Wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii był pytany w piątek na antenie TVP Info o komentarz do listu premiera Mateusza Morawieckiego, który odniósł się do prób powiązania przyszłej perspektywy finansowej UE, negocjowanego budżetu z praworządnością.

Porozumienie między Parlamentem Europejskim i niemiecką prezydencją w sprawie powiązania przestrzegania zasad praworządności z budżetem UE zakłada, że Komisja Europejska będzie mogła uruchomić mechanizm prowadzący do zamrożenia środków, np. przy zagrożeniu dla niezależności sądownictwa w danym kraju. Decyzje w tej sprawie będą jednak podejmować państwa członkowskie większością kwalifikowaną.

Rozwiązania te musi jeszcze finalnie zatwierdzić Parlament Europejski i Rada UE. Poszczególne kraje mają możliwość zablokowania decyzji dotyczącej zwiększenia zasobów własnych UE, dzięki której możliwe ma być zebranie z rynków finansowych środków na fundusz odbudowy po koronawirusie.

Morawiecki w liście skierowanym do szefów instytucji UE oświadczył, że Polska podtrzymuje swoje stanowisko i nie może się zgodzić na uznaniowość mechanizmu dotyczącego zasad przestrzegania praworządności. We wpisie zamieszczonym w czwartek na Facebooku premier napisał, że "uznaniowe mechanizmy, oparte na arbitralnych, politycznie motywowanych kryteriach nie mogą zostać zaakceptowane, bo nie uwzględniają one istotnych, merytorycznych aspektów prawa europejskiego". "Polska nie może zaakceptować takiej wersji tych mechanizmów, która prowadzi do prymatu politycznych i arbitralnych kryteriów nad oceną merytoryczną" - podkreślił premier.

Reklama

W minionym tygodniu premier Morawiecki zapowiedział, że Polska na pewno skorzysta z prawa do sprzeciwu, jeśli nie będzie satysfakcjonującego Warszawę porozumienia ws. powiązania kwestii praworządności z budżetem UE. Również premier Węgier Viktor Orban skierował list do niemieckiej prezydencji i szefów unijnych instytucji, w którym zagroził zawetowaniem budżetu UE i funduszu odbudowy, jeśli wypłata środków będzie powiązana z kwestią praworządności.

Gowin mówił w piątek, że podpisuje się pod listem premiera "obiema rękami". "Jestem większym optymistą, jeśli chodzi o końcowy efekt. Wierzę w zdrowy rozsądek liderów innych państw unijnych i biurokracji brukselskiej. Weto jest ostatecznością i nikt tego nie potrzebuje" - powiedział.

Wicepremier dodał, że jako minister odpowiedzialny za gospodarkę, może powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że "powrót naszej gospodarki na ścieżkę odbudowy i rozwoju wymaga sięgnięcia po fundusze unijne - to jest ok. 780 mld zł". "Natomiast żaden kraj unijny nie może godzić się na próby ingerowania w wewnętrzne sprawy w sposób sprzeczny z Traktem Lizbońskim" - zaznaczył.

Gowin wskazał, że podczas lipcowej Rady Europejskiej wynegocjowano takie brzmienie klauzuli praworządności, które w "żaden sposób nie jest niebezpieczne z punktu widzenia suwerenności poszczególnych państw, czy tym bardziej nie jest niebezpieczne z polskiego punktu widzenia".

"Tam praworządność dotyczyła tylko sposobu wydatkowania funduszy unijnych, a my wydajemy te fundusze uczciwie i bardzo sprawnie. Próby rozszerzenia tej klauzuli praworządności - naszym zdaniem - są nieuprawnione i wierzę, że ostatecznie nasi partnerzy europejscy przychylą się do tego rozwiązania, bo weto jest ostatecznością, szkodliwą dla całej UE. Moim zdaniem z punktu widzenia interesu Polski lepiej byłoby tego uniknąć" - powiedział wicepremier. (PAP)

autor: Michał Boroń