka pani po „50”, w 2014 r., gdy Rosjanie przynieśli na Donbas wojnę, pracowała jako anestezjolog w donieckiej klinice. Rozmawiamy w Kijowie niemal dokładnie 10 lat po tamtych wydarzeniach.

Ołena Łazariewa: Nie wyjechaliśmy z mężem, bo sądziliśmy, że to się wszystko szybko skończy. Zresztą dokąd wyjeżdżać? Tu jest twój dom, życie, twoja przeszłość. Miałabym to porzucić, bo jakiś chłopiec w mundurze przyszedł i powiedział, że to jest teraz jego ziemia? Aresztowali nas z mężem w październiku 2014 r., oskarżając o szpiegostwo. Takie było sformułowanie: szpiegostwo na rzecz zagranicznego państwa Ukraina. Ale jaka to zagranica? Jestem obywatelką Ukrainy, Donieck to ukraińskie miasto. Złapali mnie, kiedy wracałam z nieokupowanej części Ukrainy, dokąd pojechałam w swoich sprawach. Męża zatrzymali tego samego dnia w naszym mieszkaniu, ale wtedy o tym nie wiedziałam. Złapali mnie, przesłuchali, zaczęli torturować i grozić.

CAŁY TEKST W PAPIEROWYM WYDANIU DGP ORAZ W RAMACH SUBSKRYPCJI CYFROWEJ

Reklama