Amerykańskie służby i naukowcy od lat ostrzegali władze przed pandemią podobną do bieżącej. Raporty szczegółowo opisywały ewentualne gospodarcze konsekwencje potencjalnej sanitarnej katastrofy. W tym roku rząd USA spóźnił się z opublikowaniem dorocznego Worldwide Threat Assessment, czyli ogólnoświatowej oceny zagrożenia, przygotowywanej na podstawie pracy wywiadu.

Przesłuchania szefów różnych agencji zostały odwołane, bo ci bali się zeznawać publicznie, żeby nie rozzłościć prezydenta Donalda Trumpa. Dlatego portal Politico.com, powołując się na dostępne dane wywiadowcze i rozmowy z pracownikami służb i innymi specjalistami, sporządził listę innych kataklizmów, których scenariusze przewidywali eksperci i które mogą się ziścić w następnej kolejności. I tak powstała krajowa ocena zagrożenia porządkująca potencjalne katastrofy, do jakich może dojść w Ameryce w ciągu najbliższych 30–50 lat.

Pisarka i publicystka Michele Wucker podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w 2013 r. wprowadziła do debaty pojęcie „szary nosorożec”, które trzy lata później rozwinęła w książce. Szarżujące z daleka zwierzę jest niebezpieczne i widać to na pierwszy rzut oka, bez dodatkowych porad i analiz, a jednak biegnie z na tyle dużej odległości, że mało kto się nim przejmuje. Według Wucker frazeologizm oznacza zjawisko na pozór niewyobrażalne, znane tylko z filmów science fiction, które jednak jest możliwe, co więcej może się naprawdę wydarzyć. Lista Politico.com zawiera właśnie takie szare nosorożce.

Pierwszym jest potencjalna ekspansja białego suprematyzmu. Dziś terroryzm kojarzy się w Ameryce z 11 września, Al-Kaidą, a w dalszej kolejności Państwem Islamskim. Tymczasem według specjalistów od bezpieczeństwa narodowego kraj ten może czekać fala zamachów, których sprawcami będą amerykańscy nacjonaliści, a celem – różnego typu mniejszości. Zagrożenie zwiększa gęstniejąca sieć światowych powiązań organizacji spod znaku białej siły. W czerwcu Departament Stanu po raz pierwszy wpisał na listę grup terrorystycznych jedną z nich: Rosyjski Ruch Imperialny. A to dlatego, że trenuje on ochotników do przeprowadzania zamachów, m.in dwóch szwedzkich obywateli, którzy podłożyli bomby w Göteborgu w 2016 i 2017 r.

Tuż przed wybuchem pandemii wiceszefowa Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Elizabeth Neumann zeznała przed jedną z komisji Izby Reprezentantów, że Amerykę może czekać powtórka z 11 września. – Może nie aż tak widowiskowa i z porównywalną liczbą ofiar, ale nie wiemy, jak ten żywioł powstrzymać – mówiła. Federalne Biuro Śledcze (FBI) ostatnio dokonało serii zatrzymań działaczy organizacji białych suprematystów, którzy grozili dziennikarzom i duchownym kościołów uczęszczanych przez Afroamerykanów. Szef FBI Christopher Wray powiedział Politico.com, że może dojść do efektu domina. – Jeden działający sam człowiek, który zaplanował zamach, siedząc w piwnicy domu własnej matki, może zainspirować setki mu podobnych – ostrzegał.

Reklama

Druga sprawa to potencjalne ataki na – jak to nazwali autorzy dziennikarskiego raportu – prawdę i zaufanie (truth and trust). W 2016 r. po raz pierwszy na masową skalę Rosja zaingerowała w amerykańskie wybory i procedury wyborcze. Co do tego faktu zgadzają się w polityce i wywiadzie wszyscy oprócz Donalda Trumpa. Teraz służby ostrzegają, że atak hakerski może zagrozić chociażby indeksowi z Wall Street. Manipulowanie przy historii transakcji może wprowadzić w błąd brokerów i doprowadzić do chaosu. W grę wchodzi też włamanie na serwery tradycyjnych mediów oraz kont dziennikarzy w mediach społecznościowych. W mikroskali mieliśmy z tym do czynienia w 2013 r., gdy Syryjska Armia Elektroniczna zhakowała Twittera agencji Associated Press i puściła informację, że przed Białym Domem wybuchła bomba, a ówczesny prezydent Barack Obama został ranny. To wystraszyło inwestorów i zanim informację zdementowano, amerykańska giełda straciła 100 mld dol.

Kolejne zagrożenie jest podobne do poprzedniego i zakłada atak hakerski na jakąś strategiczną technologię. Autorzy przypominają, że Rosji udało się w ten sposób na jakiś czas wyłączyć ukraińską elektrownię, a Korei Północnej – serwery brytyjskiego systemu opieki zdrowotnej. Koszty tych cyberzamachów można liczyć w milionach. Specjaliści zwracają uwagę, że wyścig o podbój kosmosu zakłada też możliwość zaatakowania przez Chiny amerykańskich satelitów i uszkodzenia chociażby systemu nawigacji GPS. W najgorszym przypadku może dojść do ich trwałego uszkodzenia. Doświadczenie przeprowadzone przez Idaho National Laboratory już w 2007 r. dowiodło, że seria ataków przeprowadzonych na infrastrukturę energetyczną grozi jej zniszczeniem.

Czwarty temat jest poniekąd związany z COVID-19. Chociaż amerykańskie władze stoją na stanowisku, że koronawirus powstał przez przypadek i zaczął się rozprzestrzeniać poprzez pracowników i klientów targu mięsnego w Wuhanie, to trzeba brać pod uwagę, że ktoś śmiercionośne zarazki stworzy i je uwolni – świadomie czy przez przypadek. – Mamy wiele przykładów na to, że zdarzało się tak w wyniku wypadków lub naruszania procedur bezpieczeństwa w laboratoriach – powiedział Politico Jason Matheny z Uniwersytetu Georgetown, były szef rządowej Agencji Zaawansowanych Badań nad Obroną (IARPA).

W 1979 r. z pracowni badawczej w radzieckim Swierdłowsku wyciekł wąglik, co doprowadziło do śmierci ponad 100 osób. Z amerykańskich laboratoriów w 2009 i 2014 r. wydostał się też wirus ebola, chociaż nie spowodowało to skutków epidemicznych. Matheny ostrzega jednak, że jeśli czynniki złożą się niekorzystnie, to jeden taki incydent może doprowadzić do pandemii. Politico.com pisze też, że realnym zagrożeniem jest druga fala COVID-19, z którą trudno będzie walczyć, jeżeli – tak jak przy pierwszym uderzeniu koronawirusa – walka z zagrożeniem sanitarnym stanie się ofiarą konfliktu politycznego w USA.

Dalej są trzęsienia ziemi. Autorzy raportu są zdania, że chociaż to zjawisko regionalne, w epoce globalizacji może mieć znaczenie ogólnonarodowe czy światowe. Centrale czterech technologicznych gigantów, czyli Amazona, Apple’a, Google’a i Microsoftu, leżą w rejonie aktywnym sejsmicznie. Listę zamyka broń atomowa. Cały czas istnieje ryzyko, że jej części po rozbrojeniu krajów dawnego ZSRR mogły wpaść w niepowołane ręce. Czynnikiem, który należy też brać pod uwagę, jest długoterminowa nieprzewidywalność władz Korei Północnej, które taką bombą dysponują. ©℗