Co się czuje, gdy sprzedaje się udziały za kilkaset milionów złotych?

Dla mnie ta sytuacja od początku była względnie prosta. Zawsze byłem zafascynowany nowymi technologiami oraz internetem i wiedziałem, że docelowo chcę się zajmować tylko tym. Sprzedaż grupy TVN była okazją, by dokonać życiowej zmiany i zajmować się wyłącznie tym, co zawsze było moją pasją.

Nie żałuje pan decyzji o odejściu z rodzinnej firmy?

Byłem częścią biznesu rodzinnego, poprzez współpracę Onetu z TVN rozwinęliśmy całą grupę i robiliśmy fajne rzeczy. Nie żałuję tego, a wręcz przeciwnie – wiele się dzięki temu nauczyłem. Do wspólnej pracy namówił mnie ojciec, w momencie gdy dopiero wchodziłem w dorosłość i byłem zafascynowany raczkującym jeszcze internetem. Chciałem wtedy inwestować w sieć, choć nie miałem o tym bladego pojęcia. Z perspektywy czasu widzę, że podjąłem słuszną decyzję, wchodząc do rodzinnej firmy, bo zyskałem cenne doświadczenie.

Kiedy podjął pan decyzję, że opuści ITI?

Mniej więcej przed rokiem.

Tak po prostu?

Niedawno robiliśmy z żoną porządki i w ręce wpadła nam kartka. W 2004 r. zanotowałem na niej kilkanaście celów, które chciałbym osiągnąć w przyszłości. Jeden z nich brzmiał: „Odkupić Onet od ITI”. Rok temu, gdy pomyślałem o wyjściu z Grupy ITI, rzeczywiście miałem założenie, że opuszczam koncern z portalem.

Dlaczego tak się nie stało?

Głównie z powodów formalno-prawnych. Byłem udziałowcem zarówno ITI, jak i spółki publicznej, jaką jest TVN. To komplikowało sytuację.

Teraz stara się pan o odkupienie Onetu?

Jest dużo plotek na ten temat, a ja nie lubię takiego szumu. Co do Onetu, to nie wiem nawet, czy jest na sprzedaż.

Nie ma jakiegoś porozumienia w tej sprawie między panem a obecnymi udziałowcami ITI?

Absolutnie nie. Nie prowadzimy nawet żadnych rozmów na ten temat. Mogę jedynie powiedzieć, że jeśli portal zostanie wystawiony na sprzedaż, na pewno rozważę tę opcję. Wiele zależy jednak od ceny. W porozumieniu z jednym z funduszy inwestycyjnych – globalnym, specjalizującym się w nowych technologiach i nieobecnym jeszcze w Polsce – analizujemy różne opcje. Jest wśród nich potencjalne przejęcie Onetu lub inna transakcja na podobną skalę, ale to niejedyny scenariusz, który bierzemy pod uwagę.

Pojawiły się spekulacje, że rozmawia pan z rosyjskim gigantem internetowym Yandex na temat wspólnego zakupu Onetu?

Dementuję. Owszem, kiedyś odwiedziłem Yandex, spotkałem się z jego prezesem, który zaprezentował mi biznes – trzeba przyznać, że zbudowali imponujące rzeczy. Z tego, co wiem, chcą wejść na inne rynki z własną wyszukiwarką.

Ale czy jest sens kupować Onet? Podobno czas portali minął.

Onet ma silną markę i wszystko zależy od koncepcji dalszego rozwoju. Sam mam pewien pomysł, ale nie będę go ujawniał. Żyjemy w momencie dla rynku historycznym – jesteśmy w trakcie kolejnej zmiany platformy dystrybucji treści internetowych. Coraz więcej osób do konsumpcji internetu używa smartfonów i tabletów, zamiast komputerów, czyli zastępuje urządzenia stacjonarne mobilnymi. A za każdym razem, gdy mamy do czynienia ze zmianą platformy, otwierają się możliwości stworzenia nowego produktu, nowego modelu biznesowego.

Według szacunków analityków wartość Onetu to 1,4 mld zł. Jego zakup wymagałby od pana pewnie postawienia wszystkiego na jedną kartę. Byłby pan na to gotowy?

Taki krok jest oczywiście ryzykowny, bo generalnie inwestycje w aktywa technologiczne są obarczone ryzykiem. Inwestorzy, którzy kupują teraz Facebooka, też godzą się na ryzyko, bo nikt nie wie, jak serwis będzie sobie radził z zarabianiem w mobilnym świecie. To zresztą problem także Google’a, którego rentowność rośnie wolniej, bo ludzie częściej korzystają z sieci w komórkach, przez co rzadziej klikają w linki. Ryzyko jest wpisane w ten biznes. Istnieją jednak różne możliwości finansowania dużych inwestycji. Niekoniecznie trzeba się zadłużać na potęgę, można zaprosić do współpracy fundusze inwestycyjne.

Pytanie tylko, po co to panu? Wychodząc z ITI, sprzedał pan swoje akcje. Wiele osób myśli: gdybym był w takiej sytuacji, nie myślałbym już o pracy.

To co by robili? Lubię budować i tworzyć. Sprzedaż udziałów w ITI w zasadzie nic w moim życiu nie zmieniła. Jedyna nowość polega na tym, że mam większą swobodę i mogę zająć się tylko tym, co lubię. Chciałbym to teraz wykorzystać i pomóc innym w zakładaniu własnych firm i wymyślaniu nowych projektów.

Czyli co pan będzie robił?

Są trzy scenariusze. Pierwszy zakłada duże przejęcie na rynku. Niekoniecznie w Polsce. Drugi wyklucza akwizycję, a zamiast tego koncentruje się na inwestowaniu i budowaniu firm od zera. Jest też trzeci scenariusz, który łączy pierwszy i drugi – może uwzględniać nieduże przejęcia razem z rozwojem firm od podstaw.