Nikt właściwie nie próbował przekonać nieprzekonanych, a działaniami profrekwencyjnymi zajmowały się tylko organizacje pozarządowe, i to też chyba głównie z obowiązku, gdyż ich kampanie były albo nudne, albo kompletnie kuriozalne – jak dwuminutowy filmik Akcji Demokracja, w którym bliżej niezidentyfikowani żołnierze gromadzą siłą ludzi w jakimś dole, następnie celują do nich z broni, ale uwięzieni sprytnie ratują się z tarapatów, podnosząc dłonie zaciśnięte na znalezionych w kieszeniach długopisach. Miało to dokładnie tyle sensu, co cała kampania przed wyborami do PE.

PiS postawił na otrzaskanych kombatantów – Kamińskiego, Wąsika, Obajtka czy Kurskiego – którzy idą do UE wyłącznie dlatego, że aktualnie nie mają nic do roboty, za to mają wiele zasług, które należy wynagrodzić. Oczywiście według logiki partyjnej.

CAŁY TEKST W PAPIEROWYM WYDANIU DGP ORAZ W RAMACH SUBSKRYPCJI CYFROWEJ

Reklama