Miały iść na śmietnik, a jadą na front. Szokujące doniesienia z Ukrainy

Amunicja kalibru 155 mm
W tym roku Ukraina ma rozpocząć produkcję własnej amunicji kalibru 155 mm./ShutterStock
Źle się dzieje na ukraińskim froncie, a przyznał to w najnowszym nagraniu sam prezydent, Wołodymyr Zełenski. W ostatnim apelu do rodaków wyjawił, czego najbardziej brakuje ukraińskim żołnierzom, a tamtejsze media dorzucają pewne sensacyjne informacje. Na front trafiać ma nawet wyposażenie, które jeszcze w 2014 roku przeznaczono do zniszczenia.

Coraz gorsze wieści docierają z ukraińskiego frontu i choć obrońcy nadal stawiają czoła wściekle nacierającym Rosjanom, to z dnia na dzień zaczynają odczuwać coraz większe braki.

Braki na froncie. Przyznał się do nich sam Zełenski

O brakach sprzętowych wspominają już nie tylko sami wojskowi i komentatorzy, ale problemów dłużej nie zamierza ukrywać prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski. W zamieszczonym w sieci w niedzielę wieczorem nagraniu przyznał, że są kłopoty i braki.

- Czego konkretnie brakuje... Przede wszystkim dystrybucji amunicji i wystarczającej liczby dronów – wyznał prezydent Ukrainy.

Braki w amunicji, głównie artyleryjskiej, to od dawna jeden z głównych problemów ukraińskiej armii. Rozwiązać miało go odmrożenie amerykańskich dostaw, ale jak widać, nawet to wsparcie nie działa na tyle efektywnie, aby zapewnić właściwe zaopatrzenie frontu. Jednocześnie, w ocenie Zełenskiego, Ukraina ma na razie możliwości do stawiania oporu napastnikowi.

- Bardzo ważne jest zapewnienie, że we wszystkich kluczowych kierunkach mamy środki, aby zadać wrogowi maksymalne straty – dodał prezydent.

Podziękował też USA oraz Niemcom za dostarczenie kolejnej baterii Patriot, która wzmocnić ma obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową Ukrainy.

Miały iść na śmietnik, a jadą na front

Ale same słowa prezydenta Zełenskiego o problemach z amunicją to dopiero wierzchołek góry lodowej. Jak bowiem informuje Kyiv Independent, kilka dni temu armia musiała sięgnąć po zapasy, o których dawno chciała zapomnieć. Chodzi bowiem o starą amunicję, która miała iść do utylizacji jeszcze przed rosyjskim atakiem w na Krym i Donbas w 2014 roku. Teraz zaś zaczyna ona trafiać na front.

Doniesienia mediów na temat tego kroku ostatniej szansy potwierdziło ukraińskie Ministerstwo Obrony Narodowej.

- Szukamy wewnętrznych rezerw, aby zapewnić ukraińskim żołnierzom amunicję. Rozumiemy, że każdy strzał i pocisk są dziś niezbędne na polu bitwy. Dajemy drugie życie wszystkiemu, co da się naprawić i wykorzystać później – wyznał wiceminister obrony, Jurij Dżyhar,

Amunicyjne wsparcie dla Ukrainy płynie także z krajów europejskich, głównie dzięki czeskiej inicjatywie. Jak przyznał prezydent Czech, Peter Pavel, w lipcu Ukraina dostać ma 50 tys. pocisków artyleryjskich, ale od września liczba ta wzrosnąć ma do 100 tysięcy miesięcznie. Dodatkowo, już w drugiej połowie 2024 r. Ukraina rozpocząć ma własną produkcję pocisków kalibru 155 mm, zgodnych ze standardami NATO.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Wojtek Kubik
Wojciech Kubik
Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej specjalizujący się w tematyce obronności i bezpieczeństwa.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraMiały iść na śmietnik, a jadą na front. Szokujące doniesienia z Ukrainy »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj